Ten najważniejszy bieg i dzień, w którym bieganie stało się nudne | JasonHunt

Ten najważniejszy bieg i dzień, w którym bieganie stało się nudne

Pół roku biegania, setki kilometrów, wiele chwil radości i znacznie mniej irytacji, a to wszystko było po to, bym na Manhattanie mógł przebiec 15 kilometrów wzdłuż rzeki Hudson.

Nieprzypadkowo tę fotkę dałem do styczniowego tekstu zapowiadającego początek mojej przygody z bieganiem. Tutaj chciałem wrócić. Tutaj pobiec. Mieć taką kondycję, jaką mieli ci wszyscy, którzy mijali mnie – spacerowicza – przed rokiem. Kiedy miewałem chwile zwątpienia, przypominałem sobie o moim celu – biegu nad rzeką Hudson.

Nieprzypadkowo tę fotkę dałem do styczniowego tekstu zapowiadającego początek mojej przygody z bieganiem. Tutaj chciałem wrócić. Tutaj pobiec. Mieć taką kondycję, jaką mieli ci wszyscy, którzy mijali mnie – spacerowicza – przed rokiem. Kiedy miewałem chwile zwątpienia, przypominałem sobie o moim celu – biegu nad rzeką Hudson.

Wróciłem tam. Nic się nie zmieniło. To miejsce wyglądało tak, jak je zapamiętało. Jako idealne do biegania. Po prawej masz rzekę Hudson, po lewej calutki Manhattan, począwszy od Central Park przez wszystkie dzielnice a skończywszy na WTC i Battery Park z widokiem na statuę wolności. To zdjęcie zrobione mniej więcej w połowie trasy. Do widocznego w dali WTC jest jakieś 5-6 kilometrów.

Wróciłem tam. Nic się nie zmieniło. To miejsce wyglądało tak, jak je zapamiętało. Jako idealne do biegania. Po prawej masz rzekę Hudson, po lewej calutki Manhattan, począwszy od Central Park przez wszystkie dzielnice a skończywszy na WTC i Battery Park z widokiem na statuę wolności. To zdjęcie zrobione mniej więcej w połowie trasy. Do widocznego w dali WTC jest jakieś 5-6 kilometrów.

Dla porównania – mój pierwszy bieg w NYC, o którym pisałem wam 3 tygodnie temu. Central Park, 5 kilometrów. Byłem po nim wykończony i zniechęcony.

Dla porównania – mój pierwszy bieg w NYC, o którym pisałem wam 3 tygodnie temu. Central Park, 5 kilometrów. Byłem po nim wykończony i zniechęcony.

A tu na czerwono trasa dzisiejszego biegu. Początek na granicy Manhattanu z Harlemem. Koniec – czubek wyspy.

A tu na czerwono trasa dzisiejszego biegu. Początek na granicy Manhattanu z Harlemem. Koniec – czubek wyspy.

Wybrałem porę wieczorną, poczekałem na dzień, kiedy temperatury zejdą poniżej 25 stopni, po czym po prostu zacząłem biec. Szło mi całkiem nieźle. Zwykle po pierwszych dwóch kilometrach wiem, czy mam dzień na 5km czy na 10km i tutaj czułem, że spokojnie dam radę pobiec jeszcze dalej.

[full_size]

river-run-nyc

[/full_size]

A najlepiej w Nowym Jorku.

W tym roku miałem przyjemność biegać w kilku różnych miastach – Dubaju, Northampton, Pekinie, Warszawie, Krakowie, Bydgoszczy i Kołobrzegu. Żadne z tych miejsc nie można porównywać z Hudson River Run (taka potoczna nazwa dzisiejszej trasy). Zaczynasz na samej górze wzdłuż Riverside Park. Jest trochę spokoju, zieleni, niewielu spacerowiczów. Potem jest tylko lepiej, bo mijasz porty z wielkimi statkami, kątem oka dostrzegasz Empire State Building, starając się nikogo nie staranować przebiegasz przez jakiś plan filmowy, za chwilę widzisz jak 15 metrów od ciebie startuje helikopter, kilometr dalej zaczyna się promenada i na końcu której w końcu dostrzegasz wielki budynek WTC. Wymijasz go z prawej, wbiegając na kolejną promenadę i w dali widzisz Statuę Wolności. Przed tobą ostatni kilometr. Bieg kończy się na balustradzie oddzielającej ląd od wody.
Przypuszczam, że wielu biegaczy, którzy chcieliby kiedyś potrenować w Nowym Jorku, udałoby się do Central Park. Tak, tam też jest fajnie. Może nie za pierwszym razem, ale po paru biegach zaczynasz lubić klimat tamtego miejsca. Jednak najpiękniej biegnie się wzdłuż rzeki Hudson i nie sądzę, by było na świecie miejsce, które zachwyci mnie bardziej.

Tylko raz mnie nie zachwyciło. Właśnie dziś, kiedy miałem pobić swój rekord i zamiast zwyczajowych 8-10km, pobiec 15 km.

bieg-nyc

bieganie-nyc

Biegnę i nie mam co ze sobą zrobić.

Gdzieś na 10 kilometrze znudziło mi się słuchanie muzyki i podziwianie Manhattanu. Znudziło mi się patrzenie jak zaliczam kolejne etapy. Biegłem, biegłem, biegłem i cholera… straciłem radość z tego biegu. Nie byłem zmęczony, nie brakowało mi sił, pogoda była świetna. Po prostu nie miałem co ze sobą zrobić. A trasa przecież nie jest przesadnie długa i każdy średnio doświadczony biegacz powie ci, że 15 kilometrów to nie jest jakiś szczególnie długi bieg. No jest dobrym dystansem, nieosiągalnym dla początkujących, ale bezproblemowym dla tych, którzy ćwiczą od 2-3 miesięcy.

