Tuż przed maturą kwitły kasztany | JasonHunt

Tuż przed maturą kwitły kasztany

…A piło się tak jak we śnie. Legendarny tekst, publikowany tylko raz w roku przed maturą. Lektura obowiązkowa każdego maturzysty, bo jak głosi legenda – kto go przeczyta, ten na pewno zda maturę.

 

Nie wyobrażaliśmy sobie życia po maturze.

Przesiąknięci stresem i oczekiwaniem na najważniejszy egzamin naszego marnego żywota, egzystowaliśmy z dnia na dzień, a im bliżej było egzaminu tym bardziej utwierdzaliśmy się w przekonaniu, że oto dobiega końca beztroskie dzieciństwo.

– A co będzie, jeśli jakimś cudem zdamy? – zapytał kolega Andrzej w jedną z kwietniowych nocy.

Znaliśmy się praktycznie od urodzenia, choć moja pamięć aż tak daleko nie sięga. Jego owszem. Obaj leżeliśmy na plaży i gapiliśmy się w dogasające gwiazdy. Było zimno jak diabli, ale grzało nas wino marki wino o smaku nadającym się wyłącznie do szybkiego przełknięcia.

– Jeśli zdamy, to pewnie będziemy musieli pójść na studia – odparłem.
– Rany boskie… – odparł przypalając sobie zapalniczką włoski na dużym palcu nogi – Ej, a próbowałeś kiedyś depilować sobie włosy w nosie wciągając ogień z zapalonej zapalnczki?
– Każdy próbował.
– A myślałem, że to ja jestem dziwny.

Pamiętam jak dziś – księżyc był w pełni. Wiele razy w swoim życiu patrzyłem na księżyc w pełni, ale pamiętam tylko cztery takie księżyce.

– Gdzie chciałbyś być za rok o tej samej porze?

Na odpowiedź musiałem poczekać, aż kolega skończy pocierać sczerwieniały nos z poparzeniami trzeciego stopnia.

– Ty wiesz, gdzie zawsze chcieliśmy być – odezwał się głosem Kaczora Donalda. – Jasna cholera, jak to boli. Naprawdę próbowałeś wciągać ogień nosem?

– Nie, ale bardzo chciałem zobaczyć, jak ty to robisz. Wracając do tematu, wielebny Andrzeju, sprawa wygląda tak, że musimy tam polecieć. Za rok.

Nigdy nie zapomnę tej nocy. Siedzieliśmy do rana w wiklinowym koszu i jak małe dzieci jaraliśmy się swoim najnowszym planem na życie. Postanowiliśmy polecieć do Nowego Jorku i spełnić tam kilka prostych marzeń, w rodzaju: zagrać w filmie z Tomem C., przejechać się żółtą taksówką, zjeść z ulicy hot-doga i bzyknąć jakąś hollywoodzką gwiazdę.

Ale najpierw trzeba było zdać maturę.

– Nie martw się Andrzej. Cokolwiek się stanie, nie zostawię cię samego.

To była jedna z tych obietnic, których nigdy nie dotrzymałem.

ksiezyc nad marzeniami


 

13 GODZIN DO MATURY…

Nic nie umiem.

Oglądam dobranockę. Dzwonek do drzwi. To Andrzej.

– Idziesz z nami?
– To ciebie jest więcej?

Rozwinął banknot 50-złotowy.

– Ze mną i panem Kazimierzem.
– Człowieku, za 13 godzin matura z polaka!
– No i?
– No i pamiętaj, że na godzinę przed egzaminem muszę być w chacie i przebrać się w garnitur.
– Na wszelki wypadek weź kasę na ksero. Noc będzie długa.

„Kasa na ksero” to nic innego jak kieszonkowe, których nigdy nie dostawałem. Gdy brakowało mi pieniędzy na kolę i czekoladki, mówiłem rodzicom, że potrzebuję kasy, bo muszę skserować notatki. Nigdy nie odmówili synowi tak pilnie uczącemu się do matury….

