"Smoleńsk". O filmie i o napierdalance | JasonHunt

„Smoleńsk”. O filmie i o napierdalance

Im bliżej było premiery „Smoleńska” tym mocniej w niego walono i prawie zawsze powody były całkiem idiotyczne.

Dziennikarze byli wielce zdziwieni, że przed przedpremierowym pokazem filmu służby kontrolowały wszystkich. Nawet aktorów! I wszyscy musieli przechodzić przez bramki wykrywające metal. Skandal! No do chuja pana – w tym budynku przebywał prezydent tego kraju! Psim obowiązkiem jego ochrony było sprawdzenie każdego kąta, każdej dziury i każdego sztucznego cycka. Gdyby doszło do jakiegokolwiek zamachu, tobyśmy czytali, że ochrona była dziurawa. Następnego dnia rozpoczęto ostrzał celebrytów, którzy stanęli na ściance z napisem „Smoleńsk”. Bo przecież Smoleńsk to symbol tragedii. 
Jakoś kurwa sobie nie przypominam, aby Leonardo di Caprio płakał przy ściankach z napisem „Titanic”. Nie przypominam sobie, aby aktorzy, grający w filmach opartych na tragicznych wydarzeniach (wojny, katastrofy) uciekali ze ścianek. No ale to „Smoleńsk”. Powód do napierdalania trzeba znaleźć. A propos celebrytów – nie mogło zabraknąć pretensji, że jedni dostali zaproszenie a inni nie dostali. Nie zaproszono wszystkich rodzin smoleńskich. A niby z jakiej racji miano zapraszać?
Wściekły atak przeniósł się do sieci. Mało kto film już obejrzał, ale każdy wie, że jest do dupy. Oceny na IMDB i Filmwebie najniższe z możliwych. Kiedy wrzuciłem fotkę sprzed kina z informacją, że idę na premierę, kilkanaście osób w mniej lub bardziej niewybrednych słowach poinformowało mnie, że nie warto. Internety zawsze wiedzą lepiej. 

Czy to dobry film?

Nie.

Czy jest tak słaby jak o nim mówią?

Też nie. To po prostu kolejny polski film, ale wcale nie gorszy od 90 proc. innych filmów, które robi się w naszym kraju każdego roku. Ostatnim doskonałym(!) filmem rodzimej produkcji byli „Bogowie”. Dwa lata temu. Później były mniej (często) lub bardziej (oj rzadko) udane produkcje, ale obraz polskiej kinematografii od lat prezentuje ten sam – całkiem beznadziejny – poziom.
Prawdą jest, że odtwórczyni głównej roli nie zagrała najlepiej. Przez pierwsze 40 minut każda jej wypowiedź brzmi jak komenda. Z wykrzyknikiem. Wygląda to komicznie, ale w połowie filmu można się przyzwyczaić i nawet polubić.
Prawdą jest, że większość aktorów w tym filmie wypadła albo słabo albo karykaturalnie, co zresztą niektórzy samokrytycznie przyznali. Niemniej miło było obejrzeć w jednej produkcji tak wiele twarzy znanych z reklam proszków do prania i leków na zatwardzenie. Umilałem sobie seans przypominaniem kogo i w jakim spocie wcześniej widziałem. Uczciwie warto dodać, że zasłużone są pochwały kierowane w stronę Lecha Łotockiego (prezydent). Podobała mi się też gra Marka Bukowskiego.
Prawdą jest, że scenariusz nie trzyma się kupy. No nie trzyma i koniec. Cholera wie o co chodzi, bo na pewno nie o śledztwo dziennikarskie.
Prawdą jest, że film będzie całkowicie niezrozumiały dla osób niebędących na bieżąco z polityką. Wymieszano tu wiele wątków (katastrofa CASY, konflikt w Gruzji), których nie wytłumaczono. Przyjęto, że widz wie tyle, ile wiedział scenarzysta. I tu jest pies pogrzebany, bo na złym scenariuszu ciężko jest zrobić dobry film.
Nie jest prawdą, że efekty specjalne są do dupy, bo efektów nie ma. Rozpadający się samolot widzimy przez jakieś dwie sekundy i wygląda to całkiem nieźle.

