Wziąłem pałeczkę do buzi i może przekonam cię, abyś też wziął? | JasonHunt

Wziąłem pałeczkę do buzi i może przekonam cię, abyś też wziął?

Zawsze jest ten pierwszy raz i kiedy trafiła mi się okazja, nie namyślałem się długo. Zadeklarowałem, że wezmę do buzi, a przy okazji może wyjaśnię swoim czytelnikom, dlaczego branie do buzi jest dobre.

Na jeden dzień zostawiamy Nowy Jork i przenosimy się do polskiej rzeczywistości. 

dkms

Oto pałeczka. Już domyślasz się gdzie trzeba ją włożyć, ale pewnie jeszcze nie wiesz po co. Ja też nie wiedziałem, dlatego po odpowiedź poszedłem do osoby, która wie o pałeczkach bardzo dużo. Rozmowę przeprowadziliśmy w siedzibie fundacji przed moim wyjazdem do NYC.

DSC_0711Tigran Torosian jest Hematologiem i Dyrektorem Medycznym w fundacji DKMS zajmującej się rejestrowaniem dawców komórek macierzystych. Brzmi złowrogo, dlatego rozmowę zacząłem od czegoś miłego. Od pałeczki.

Po co jest ta pałeczka?

Za jej pomocą można pobrać wymaz z jamy ustnej. Dzięki temu możemy sprawdzić, czy możesz być dla kogoś dawcą szpiku.

Jak można dostać taką pałeczkę?

Wystarczy zarejestrować się na naszej stronie. To trwa moment. Na podany przez ciebie adres przysyłamy gotowy zestaw wraz z instrukcją obsługi, która w zasadzie ogranicza się do pobrania wymazu i wypełnienia krótkiego formularza. Kilka minut roboty. Następnie na nasz koszt odsyła się pałeczki do nas.

Dawca szpiku… Nie brzmi to zachęcająco. Poza tym krążą na ten temat różne dziwne mity. To prawda, że wbija się jakąś wielką igłę w plecy i jeśli coś pójdzie nie tak, to można zostać sparaliżowanym? W internetach czytałem…

To nieprawda. Przede wszystkim nie tak łatwo zostać dawcą i uratować komuś życie. Średnio tylko jeden na tysiąc potencjalnych dawców, dochodzi do etapu pobierania komórek macierzystych.

A to pobieranie jak wygląda?

Najczęściej podobnie jakbyś oddawał krew w stacji krwiodawstwa. Inna metoda to pobieranie szpiku z talerza kości biodrowej, ale nie jest to żaden skomplikowany zabieg chirurgiczny i nie można po nim zostać sparaliżowanym, bo odbywa się daleko od kręgosłupa. Jest całkowicie bezpieczny. A to, co pobierzemy, Twój organizm szybko sam się zregeneruje.

Dlaczego tylko jeden na tysiąc potencjalnych dawców staje się dawcą?

Mamy tysiące różnych kombinacji antygenów HLA. Znalezienie konkretnego dawcy szpiku jest nieporównywalnie trudniejsze od znalezienia dawcy krwi, gdzie mamy tylko kilka grup. Mamy wielu dawców, którzy całymi latami już czekają, aby komuś pomóc.

Jak wielka jest to grupa ludzi? Ilu w Polsce udało się zarejestrować?

U nas to się z roku na rok bardzo poprawia. Na całym świecie jest zarejestrowanych 25 milionów dawców. W Polsce zaś mamy ponad 860 tysięcy, z czego ponad 750 tysięcy w bazie DKMS. Jeszcze 10 lat temu w 90% przypadków trzeba było szukać dawcy w bazie światowej. W tej chwili ponad 60 proc. dawców dla polskich pacjentów pochodzi z Polski.

Skoro jest jedna wspólna baza, to czy to jest tak, że jeśli ktoś z drugiego końca świata będzie potrzebował mojej pomocy, to ja będę musiał tam polecieć?

W żadnym wypadku. Wszystko odbywa się w Polsce, a klinika pacjenta wysyła po materiał swojego kuriera. Niedawno mieliśmy zabawną sytuację, bo jeden z nich został zatrzymany z lodówką na lotnisku.

Zawartość im się nie spodobała?