Ktoś mądry powiedział, że jeśli nie nauczyłeś się na dzień przed maturą wszystkiego, to już niczego nowego się nie nauczysz. Nie wiem, jak ta teoria ma się do kogoś, kto się… niczego nie nauczył, ale ufałem intuicji. I Andrzejowi.

– Na maturze zawsze jeden temat jest albo o wojnie albo o żydach. Po co uczyć się reszty? – pouczał.
– Jak nam dadzą jakiegoś Mickiewicza albo innego noblistę, to leżymy.

Nie dbając o „potęgi klucz” ruszyliśmy do parku. Musiałem uważać, aby trzymać się prawej strony Andrzeja.
Antyperspirantu wystarczyło mu tylko na jedną pachę.

10 GODZIN DO MATURY…

Zarząd Green Peace.

Było nas czterech w zarządzie – ja, Andrzej, Krzysiu oraz Kubuś. Tych dwóch spotkaliśmy na ławeczce przy dworcu. Wyglądali, jakby wychlali całą zawartość monopolowego razem z panią Krysią.
Nie myślcie sobie, że myśmy wtedy dużo pili. Najwyżej dwa razy w tygodniu. Byliśmy trzeźwi.
A przez resztę dni różnie bywało. Czasami ktoś dostał wpierdol, komuś wybijało się lampki w samochodach. Czasami bawiliśmy się w parkingowego berka – skacząc po samochodowych dachach.
Pamiętam też jak jeden kumpel założył się z drugim, że przejdzie przez balkonową barierkę i zawiśnie na niej przez 60 sekund. Skubaniec zrobił to. Sytuacja miała miejsce na siódmym piętrze wieżowca.
Którejś nocy przed maturą szybko nas trzepnęło.

– Wiecie co panowie – rzekł kolega Andrzej – Zawsze marzyłem, by zrobić coś dla przyrody. Załóżmy oddział Green Peace.

Szybko przeszliśmy od słów do czynów i w ciągu godziny oczyściliśmy nadmorski park z zieleni. A potem ilekroć wypiliśmy, to w trakcie pijackich spacerów wyrywaliśmy krzewy, kwiaty, łamaliśmy gałęzie, strzelaliśmy z wiatrówek do łabędzi.
Wykonaliśmy kawał dobrej roboty. Z tego co wiem już nigdy nikt nie powtórzył tego dzieła. Drąc się wniebogłosy rzucaliśmy w siebie kwiatami wyrwanymi z korzeniami. Akcje powtarzaliśmy do końca maja. Raz czy dwa prawie złapała nas policja, ale nawet oni nie mieli odwagi nam podskoczyć, bo wszystko odbywało się bez świadków i na hasło „Kurwa to nie my!” szybko puszczali nas wolno.
Cóż to znaczy być w Green Peace. Szacun, bracie, szacun!

Mając naście lat, byłem znakomicie zapowiadającym się dresem i w zgodnej opinii otaczających mnie wówczas osób, od nauczycieli po kumpli, moją przyszłością miała być łopata i szpachelka. Byłem o krok od zrobienia kursu układania kostki brukowej. Niestety, błyskotliwą karierę ulicznego leszcza przerwały mi studia, na których trochę zmądrzałem, aczkolwiek do dziś w tym temacie opinie są podzielone.
Wróćmy jednak do tamtej nocy.

8 GODZIN DO MATURY…

Tomcio, pamiętaj. 

Pamiętam dziewczynę, której się podobałem, a którą ja tylko lubiłem, bo byłem jeszcze zbyt smarkaty, aby wiedzieć, jaki jest następny etap po „lubię cię”. Wiele jej zawdzięczam. To ona pewnej zimy na pytanie, czy fajną mam czapkę – a miałem fajną, bo nową (i fajną) – odparła: NIKT nie wygląda dobrze w czapce!
W jeden wieczór nauczyła mnie ściągać z kobiety biustonosz dwoma palcami. Obu rąk i nóg. To przy niej ostatni raz użyłem zapachu Old spice, gdy powiedziała mi, że nie dość, że wyglądam na 5 lat starszego to pachnę jak dziad.