Polski JFK

Odniosę się jeszcze do słynnego filmu Stone’a „JFK”, bo „Smoleńsk” jest często do niego porównywany. „JFK” to jeden z najlepszych filmów, jakie obejrzałem w życiu. Znam go na pamięć i to dzięki niemu w dzieciństwie interesowałem się zabójstwem Kennedy’ego. Kilka lat temu poznałem osoby, które pracowały przy jego sprawie, ale to temat na inną historię. W każdym razie teraz wiem, jak obrzydliwie zachował się reżyser, robiąc go pod przyjętą tezę, bo „JFK” to jedno wielkie kłamstwo i dziś zarówno Jim Garrison(bohater filmu) jak i Oliver Stone nie różnią się dla mnie niczym od Macierewicza i jemu podobnych. Kłamstwo Stone’a sprawiło, że Amerykanie znowu uwierzyli w spisek.
Przy „Smoleńsku” to nam nie grozi. Nie ma jednej konkretnej tezy, która spajałaby film. Jest kilka wzajemnie wykluczających się tez. To tylko jeden z wielu szkolnych błędów, jakie popełnili scenarzyści. O niebo lepiej by im wyszło, gdyby nie pokazano samej katastrofy i zostawiono widza z milionem wątpliwości. Tak to właśnie zrobił Stone w „JFK”. Może do Kennedy’ego strzelał Oswald, może strzały padły zza pagórka. Może był spisek CIA, może Castro, komuniści lub mafia. Widz wierzy w spisek, ale nie jest bezczelnie prowadzony za rękę.  W „Smoleńsku” mamy wszystko na tacy: wybuchają dwie bomby, sztuczna mgła zrzucona, ruski kontroler sterowany z Moskwy i jakby komuś było mało – sugestia, że coś podłożono w samolocie kilka miesięcy wcześniej, gdy go remontowano w Moskwie. A Tusk dogadał się z Putinem na sopockim molo. Po niemiecku. Tak, to właśnie pokazano w filmie.  Założę się, że gdyby Antoni Krauze reżyserował „JFK”, na końcu filmu okazałoby się, że to Kennedy strzelał pierwszy. 

Dlatego uważam, że twórcy filmu wyrządzili wielkie świństwo zwolennikom teorii o zamachu i zarazem wielką przysługę tym, którzy ich ośmieszają. To było głupie i bezmyślne. To sprawia, że „Smoleńsk” na zawsze pozostanie po trochu szajsem, po trochu parodią tragedii i po trochu filmem z ogromnym i niewykorzystanym potencjałem. W przeciwieństwie do „JFK”, który jest tak sugestywnie zrobiony, że po seansie trudno nie uwierzyć w spisek.

Czy warto obejrzeć ten film?

Tak, o ile jesteś świadom, że to nie jest dobry film. Wszyscy to już wiedzą. Tymczasem większość „recenzentów” przypomina dzieci, które wkładają rękę do ognia i dziwią się, że parzy. Krzyczą, że to zły film! No wielkie mi kurwa zaskoczenie! On był skazany na porażkę jeszcze zanim padł na planie pierwszy klaps.
Ze wszystkich wad, jakie można przypisać „Smoleńsku”, nie powiem, że jest nudny. W tym sensie, że chce się wyjść z kina. Kilka miesięcy temu byłem ze znajomym na nagradzanym i wychwalanym filmie Jerzego Skolimowskiego „11 minut”. Świetne zagrany, ale z trudem wysiedzieliśmy do końca. „Smoleńsk” ma kilka momentów, przy których odruchowo sięgasz po komórkę, aby pobawić się dzwonkami lub sprawdzić czy masz nowe wiadomości na Naszej Klasie. Ma momenty, kiedy siedzisz w kinie i robisz kółka z dymu papierosowego, aby jakoś zabić nudę, ale one szybko mijają i za chwilę znowu coś się dzieje. Czasami coś głupiego, czasami niedorzecznego.
Tak, idź na ten film, ale pamiętaj, że nie idziesz na wybitne dzieło. Ja poszedłem na „Smoleńsk” rozumiejąc, że jest oparty na słabym scenariuszu, źle zagrany, źle wyreżyserowany i przepełniony smoleńskim oszołomstwem. I miło się zaskoczyłem, bo spodziewałem się zobaczyć coś, czego w ogóle nie da się na trzeźwo oglądać. Przeszła mi przez głowę myśl, że wysiedzę około pół godziny po czym wrzucę na Fejsa status, że dłużej się tego gówna oglądać nie da. A jednak da się. Pomimo wszystko da się.
 

  • Jak Ty mi Kominek imponujesz! Szkoda rozmawiać z osobami, które nie oglądały, ale już wiedziały, że gniot, bo… Smoleńsk… bo PiS. Można się wzruszyć, czy typowo dziennikarskie śledztwo tej głównej aktorki?