Tatuaże. Miał ich całkiem sporo i to wzbudziło podejrzenia służb lotniskowych. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

Jak wiele jest osób w Polsce, którym potrzebni są dawcy?

Ok. tysiąca osób każdego roku potrzebuje przeszczepu. W zeszłym roku przeprowadzonych zostało 500 transplantacji. Wielu chorych nie doczekało się dawcy. Wielu wciąż czeka. Natomiast ok. 10 tysięcy osób zapada na choroby, które mogą potencjalnie wymagać przeszczepienia.

DKMS powstał w Niemczech przed 25 laty, w Polsce działacie od ponad 6 lat. Ilu osobom udało się uratować życie?

Cały DKMS uratował 50 tysięcy osób. My w Polsce pomogliśmy 2340 osobom. W tym roku 673 dawców z naszej bazy oddało swoje komórki dla pacjentów z Polski i innych krajów.

Co się dzieje po zarejestrowaniu?

Otrzymuje się kartę dawcy i to wszystko. Czeka się. Dzień, rok, całe lata. Nie trzeba przyjeżdżać na żadne badania. Nic z tych rzeczy.

Są przypadki, że dawcy na wieść, że są potrzebni, rezygnują?

Są to bardzo sporadyczne przypadki. Dotyczą dwóch, może trzech procent zarejestrowanych. Czasami zachodzą przeciwwskazania, np. przebyte choroby zakaźne, które mogą zaszkodzić biorcy. Dla nas zdrowie dawcy jest tak samo ważne jak zdrowie potrzebującego i nie możemy go narażać.

Gdybym dziś zachorował i nie byłoby dawcy, to czy szukanie go byłoby jak szukanie igły w stogu siana?

Tak, to trochę rzeczywiście tak by wyglądało. Baza jest dostępna dla wszystkich na świecie. Najpierw szukamy w polskiej bazie, jeśli dawcy nie ma, to szuka się poza krajem – w Europie i następnie jeszcze dalej. Jeśli nie znaleźlibyśmy dawcy na całym świecie, to wtedy rzeczywiście szanse pacjenta byłyby minimalne…


Słyszycie? Minimalne. Każdy z nas może potrzebować swojego genetycznego bliźniaka. Już dawno nie przypominałem wam o robieniu regularnych badań profilaktycznych (ja swoje robię co pół roku), ale teraz możecie zadbać także o tych, którzy dużo bardziej was potrzebują.

Nie ma żadnych kosztów, nigdzie nie trzeba jeździć, nie trzeba nawet wychodzić z domu. Wbijacie na stronę patyczekdobuzi.pl, podajecie swoje dane i dostajecie kopertę z pałeczkami. Pałeczki do buzi, a potem z powrotem do koperty i odsyłacie.
Być może pewnego dnia otrzymacie telefon, że możecie komuś uratować życie. Zróbcie to. Jak nie dla mnie, to chociaż dla Piesi. To ona kazała mi przyłączyć się do tej akcji. Ją podobno lubicie.

C91BAFC6-033C-482F-B7D6-BF9B6DBD109C

Wejdź: www.patyczekdobuzi.pl zarejestruj się i napisz z dumą #bioredobuzi

 

Wziąłem pałeczkę do buzi i może przekonam cię, abyś też wziął?
Oceń ten post

Nie przegap i dodaj sobie przypomnienie
SMS Newsletter Dodaj do kalendarza 2017-11-21 12:00:00 2017-11-21 13:00:00 Europe/Warsaw Jason Hunt - MasterClass Bloger MasterClass: Bloger - 12 LEKCJI, KTÓRE ZMIENIĄ CIĘ W PROFESJONALNEGO BLOGERA http://jasonhunt.pl/masterclass Jason Hunt mail@jasonhunt.media

Nie przegap i dodaj sobie przypomnienie
Newsletter Dodaj do kalendarza 2018-03-05 12:00:00 2018-03-05 13:00:00 Europe/Warsaw Jason Hunt - MasterClass Bloger & Biznes MasterClass: Bloger & Biznes - 12 LEKCJI, KTÓRE NAUCZĄ CIĘ ZARABIANIA NA BLOGU http://jasonhunt.pl/masterclass-biznes Jason Hunt mail@jasonhunt.media

  • Bardzo fajna inicjatywa Tomek! Sam wiem po sobie jak sporo pomocy kiedyś potrzebowałem. Mam przy sobie zawszę kartę dawcy oraz podpisane oddanie mojego elektronicznego „ucha” biednym a potrzebującym nowego „słyszenia”, jak bym kiedyś poszedł do Bozi. O tej pałeczce słyszę pierwszy raz. Na pewno skorzystam.