– Tomcio, jak matura? – zapytała trafiając na nas przypadkiem tej nocy.
– Właśnie powtarzamy materiał – odparłem wcinając czwartego hot-doga. Kiedyś to robili hot dogi. Buła, parówa i keczup. I nikt nie narzekał!

Ona też miała jutro egzamin. Znała regułę – wojna albo żydzi.
Chodziła razem z koleżanką po plaży, licząc, że widok morza ją odstresuje. Andrzej podkochiwał się w tej koleżance, więc poszliśmy z nimi promenadą.

– Tomcio! – szepnęła.
– Co tam?
– A powiedz mi… obiecaj, że jak się spotkamy za kilka lat, postawisz mi piwo i… będziemy mogli gadać ze sobą tak jak teraz?
– Znasz mnie. Dziewczynę można mieć na jedną noc, przyjaciele zostają na całe życie.
– No tak. To pamiętaj o mnie.

Od rozdania dyplomów nie widzieliśmy się, aż natknąłem się na nią trzy lata później w jakimś sklepie. Miałem na sobie czapkę. A przecież nikt dobrze nie wygląda w czapce.

– Cześć, Kinga – rzuciłem na przywitanie.
– Znamy się?

Nie pamiętała mnie. Dopiero gdy przypomniałem jej kilka szczegółów, odparła:

– Ach, tak. Rzeczywiście kiedyś się spotkaliśmy. Nawet mi się podobałeś. No nic, miłego dnia!

I poszła swoją drogą, mijając mnie tak, jak mija się nachalnego akwizytora. A ja sobie dalej stałem w tej głupiej czapce.

 

7 GODZIN DO MATURY…

Wszystko było tak proste w te dni

W końcu trafiliśmy na znajomych, którzy całkiem legalnie, choć niezgodnie z prawem palili na jednym z osiedli przedmaturalne ognisko. A w nim książki i zeszyty. Gdy tylko Kubuś wziął gitarę, wszyscy zaczęli ostro chlać, bo choć jego śpiew na trzeźwo był całkiem do przyjęcia, to o wiele łatwiej trawiliśmy jego głos mając trochę krwi w alkoholu. Czy na odwrót.
Ale tamtej nocy, tej pamiętnej nocy przed maturą z polaka Kuba… dostał chrypki. Pewnie dlatego, że za bardzo się wydzierał. Już zanosiliśmy się śmiechem, gdy zaczął śpiewać „Jolkę”.
I wyśpiewał ją tak, że gdyby obok stali ci z Budki Suflera, to by im po nogawkach pociekło. Słuchaliśmy jej i każdy czuł, że to jakiś symbol, że właśnie tej nocy udało mu się wreszcie nie spieprzyć piosenki.

– Nie zdaję matury – rzekł – To znak od Boga. Widzę was i rozumiem, że śpiew jest moim przeznaczeniem. Po co mi matura? Chcę śpiewać!
– Śpiewanie da ci chleb? – zapytałem „oryginalnie”.
– Da. Zobaczysz. Obiecaj, że jak za 4 lata będę sławny, a więcej mi nie trzeba, to na kolanach przyjdziesz do mnie po autograf.
– Luz.
– Trza mieć marzenia, nie?
– Trza mieć marzenia – powtórzyliśmy stukając się butelkami.

I znowu zaśpiewał tę samą melodię, a my w milczeniu obserwowaliśmy jak śpiewem tworzy sobie przyszłość. To był nasz Kubuś.
Kubusia ponownie spotkaliśmy parę lat później na jednej z warszawskich ulic. Śpiewał „Jolkę” i wciąż miał marzenia.

5 GODZIN DO MATURY…

Miałem być aktorem. 

Gdzieś koło 4 nad ranem rozdzieliliśmy się. Mięczaki poszły do domu, a my z Andrzejem czekaliśmy do 6:00 aż otworzą pierwsze spożywczaki, coby kupić zestaw śniadaniowy – kruszonkę z jogurcikiem. Wypiliśmy wcześniej po butelce wina, trochę piwa, tam kieliszeczek czegoś, ale generalnie byliśmy trzeźwi. Ot piliśmy, bo na lekkiej bombie fajniej jeździło się rowerami. I tak czuliśmy hardcore w tym, że jeszcze godzinę przed stawieniem się w szkole – karmiliśmy mewy słodkimi bułkami.