    • FelHlip

      Można się wzruszyć. Mnie osobiście najbardziej ruszyło to, że przypomnialy mi się chwilę kilka dni po katastrofie, ci ludzie na ulicach, tragedia rodzin, różne niedopatrzenia rządu i ponowne ekshumacje a w kontraście do tego to co widzę teraz czyli ogólnopolska znieczulica na tę tragedię…

      I drugi aspekt czyli wyłożenie jak na tacy jak wygląda praca w redakacjach dziennikarskich. Czyli liczy się hajs i to co góra nakaże.

      • mariuszp

        A dlaczego mamy „znieczulicę”, pomyślałeś o tym?

  • Robert Walczak

    Pierwszy! Do kina na to nie pójdę, szkoda kasy, skoro i tak żadnego napięcia nie ma!

  • Mam taką zasadę, że nie wypowiadam się na temat filmu/książki/programu tv itp. dopóki tego nie obejrzę/przeczytam. Tym sposobem obejrzałem już naprawdę wiele złych filmów i nawet przeczytałem 50 twarzy Greya, a wczoraj nadrobiłem Projekt Asia. Na Smoleńsk wybieram się dzisiaj, bo już mnie krew zalewa, że 20 osób mi ten film odradziło, ale jeszcze nikt nie widział…

  • Ja do kina nie pójdę, ale poczekam aż będzie dostępny w VOD lub innych podobnych serwisach, żeby się przekonać, jak z tym jest na prawdę ;)

  • Rafał

    Podziwiam Panie Jasonie, że przez całą recenzję nie użyłeś Pan słowa „propaganda” – a te tutaj pasuje jak nigdy. Rozbroiły mnie sceny w których para ś.p. Kaczyńskich ogląda w tv Tuska szeptającego coś na ucho Putinowi, obrzucanie całej młodzieży jadem – bo w końcu wszyscy młodzi są zepsuci. Ale najbardziej rozbroiło mnie, że połowa filmu to tak naprawdę walka z ZAKŁAMANIEM TVMU (cóż za wymowność). Takich głupot jest tutaj wiele, dodając do tego koszmarne aktorstwo i mamy najgorszy polski film dekady, zaraz obok Kac Wawa. Gdyby to był dobry film, to nawet przebolałbym tę propagandę (w sumie połowa amerykańskich filmów o żołnierzach to propaganda, a jednak są niezłe), ale w takim przypadku nie pozostaje mi nic, niż zesłać ten film do otchłani Najgorszych Filmów Kiedykolwiek.

    • FelHlip

      A ja te same sceny odebrałem całkowicie inaczej.
      Młodzież również była pod krzyżem pokazana.
      A telewizja TVM, owszem podobna nazwa do TVN, ale tak samo można porównać tę nazwę do TVP. Patrząc szerzej jako student dziennikarstwa, odbieram to jako ogólna krytyka mediów które manipulują odbiorcami.

      • Rafał

        jeśli TVM bliżej do TVP… to ja nie wiem. Szczególnie, że podkreślane było, jak ta Zła Telewizja jest rządzona przez zagranicznych właścicieli – czyli TVN właśnie :)
        No i te oświecenie dziennikarki krzyczącej do telewizora. Ależ to było żenujące.

        • Filip

          No ale gdzie tu jest manipulacja faktami?

          • Rafał

            Manipulacja faktami czy wydawanie opinii, którą przyjmujesz za fakt?

            Ale ja nie o tym, nie będę się rozwodzić na temat czy TVN jest ch**owy, czy nie, bo nawet telewizji nie oglądam. „Smoleńsk” jest propagandą ówczesnej władzy i źle, że jest fatalnym filmem – bo zostanie zapamiętany. Gdyby był przeciętny, to by go obejrzeli, powiedzieliby – spoko. A tak to nie dość, że jest zły, to jeszcze budzi skrajne emocje.

          • Filip

            Skrajne emocje owszem. Pozytywne i negatywne. Ale faktycznie to nie dobrze, gdyż dalej podział w społeczeństwie będzie się pogłębiał…
            Ale, może ktoś zacznie mieć wątpliwości jak postać dziennikarki?

            Oczywiście można powiedzieć, że zdanie „TVN jest chujową tv, manipulujący swoimi widzami”, jest opinią, jednakże niektóre opinie powtórzone w tym przypadku przez profesorów i doktorów uniwersytetu Opolskiego, można uznać za fakt.