    • Zaraz, zaraz. Karta dawcy? Mówisz o dawaniu organów w razie jakiegoś wypadku? Do tego też trzeba mojej zgody? Kompletny bezsens. Powinno być na odwrót. Karta nie_dawcy, a cała reszta domyślnie powinna być brana jako potencjalni dawcy. Poczytam sobie o tym, ale u mnie to raczej nie problem, bo w razie czego to moja rodzina na pewno by zgodziła się na pobranie ze mnie czego tylko trzeba.

      • No coś takie, co podpisujesz, że się zgadzasz w razie zgonu na to, aby pobrali od Ciebie organy. Podpisałem w szkole średniej już. Nie wiem jak to się ma teraz u nas, ale wydaje mi się, że tak samo dalej jest.

        • To właśnie chyba bardziej dla rodziny, aby znali Twoją wolę. Wg prawa i tak jesteś potencjalnym dawcą, ale lekarze muszą „uszanować wolę rodziny”, jeśli ci będą protestować.

          • Aha, to sorki za wprowadzanie w błąd. No chyba, że teraz jest inaczej.

          • Lu, a jak z Twoim Grześkiem, bo chyba dostał wezwanie do pomocy od DKMS’u? :)

          • To działa tylko w teorii. Oczywiście każdy z nas jest potencjalnym dawcą dopóki nie zastrzeże sobie, że nie zgadza się na pobranie organów po śmierci. W większości wypadków lekarze zwracają się do rodziny z pytaniem o zgodę z obawy przez pozwali. Niestety często jest tak, że rodzina nie wyraża zgody więc lekarze nie podejmują żadnych działań. Napisałem na studiach pracę na ten temat i nie dowiedziałem się, że sytuacja wcale się nie zmieniła.

            Dlatego warto taką informację o zgodzie na pobranie organów nosić ze sobą – nigdy nie wiesz na jakiego lekarza trafisz po swojej śmierci.

          • problem jest taki, że polskie rodziny podobno robią z tego duże problemy i jak ktoś nie ma zgody to lekarze się boja pobierać organy. Boją sie pozwania do sądu, jak jest podpisana karta dawcy organów to są większe szanse, że lekarz sie nie wystraszy:) dlatego wartp ją mieć.

        • To jakby co to ja się zgadzam:)
          Pewnie jak będę umierający to połowa portali o tym napisze. Przypomnijcie wtedy ten komentarz: brać ze mnie WSZYSTKO. W trumnie zamiast mnie, może być moja fotka z FB.

          • Nosić serce Tomczyka i kochać wszystkie cycusie i Nowy Jork……

      • Bo ktoś sobie ubzdurał, że będą chcieli pobrać mu organy jeszcze zanim na dobre odejdzie. Jak to u nas pojawiła się psychoza strachu i w efekcie prawo, które wszystko komplikuje. Dlatego trzeba nosić odpowiednie i własnoręcznie podpisane oświadczenie woli przy sobie. Tylko kto w razie wypadku będzie go szukać?

      • Magda

        Tak. Taką kartę można załatwić np. u fajnych ludzi z dawca.pl. To bardziej informacja dla najbliższych, takie potwierdzenie naszej woli. W DKMS jestem od około 2 lat i bardzo mi z tym fajnie ;) No i się jeszcze pochwalę zdjęciem.

      • na ten temat wyczerpująco napisała Kinga u siebie (zaparzeciherbate). warto przeczytać. dopóki nie masz karty dawcy, prawnie jesteś dawcą potencjalnym, lekarze z grzeczności tylko pytają się rodziny o ich wolę i muszą ją uszanować. warto więc mieć tę kartę, bo za życia my swoje, a rodzina po śmierci swoje…

      • zakius

        afaik tak u nas jest, ALE rodzina… kłócą się, i lekarze się boją

  • Zastanawiałem się właśnie ostatnio jak to wygląda w polskich realiach. Trzeba przyznać, że co raz ciekawiej, ale i tak jest słabo. Postaram się namówić moją ładniejszą połowę i przyłączmy się.