– Tomi – rzekł Krzysiu, który jako ostatni wytrwał z nami do końca – Jak już będziesz sławnym aktorem, to poznasz mnie z Julią Roberts?
– Krzysiu, nie tylko cię poznam, ale nawet bilet na rozdanie Oskarów załatwię. Tylko mi to przypomnij, bo po pijaku to ze mną można wszystko załatwić.

Los sprawił, że i tej obietnicy jeszcze nie spełniłem.

 

MATURA TWOJA MAĆ…

Jak na złość nie dali nam ani żydów, ani wojny. Ale poradziłem sobie bez problemu. Miałem czas, by kumplowi pomóc w napisaniu tekstu. Dostał wyższą ocenę ode mnie.
5 maja zaczęły się najcięższe 3 tygodnie mego życia, bo ostatni egzamin mieliśmy dopiero 29. Działo się wtedy trochę, oj działo. Może opowiem wam o tym następnym razem, a może za rok.

W każdym razie – pamiętam jak przez całe lata straszono mnie maturą.
Nie zdasz to do wojska.
Nie zdasz – będziesz kopał rowy.
Nie zdasz – wykastrujemy cię.
No cóż. Mieli rację, bo nie zdać matury to fatalna sprawa. Rozumiem strach maturzystów. Tak samo jak teraz rozumiem, że strach miał wielkie oczy, bo same egzaminy nie były wcale takie trudne i dosłownie każdy byłem w stanie zdać bez uczenia się do niego. Wystarczyło trochę sprytu.

 

matury

To był maj. Wszystko się skończyło.

 

Tak naprawdę to różowo nie było. Nie pamiętam kwitnących kasztanów, zapachu saskiej kępy, motylków, wiosny i beztroskiego życia. Z perspektywy czasu okres matur wydaje się być całkiem przyjemnym wspomnieniem, ale doskonale pamiętam stres, przygotowania, matury próbne, obawy co do tematów, a zwłaszcza obawy – co dalej z moim życiem?

Najważniejsze były egzaminy i o ile inni chcieli je zdać jak najlepiej, ja chciałem je po prostu zdać. Wtedy jeszcze nie myślałem, że życie, jakie prowadzę dobiega końca.
Problemy w szkole? To przeszłość.
Przyjaźnie? To przeszłość.
Wszelkie zobowiązania, obietnice, plany – pozostaną niezrealizowane, bo większość z moich znajomych pójdzie swoją drogą. Jeszcze latem ostatni raz spotykać będziemy się na plaży, stadionie, trasach rowerowych, jeszcze trochę piwa wypijemy, jeszcze będziemy mieli wspólne tematy do rozmów. Jeszcze mogłem podkochiwać się w tej czy innej dziewczynie. Zawsze skrycie, bo nigdy nie miałem odwagi do żadnej podejść.

To, co zostaje po latach to wspomnienie ostatnich chwil z ludźmi, którzy tworzyli nasze życie przez ostatnie lata. Nawet w dobie internetu z wieloma już nigdy się nie zobaczyłem na żywo. Każdy z nas składał mniej lub bardziej dosłownie jakieś obietnice, żył w wielkiej przyjaźni z ludźmi, których teraz ledwo rozpoznaje na zdjęciach.

Dlatego tegorocznym maturzystom nie życzę zdanych egzaminów.
Zdacie je na pewno. Przecież tego bloga nie czytają idioci, poza tym jak głosi legenda, a ręczę, że jest prawdziwa – każdy, kto przeczytał ten tekst, zdał maturę.
Życzę wam, byście byli świadomi, że ważny okres waszego życia się kończy i nie łudźcie się, że ci, których dziś nazywacie przyjaciółmi, nimi pozostaną. Z przyjaciółmi jest jak z kobietami. Zazwyczaj na całe życie pozostają tylko na pamiątkowych zdjęciach.