  • Jason, od razu przypomina mi się tekst o podwójnym standardzie. To co imponuje nam w Stanach, jest tak mocno ośmieszane u nas. Pewnie pamiętacie te czasy, w których każdy chwalił się, choćby najdrobniejszą pierdołą, jeżeli była „zachodnia”. Ale zaraz, czy aby na pewno te czasy minęły? Przecież chemia niemiecka jest lepsza… Zagraniczne filmy, zagraniczni bohaterowie, zagraniczne tragedie i zagraniczne teorie spiskowe, wszystko jest lepsze, od tych naszych.

    Problem z podwójnym standardem jest taki, że Leonardo nawet jeżeli zostałby zaatakowany za ściankę z „Titanica” to by nawet nie mrugnął. U nas natomiast, oczekujemy przeprosin, bicia się w piersi, a najlepiej marszu na kolanach do Częstochowy. Co nie jest do końca złe, bo trochę ruchu nigdy nie zaszkodzi, a może nawet niektórzy mieli by czas zastanowić się nad pewnymi kwestiami. Tak czy inaczej, u nas trzeba przepraszać i bić się w pierś za to, co jest przecież elementem pracy aktora. Przecież to teatrzyk, który kręci się tak od lat. I co z tego? Czy jeden film, ma wywrócić standardy całej branży filmowej? Nie wydaje mi się.

    Wystający gwóźdź trzeba wbić! To fenomenalne, jak kilku medialnych krzykaczy, próbuje pokazać, że tak myśli „cały naród”. To fenomenalne, jak pokazujemy i szczycimy się informacjami, że na zagranicznych serwisach, film został w taki sposób opisany i oceniony. Lubimy wyśmiewać się sami z siebie, taka braterska zawiść. Najlepiej jednak wykorzystać do tego inne, wpływowe media z Finlandii albo Wietnamu. Bo przecież pewnie tam, w każdej gazecie, piszą tylko o tym, jak „Smoleńsk” jest złym filmem, który przynosi Polsce hańbę. Dajcie spokój. Medialna burza jest nadmuchana mocniej niż w czasach świetności bańka dotcomów.

    Nie lubię takiego podejścia. Jestem zwolennikiem prania brudów we własnej pralce. Jestem wychowany w taki sposób, że nawet jak za czasów nastoletnich, nie dogadywałem się z młodszą siostrą w domu, to na zewnątrz, poza domem, nie było takiej sytuacji, żebym jej nie wspierał. Po prostu nie mieści mi się w głowie, żeby szukać sprzymierzeńców gdzieś daleko, tylko po to, by dokopać bliskim. A tu, taka sytuacja, kiedy utrudniamy dostęp do korytka, świnki lecą na skargę do „Niemca”.

    I nie oczekujmy nawet, że ktoś będzie obiektywny. W życiu chodzi w końcu o dzielenie się swoją subiektywną opinią. Jednak szczekanie na temat tego, że „Smoleńsk” to beznadziejny film, bez oglądania, jest dla mnie czystą ignorancją. A ignorancja jest w większości przypadków po prostu głupotą. Nie wiem, ale się wypowiem, jest chyba jednym z naszych sportów narodowych. Codziennie się z tym spotykam, jako psycholog. Bo w końcu na polityce, piłce nożnej i psychologii, znają się wszyscy, więc można powiedzieć, że usilnie próbuję się utrzymać w zawodzie, który jest na wymarciu. Fajnie jednak Jason, że można liczyć w Twoim przypadku na to, że jak o czymś mówisz, to chociaż, chce Ci się ruszyć cztery litery, zobaczyć to i podzielić się SWOJĄ opinią. W większości wypadków dziennikarzom brakuje już na to motywacji. Ciekawe ile osób, które przeczytały ten tekst, chociaż raz obsmarowały „Smoleńsk”, oceniając go na podstawie plakatu?

  • Ha, pierwsza zła recenzja, która zachęca do oglądnięcia filmu. No genialne. Nie byłam, nie wiem czy chcę iść, ale przynajmniej wiem z jakim iść nastawieniem, jeśli w ogóle się zdecyduję. Niedorzeczność i absurdy samej polityki i otoczki wokół Smoleńska skutecznie powstrzymują mnie póki co przed zagłębianiem się w ten swiat jeszcze bardziej

  • No dobrze, ale czy istnieje choć jeden powód, dla którego warto film zobaczyć?

    • Róża Wigeland

      Tak, istnieje. Aby mieć o nim własne zdanie, a nie powtarzać opinii innych.