  • Rewelacyjna inicjatywa, warto pomagać.

  • Mój mąż w sierpniu dostał telefon z DKMS, teraz czeka(my) na wyniki szczegółowego badania krwi potwierdzającego zgodność z potencjalnym biorcą. Trzymajcie kciuki, żeby wszystko się udało :)

    • No właśnie, pytałam niżej nie widząc tego komentarza. :D Czekam na rozwój wydarzeń. Ale super, że ma taką możliwość!

      • Jeszcze sobie poczekamy, możliwe, że nawet ponad miesiąc. Ja bym tego nie rozpatrywała w kategoriach możliwości – dobrze, że się odnalazł jako dawca dla potrzebującego, ale lepiej, gdyby potrzebujących nie było :)

        • Też sobie ciągle tłumaczę, że skoro do mnie nie dzwonią to znaczy, że mój genetyczny bliźniak ma się dobrze. Ale z drugiej strony, wiesz, to super, że Grzesiek się zarejestrował zanim jego „bliźniak” potrzebował pomocy. Wiem, że to brzmi dziwnie, ale chyba wiesz o co mi chodzi. :) Trzymam kciuki!

  • elRobson

    Ja brałbym udział w różnych akcjach gdyby tylko w mojej krwi nie został ślad po wygranej walce z HCV co mnie od razu dyskwalifikuje jako potencjalnego dawcę:( . Akcja na plus oby wielu z niej skorzystało.

  • KarrStarr

    Cudna akcja, #wzielamdobuzi już w ubiegłym roku, potwierdzenie i kartę dostałam po czterech miesiącach. Tak więc wiara #bierzciedobuzi !

  • Przy ostatnim oddawaniu krwi kątem oka rzuciłam właśnie na informację o dawcach szpiku. Wtedy obiecałam sobie, że zgłoszę się przy następnym oddawaniu, które już za niedługo. Jak postanowiłam, tak zrobię. Dobrze, że o tym napisałeś, dzięki!

  • Arkadiusz Kuros

    Warto się zarejestrować, moja historia z DKMS zaczęła się kilka lat temu i zaledwie 9 miesięcy po rejestracji miałem telefon czy jestem gotowy dać komuś nowe życie. Dokładnie 12 miesięcy po rejestracji moje komórki trafiły do pewnego włocha. Dzisiaj nadal jest wspaniałym ojcem trzech synów i kochającym mężem. Nic nie kosztuje, a tak wiele daje.

    • Wyobrażam sobie, jakie to uczucie dostać taki telefon. Jakoś mnie nie dziwi, że tak mało osób rezygnuje.

  • Melduję uprzejmie, że już kilka lat temu wzięłam pałeczkę do buzi i wciąż czekam na telefon! Każda wiadomość od DKMSu przyśpiesza bicie serca, ale później okazuje się, że to tylko życzenia świąteczne, czy coś takiego. Mam jednak nadzieję, że komuś pomożemy! :)

  • Ja pałeczki nie brałam, ale dałam się skrwawić. I cały czas czekam na mojego genetycznego bliźniaka :)

  • Super inicjatywa :) Tylko warto sprawdzić czy możemy być dawcą. Czasem trafi sie człowiekowi, że nie może, choćby bardzo chciał.:(

    • Ja właśnie sprawdzam – okazało się, że muszę to skonsultować z lekarzem i wysłałam im maila z pytaniem. Mam nadzieję, że się zgodzą!

    • Beata Krowisz

      No właśnie. Mnie dyskwalifikuje zapalenie tarczycy :(

    • Dokładnie. Ja kilka lat temu bardzo chciałam zostać dawcą, ale niestety całkowicie dyskwalifikuje mnie zanik mięśni. Nie powiem, w pierwszym momencie byłam cholernie zła, a zaraz po tym ocknęłam się i pomyślałam „hej, jak nie tymi drzwiami, to innymi”. Pomagać na szczęście można na wiele sposobów :)

  • Za miesiąc osiągam pełnoletniość i dopiero wtedy będę mógł się zarejestrować. Mam nadzieję, że będę mógł komuś pomóc. Zamierzam także regularnie oddawać krew, tym bardziej, że mam grupę krwi 0, co może być dla niektórych „zbawcze”. Oby jak najwięcej takich inicjatyw!