Meta. Cześć, statua.

Meta. Cześć, statua.

manhattan1

Czułem się dumny, że osiągnąłem cel, bo przecież jeszcze na początku kwietnia padałem na pysk po przebiegnięciu 300 metrów. Tak, tak. Trzystu metrów!

Jeden z pierwszych biegów. Tempo 9 minut na kilometr (to dramatycznie wolno). Trudno mi określić, jaką długość tu przebiegałem, ale stawiam, że nie było to więcej niż 500 metrów, po których następował 2-3 minutowy odpoczynek.

Jeden z pierwszych biegów. Tempo 9 minut na kilometr (to dramatycznie wolno). Trudno mi określić, jaką długość tu przebiegałem, ale stawiam, że nie było to więcej niż 500 metrów, po których następował 2-3 minutowy odpoczynek.

Bieg na kilometr to było dla mnie wydarzenie dnia, a pierwszy trening z kumplem skończyłem na niespełna 4 kilometrach, mając stan przedzawałowy. Później było już łatwiej. Pierwsze pięć kilometrów, pierwsze sześć i pod koniec maja pierwsza dycha. Potem przyszedł kryzys i przez blisko miesiąc nie trenowałem. W połowie lipca, na kilka tygodni przed NYC, przestałem się obijać i uczciwie trenowałem, biegając co dwa dni.
Dziś, w chwili mojego triumfu, zrozumiałem, że optymalny czas biegu to dla mnie godzina. Przez godzinę nie jestem w stanie się znudzić, mogę sobie pomyśleć i posłuchać muzyki. Przestaję zatem zwiększać dystanse, a skupię się na zwiększaniu prędkości. Miałem jeszcze jeden cel – przebiec się dookoła Manhattanu, ale już mi się nie chce.
Wolę zrealizować inny – jeszcze nigdy nie udało mi się przebiec 10 kilometrów poniżej godziny, a to jest jedna z tych magicznych granic, jakie każdy biegacz chciałby pokonać. Nie cierpię biegać szybko i nawet nie wiem, czy jestem w stanie taki czas zrobić, bo nie próbowałem. Będzie ciężko, bo tylko 2 razy w życiu udało mi się zejść poniżej 30 minut na 5 kilometrów.

Wybrane teksty, w których wcześniej pisałem o bieganiu:

Jak zacząć biegać – antyporadnik.

13 rzeczy, których potrzebujesz zanim zaczniesz biegać.

10 bezmyślnych powiedzeń, które usłyszysz, gdy zaczniesz biegać.

I jeszcze jedno. Ci wszyscy zapaleńcy biegowi…

oni ciągle mówią, jak bieganie zmieniło im życie.

Stali się szczęśliwsi, pozytywnie nastawieni do świata, zdrowsi, niektórym poprawiły się relacje w związkach i z rodziną, innym życie znowu zaczęło mieć sens. Po kilku miesiącach biegania mogę wam powiedzieć, że to wszystko jest bzdura. Bieganie jest super. Naprawdę jest super. Samopoczucie po dobrym biegu też jest super. Bieganie jest świetne na stres.  Ale to wciąż tylko bieganie. Sport jak każdy inny.

Nie stałem się lepszym człowiekiem dzięki bieganiu.

Nie mam super sylwetki i ciągle wielki brzuch zwisa mi aż do kolan.

Moje relacje z kobietami były takie, jak przez ostatnie miesiące, czyli żadne.

Mityczna euforia zwana biegowym orgazmem trwa po biegu tyle, że jej nawet nie zauważasz, a podobną radość daje zjedzenie dobrej czekolady.

Nie jestem szczęśliwszy, nie jestem inaczej nastawiony do życia, nie kocham bardziej zwierząt i w dalszym ciągu nie lubię brokułów.

Lubię biegać, bieganie naprawdę jest fajne, jeszcze fajniejsze jest wydawanie setek i tysięcy złotych na różne gadżety, dzięki czemu w końcu nie muszę marnować pieniędzy, wysyłając je biednym afrykańskim dzieciom. Jak przebiegnę pamięcią przez ostatnie miesiące, to jedynym minusem biegania była styczność z gatunkiem Biegowych Mend Społecznościowych. To ten rodzaj ekspertów i znawców, którzy zlatują się do każdego tekstu o bieganiu i wygłaszają swoje mądrości. Wszystko wiedzą lepiej, zawsze biegają lepiej i doradzą ci zwłaszcza wtedy, kiedy ty tego nie chcesz. Zaprawdę powiadam wam Biegowa Menda Społecznościowa, zwłaszcza taka, co to wyznaje filozofię „można taniej”, „po co ci te wszystkie gadżety” i „musisz poprawić czas…”, to największa zakała tego pięknego sportu.

Po pół roku biegania wiem, że bieganie jest tylko bieganiem. Sportem jak każdy inny. Jeśli zmienia ludziom życie na lepsze, to chyba tylko tym, którzy wcześniej je mieli do dupy.

Ten najważniejszy bieg i dzień, w którym bieganie stało się nudne
5 (100%) 1 głos[ów]

Mam dla Ciebie trzy prezenty, ale możesz wybrać tylko jeden.

Ja bym zapisał się na wykład. Większość wybiera srodkową opcję. Ciekawe, co Ty wybierzesz...