 

 


 

 

PS Powyższe fragmenty oraz dalszą część tej historii opisałem w książce „Thorn”. A jeśli nie chcesz iść na studia, to wyklepałem też trzy inne, które zrobią z ciebie pieprzonego blogera.

banner

Tuż przed maturą kwitły kasztany
Oceń ten post

Nie przegap i dodaj sobie przypomnienie
SMS Newsletter Dodaj do kalendarza 2017-11-21 12:00:00 2017-11-21 13:00:00 Europe/Warsaw Jason Hunt - MasterClass Bloger MasterClass: Bloger - 12 LEKCJI, KTÓRE ZMIENIĄ CIĘ W PROFESJONALNEGO BLOGERA http://jasonhunt.pl/masterclass Jason Hunt mail@jasonhunt.media

Nie przegap i dodaj sobie przypomnienie
Newsletter Dodaj do kalendarza 2018-03-05 12:00:00 2018-03-05 13:00:00 Europe/Warsaw Jason Hunt - MasterClass Bloger & Biznes MasterClass: Bloger & Biznes - 12 LEKCJI, KTÓRE NAUCZĄ CIĘ ZARABIANIA NA BLOGU http://jasonhunt.pl/masterclass-biznes Jason Hunt mail@jasonhunt.media

  • Ola

    Sentymentalna podróż w czasie… Dziękuję Tomku.

  • Ven

    Piękne. I prawdziwe. Życie po maturze zmienia się o 180 stopni. A z przyjaźniami bywa różnie, ale większość niestety nie wytrzymuje próby czasu.

    • MagdAnna

      Eee tam, nie przesadzajmy z tą większoscią. Przyjaźnie naprawdę warte poświęcenia im czasu, potrafią przetrwać latami. Ja jestem dumna z tego, że dwie osoby, które były dla mnie przyjaciółmi w czasach przedszkola/ podstawówki, są nimi nadal. To już ponad 30 lat :) Oczywiście, że wiele przyjaźni z czasem rozchodzi się po kościach, ale warto pielęgnować te, na których nam naprawdę zależy. Nie tylko dla pogawędek przy piwie „a pamiętasz jak w mieliśmy 7 lat i…” ;)

  • W połowie odłożyłam próbny arkusz, przyszłam, przeczytałam, zluzowałam poślady i szczerze mówiąc lata mi koło nosa czy podwyższę wynik matury, do której uczyłam się ostatnie 12 miesięcy (a może nawet 48) czy nie…

    • Ej, dasz radę! ;)

      • Jak śpiewała Gocha: „Mam już dość nie mów mi nic.” :DDDD

  • Od takiej strony to Ciebie nie znałem. A o tym, że byłeś dresem to tylko delikatnie przypuszczałem. Fajny tekst – chcę więcej podobnych.

  • Jakub Kaszuba

    Przeczytałem. Matura w poniedziałek. Już się nie uczę. Jestem pewny, że zdam :)

  • Ola

    Podobno największy stres jest na pierwszym egzaminie. Będę mogła potwierdzić lub zaprzeczyć już za 41 godzin ;p

  • Ula

    Kolejna książka <3

  • Moja matura… To nie było tak bardzo dawno, a już niektóre obietnice przestały istnieć, przyjaźnie się posypały. Moja matura – to czas kiedy trafiłam na Kominka. Może właśnie dlatego ja zdałam;)

  • kasia garnek

    Jako tegoroczna maturzystka mówię, że o sam fakt zdania się nie martwię. Martwię się o to żeby wyniki były zadowalające (tzn. pozwoliły dostać się na wymarzone studia). No i możesz jeszcze życzyć odkrycia, które z tych studiów są wymarzone.
    ps. Czekałam na ten tekst!
    ps2. Mimo wszystko są takie przyjaźnie, o które będę dbać.
    ps3. Dwie książki przeczytane wcześniej niż materiał na egzaminy. Czy to znak?

  • Czuję, że to będzie dobra książka.

  • J. Merrick

    Maturę zdałem ładnych parę lat temu, a i tak czekałem na ten tekst…

  • Iwona G.