  • robert

    Ja już się zarejestrowałem i miałem patyczek w buzi. Ta baza wystawiała się na Biegu Piastów i tam zostawiłem swój wymaz. Po jakimś czasie przyszedł list. I jak na razie cisza ;-)

  • Anna S-B

    Też już jestem w bazie. Świetna akcja z tymi pałeczkami, ile prościej i szybciej niż kłucie, oby coraz więcej ludzi się rejestrowało. Fajnie, że propagujesz tę akcję :)

  • Makronek

    Ja już wzięłam do buzi jakiś czas temu, a dostaj się jakieś potwierdzenie że jestem już zarejestrowana w bazie bo ja nic nie dostałam i zastanawiam się czy doszło?

  • Świetnie, że o tym piszesz! (i to w taki sposób :)) Zazwyczaj ludzie decydują się zostać dawcą dopiero, kiedy choroba dotyka kogoś bliskiego. Przynajmniej tak było ze mną: zgłosiłam się rok temu, kiedy zdiagnozowano białaczkę u 4-letniej córeczki mojej koleżanki. A tak naprawdę warto zrobić to „na zapas”, im wcześniej tym lepiej, analiza próbek trwa czasem kilka miesięcy. To musi być niesamowite uczucie znaleźć swojego „genetycznego bliźniaka” i móc uratować mu życie, nawet nie znając jego tożsamości (podobno można poznać dane biorcy dopiero po 2 latach).

  • jeden z powodów dla których kocham globalizację: możesz stać się dawcą dla kogoś w odległym zakątku świata.

  • karolina

    Szkoda mi Piesi:( taka smutna stoi, pewnie tęskni za tatą:(

  • Ludzie, zapisujcie się!;) Już prościej (przetoczenie krwi), nie da się komuś uratować życia!

  • J Łuka

    Przy oddawaniu krwi w każdym RCKiK można przy okazji się zarejestrować w POLTRANSPLANT. Dodatkowych kilkadziesiąt ml krwi nie robi problemu, a po kilku tygodniach otrzymujemy pisemne podziękowania i potwierdzenie zarejestrowania w Centralnym Rejestrze Niespokrewnionych Dawców Szpiku (bez tych wszystkich kontrowersji związanych z DKMS…). POLTRANSPLANT należy również do World Marrow Donor
    Association (WMDA) – „światowa organizacja zrzeszająca rejestry dawców komórek krwiotwórczych
    i krwi pępowinowej reprezentujące ponad 25 milionowa społeczność dawców szpiku
    z 52 krajów”..

    • Angie

      J Łuka Poltransplat jest Polskim centrum organizacyjno koordynacyjnym transplantacji, ze tak powiem obsluguje wszystkie rejestry w Polsce. POniewaz jest finansowanym przez Ministerstwo Zdrowia. Moim zdaniem jedyna, ale znaczaca roznica miedzy DKMSem a RCKiK i reszta rejestrow w Polsce jest podejscie do Dawcy, DKMS jako jedyny wysyla karty ( moim zdnaiem jest to wazne, bo wiesz, ze na pewno, ze Cie zarejestrowali, mam znajomych co kiedys rejestrowali sie w Medigenie i nie wiedza nawet czy sa zarejestrowani, bo oni nic nie wysylaja, a dowiedziec sie tam czegokolwiek to masakra), DKMS ma najwieksze doswiadczenie w koordynowaniu tych przeszczepien. Liczny mowia same za siebie w 2014 odbylo sie 881 pobran od dawcow niespokrewnionych z czego sam DKMS skoordynowal 796 pobran. Plus oczywiscie rejestracja to co mowil Tigran w poscie Kominka 860tys w polsce zarejestrowanych w tym ponad 760tys przez DKMS, Ci ludzie (pracownicy) jezdza po calej Polsce by robic akcje, angazuja do pomocy Studentow by organizowali akcje na uczelniach, w duzych supermarketach sa akcje, w armii rowniez. Leca ich spoty w telewizji. Teraz zobacz zaangazowali blogerow? Ktory inny rejestr to robi? Staraja sie bardzo, gdyby nie oni swiadomosc oraz rejestracja i transplantacja w Polsce by lezala i kwiczala. Dzieki nim to funkcjonuje. Oczywiscie miedzy bogiem (bukiem ;) ), a prawda, czy ktos zarejestruje sie w Medigenie, RCKiK czy w DKMS trafia do jednej i tej samej swiatowej bazy. I ma takie samo pragnienie pomocy ludziom. Jednak do DKMS mam duzy szacunek za zangazowanie, prace oraz serce jakie wkladaja w swoja prace i jak zajebiscie im to wychodzi! :).

    • Angie

      Sama jestem Dawca od dwóch i pół roku, skoordynowanym przez DKMS, więc mówię to z własnego doświadczenia oraz z wiedzy jaką po przeszczepie pogłębiłam, bo szcze nei wiedziałam, że są inne rejestry niż DKMS ;)

  • To była chyba pierwsza pałeczka, którą wzięłam do buzi na studiach. I jeszcze namawiałam do tego wszystkich dookoła.

  • Gosia

    Dwa lata temu oddałam szpik. Niesamowite uczucie mieć szansę uratować komuś życie. Ciągle się zastanawiam czy ta osoba przeżyła ale nie mam odwagi tego sprawdzić.

  • Świetna inicjatywa, właśnie się zarejestrowałam więc #bioredobuzi! :)

  • no dobra… jak tak prosisz, to już wezmę… chociaż w sumie nawet lubię ;)

  • Abstrahując od słuszności i konieczności organizowania takich akcji, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jej tytuł jest bardzo lotny i chwytliwy, na swój sposób dwuznaczny co jest bardzo w Twoim stylu ;)…ale może to tylko takie wrażenie…

  • Karolina Krzeszewska

    To jest ta chwila, kiedy nienawidzę swojej choroby przewlekłej – bo nie mogę być dawcą, a istnieje możliwość, ze będę biorcą.

  • Wszystko super fajnie. DKMS w przypadku, gdy ktoś potrzebuje dawcy – kontaktuje się z owym (w sensie, z dawcą) i wyjaśnia bardzo dokładnie, jak będzie wyglądała dalsza procedura. Organizują wszystko, od dodatkowych badań począwszy (wirusologia i jakieś tam badania ogólne: przesyłają do wybranego miejsca w Twoim mieście specjalny pakiet do pobrania krwi, godzinę wizyty dostosowują do Twojego grafiku), po opłacenie noclegu oraz podróży do miasta w którym ma się odbyć ewentualne oddawanie szpiku.

    Niestety, potencjalnego dawcę może z programu wykluczyć chociażby fakt, że Mu się raz w życiu przytrafiła reakcja alergiczna po ukąszeniu przez np. osę. Wynika to ze względów bezpieczeństwa, istnieje bowiem prawdopodobieństwo, że dawca musiałby przyjmować leki pochodzenia biologicznego, które mogłyby wywołać reakcję podobną do tej, którą wywołało ukąszenie owada. Nie wiem czy taka sytuacja całkowicie dyskwalifikuje dawcę, czy wyklucza Go z programu na jakiś czas, np. na rok od momentu wystąpienia reakcji alergicznej. Myślę, że warto by się dowiedzieć, jakie czynniki mogą przekreślić nasze szanse jako dawców.

  • Robert Jaworski

    Ja niestety nie mogę wziąść do buzi. Chory jestem, a zawsze chciałem. Moja żona za to bierze. ;)

  • Przekonałeś mnie. Wezmę do buzi :) czekam na patyczek.

  • Świetna inicjatywa Tomek. Dzwoniłem do DKMS, ale nie mogą mnie zarejestrować, ponieważ nie mieszkam na stałe w Polsce. Odesłali mnie do oddziału w Anglii i czekam na pałeczki.
    Możesz sobie dopisać do konta zainteresowaną osobę :)

  • Jeszcze dużo wody z Wisły wyparuje zanim Polacy wyzbędą się swoich uprzedzeń i „chorych myśli” co do bycia dawcą czegokolwiek. Sama jestem w DKMS, mój chłopak miał być dawcą szpiku rok temu, niestety przy okazji szczegółowych badań sam okazał się być chory. Inny kolega zaś został dawcą, żyje, ma się dobrze i na nic nie zachorował ani nic mu na głowie nie wyrosło.