    Pamiętam jak rok temu przed swoją maturą czytałam ten tekst i zdałam, więc potwierdzam prawdziwość legendy ;)

  • Wiktor Ćwikliński

    Co tu dużo mówić… :D dzięki Tomku ;)

  • Piotr Spalony

    Ja nie straciłem przyjaciół, bo po prostu ich nie miałem. I w sumie 6 lat później dalej wolę grać w gry. Chociaż ostatnio czuję potrzebę kupna kota.

  • Do tegorocznej matury z polskiego pozostało 39 godzin. Będzie zabawa xD

  • Patra Roginskov

    Rok w rok, po tym tekście, czytam Twojego Latawca, którym to ukradłeś mnie całą. Powiem zatem jak klasyczna gruba ciotka po 50stce: Tomku, nie przestawaj pisać!

  • Kolejna książka! Prawdziwe made my day. Tekst podrzucę bratu, który zdaje teraz maturę. Ja sama ją ledwo pamiętam.

  • Chyba już czwarty, może nawet piąty raz, czytam ten tekst. Za każdym razem odbieram go trochę inaczej i to jest świetna sprawa.

    Do maturzystów: matura zdana, więc legenda jak najbardziej prawdziwa. Dużo procentów!

  • Brzeska

    I tego się od poniedziałku będę trzymać

  • Ja zdałam maturę na piątkach i wydawało mi się wtedy, że perfekcyjnie zdana matura będzie gwarancją doskonałego życia i idealnie rozwijającej się później tak zwanej kariery zawodowej. Cóż… wydawało mi się. Młoda byłam i naiwna.

  • Matura zgoda – zdasz z gorączką, pisząc lewą ręką. Z przyjaźnią trzeba się bardziej postarać. Jak potratkujesz ją jak maturę, to racja – nieprzetrwa.

  • dobrymjud

    Albo mam słabą pamięć, albo trochę się pozmieniało. Stawiam na to pierwsze.
    Borze, dawno tak nie wyłam do „jolki”. Dzięki :)

  • Monika

    Dobrze, że zamieściłeś ten tekst, bo stwierdziłam, że bez niego nie idę.

  • Joanna

    Kolejny raz czytam ten tekst, pierwszy raz był jeszcze przed maturą, a tą zdawałam w 2012 roku… „Jolka, Jolka” chyba już zawsze będzie kojarzyć mi się z tym tekstem… Jednym z moich ulubionych. Od matury poza Polską, praktycznie nie mam już wcale kontaktu z licealnymi znajomymi, czy kimkolwiek innym z miasta w którym żyłam przez 18 lat. Teraz jak wspominam to śmiać mi się chce, jak bardzo przejmowałam się wtedy tymi przyjaźniami – gdybym tylko wiedziała jak bardzo moje życie i ja zmienią się w ciągu tylko kilku lat.

  • Najs. Ja maturę zdawałem w 1999 roku. Obecnej bym nie zdał. Wtedy nie było matematyki. A na matematyce robiłem to co każdy porządny humanista-czytałem ksiązki i nie mam pojęcia co to są całki i różniczki, nawet nie wiem co jest po 10. I nie chcę wiedzieć. Pozdrawiam.

  • Świetny tekst, tak bardzo prawdziwy…
    Przed i po maturze. Dwa odmienne światy.

  • mariaaa

    matura za 14 godzin… i taka ważna była.
    a teraz, po tym tekście…
    nie chce jej pisać.
    chcę ognisko, piwo, „Jolkę”!

  • Matura ma wielkie oczy. Prawda jest taka, że nie tak trudno ją zdać nawet rozszerzony Polski. Przyjaźnie w większości się kończą, ale jak to się mówi, cóż życie i tyle. Wspomnienia z liceum są fajne i zostaną na długo :) To chyba najfajniejszy okres okres w życiu :P

    • Brzeska

      No na to licze, że ma wielkie oczy, że wszystkie dobre odpowiedzi będzie się widziało

  • Jak zawsze czytam wszystko a nie raczej połykam ale to dziś nie…. nie… nie dałam rady za długie… :-) ps. Dobrze że jestem po maturze

  • Mart

    Trzymam za słowo, że czytający ten tekst zdają maturę ;) Tym razem chodzą słuchy, że zamęczy nas Stach Wokulski… Oby to były tylko plotki :)

  • Matura to bzdura. Robisz zawodówkę. Szkolenia na spawacza. Trochę talentu i czeszesz kasę w Dojczlandzie. Maturę po paru latach kupujesz w zestawie z magistrem i bzykasz panienki w lokalu tanecznego dla studentów bez zbędnego pierdzielenia się na wykładach.

  • Dobrze jest o 7:00 rano poczytać Kominka i przypomnieć sobie tamten maturalny czas, który minął wieki temu. Po nim nic już nie było takie samo.

  • Katarzyna Kubiczek

    Czytam to i się zastanawiam, czy mój – teraz już – maż przez przypadek z Wami nie pił, dziwnie podobne macie wspomnienia.

  • maazimazi

    Jeśli zdam maturę to będę wiedziała komu to zawdzięczać ;)

  • Podobnie to wspominam, wyjściowa noc a rano na matury. Pamiętam, że drwiłam sobie z tej całej spiny. Zdane? Zdane. Prymuska? Niekoniecznie. Matura jest prosta. Jak się ma mózg :D

  • Jesionek

    Świetny tekst- daje do myślenia, a ponadto bardzo przyjemnie się czyta.
    Dziękuję.

  • Cholera, przeczytałem ten tekst po wszystkich maturach…

  • Aż mnie zabolało. Przyjaźnie już nie istnieją, a obietnice nie obowiązują – prawda każdego rocznika zdającego maturę.

  • Jakub Lenkiewicz

    mimo, że maturę zdałem kilka lat temu to i tak po raz kolejny wracam do tego tekstu ;)

  • Scarlett

    20 godzin do matury…

  • Świetny tekst Tomek! I zdecydowanie masz rację – wszystkie obietnice, wzniosłe słowa, przyjaźnie i inne tego typu rzeczy i tak zaraz po maturze szlag trafi. Zresztą nie tylko po niej.

  • Mam wrażenie, że po maturze czas jakby przyspieszył. Tak, jak w liceum chciałam żeby szybciej mijał, bo po studiach to wiadomo kariera, miliony na koncie itd., tak teraz wolałabym żeby zwolnił. Planów tysiące, a czas ucieka między palcami.
    Ze znajomymi planowaliśmy spotkania, telefony, maile… Taa, każdy poszedł w swoją stronę i chwali się na fejsie nowym dzieckiem, ajfonem, rozwodem… Ale fakt, tak jak ty pamiętasz tamten księżyc, tak ja pamiętam papierosa wypalanego przed pierwszym egzaminem. Za rogiem szkoły, w bramie, z dwójką znajomych. Żółte camele. Faaajne to były czasy. Dzięki za pchnięcie mnie w stronę wspomnień!

  • No a z przyjaciółmi jak wspomniałeś, nigdy nie jest tak, że na całe życie. Z klasy utrzymuję kontakt z jedna osobą. Reszta się rozjechała, jak się czasem spotkamy to powiedzą cześć, ale nie mamy sobie nic więcej do powiedzenia :)

  • Paweł Domański

    No i kasztany w tym roku nie zakwitły ?

  • Cudownie się Ciebie czyta. Wpis super i to przypomnienie THORNA:) Już z niecierpliwością czekam na drugi tom. Tomek pisz dla Nas więcej.

  • Właśnie uświadomiłam sobie, że jestem prawie 10 lat po maturze … a nadal nie poszłam do pracy, nie wyszłam za mąż ani nie urodziłam dzieci. Whats wrong with you cacko? :)

    • Czarna Skrzynka

      A kiedy przyjdzie czas na Ciebie…. to przyjdzie czas na Ciebie :)

  • 18 lat temu powinnam przeczytać ten tekst i iść się spokojnie napić, zamiast cierpieć bez sensu.

    • Zupełnie się z Toba zgadzam, chociaż minęło mniej niż 18 lat :D

  • Olga Rybicka

    Czas mija. Lata lecą. Przyjaźnie diabli biorą. Dobrze, że chociaż alkohol smakuje tak samo.