      • Znakomity argument za jedzeniem kamieni. Tak tylko mówię…

  • Zgadzam się Kominek w stu procentach! Oglądałem film i dla mnie całkiem spoko. 5/10 może 4/10. Dało się to oglądać, aktor grający Kaczyńskiego naprawdę dobry, reszta raczej nędznie. Ci co tak plują hejtem bez oglądania są tacy słabi…

    • Mariusz Klimek

      A ja bym chciał dopytać. Bo wokół mnie trolle i dziennikarze wątpliwej uczciwości. Czy to prawda, że film kończy się sceną, gdzie zmarli w katastrofie spotykają żołnierzy zabitych w Katyniu? Nie wiem czy to traktować jak legendę miejską, bo dowiedział się od antyPiSowskiego kolegi, który to niby wyczytał w Wyborczej ;-)

      • Fejk.

        Ostatnia scena to furtka do sequela.
        Komorowski z jakimiś ludźmi wyglądającymi na tajniaków dostaje klucz do sejfu w gabinecie prezydenta.

        Ostatnie ujęcie pokazuje Komorowskiego trzymającego w rekach jakąś teczkę (dość grubą). Na jego twarzy pojawia się uśmiech.

        Najazd kamery na teczkę. A tam: „Aneks do raportu o WSI”. Koniec.

  • Nic dziwnego, że większości się film nie podobał, skoro już do kina szli z przekonaniem, że będzie nic nie warty. To Polska a nie Hollywood, tutaj statystycznie jeden na dwadzieścia filmów jest godnych uwagi a jeżeli dołożymy jeszcze do tego nieatrakcyjny kontent, którym nie wątpliwie jest Smoleńsk to i tak uważam, że film się udał. Prawda jest taka, że temat został już tak rozdmuchany, że nikogo nic nie może już zaskoczyć, nie mówiąc już o tym, że już nie wzbudza żadnych emocji. To film głównie robiony pod kasę bo bazuję na popularności tematu stworzonej przez media i partie rządzącą

  • Film sam w sobie słaby, ale z całą pewnością efekt został osiągnięty.

    Temat znowu powraca i prawdopodobnie pożyje dłuższy czas w przestrzeni publicznej.

    Dobry wujek zza wielkiej wody przedstawiony w dobrym świetle — jako mocarne plecy, na których możemy i powinniśmy polegać.

    Zły wujek ze wschodu przedstawiony w złym świetle.

    Oberwało się nawet unijnemu hegemonowi. Jeden jedyny raz podczas całego filmu wybuchnąłem śmiechem, gdy Kaczyńscy się zastanawiają, w jakim języku rozmawiają Putin i Tusk podczas spaceru na molo.

    „Może po niemiecku” — najzabawniejsze jest to, że może faktycznie. Za młodu Putin przecież działał w b. NRD, więc pewnie niemiecki zna perfect. A i Tusk pewnie nie jest aż tak wielkim lingwistycznym ignorantem, jak go malują.

    Największy „fail” dal mnie?

    „Dumb Americans”.

    Irytuje mnie za każdym razem, gdy widzę na srebrnym ekranie robienie ze światowego hegemona jakiegoś leszcza, może nawet barowego.

    Pamiętasz motyw CIA, które o niczym nie wie, z filmu „Mission: Imossible — Rogue Nation”?

    Wiedza to potęga — w tych czasach bardziej niż kiedykolwiek.

    Wywiad (ang. intelligence!) jest ważniejszy niż kiedykolwiek, bo narzędzia dają większe możliwości niż kiedykolwiek wcześniej.

    A sztuką nie jest strzelać na chybił trafił wszystkim, czym się dysponuje, ale wiedzieć, czy w ogóle strzelać, a jeśli tak, to do kogo, kiedy i czym.

    Amerykanie nie byliby hegemonem, gdyby nie mieli „intelligence”.

    Ale nie byliby nim również, gdyby bawili się w „prośby” kanałami dyplomatycznymi od państw teoretycznych (Sienkiewicz postawił trafną diagnozę; pamiętajmy, że był ministrem od „intelligence”).

    Krzywa, to jest jakiś śmiech na sali.

    Hegemon nie musi prosić ani czekać na prośby, po prostu działa, kiedy stawką są jego interesy (a polem jego działania, czyli strefą jego wpływów jest cały świat). Nie pytali suwerennej (?) Kuby o zgodę, gdy Sowieci chcieli zainstalować swoje rakietki na podwórku USA. A NATO, nawet jeśli oddalone o kawał drogi od Stanów, to również ICH PODWÓRKO.

    Zaniechanie działania też jest działaniem. Prawdziwi „dumb” nad tym się nie zastanawiają, ale prawdziwi gracze już tak. Dobry gracz rozważa wszystkie posunięcia — ale to nie oznacza, że je wykona (wszystkich nawet się nie da).

    To dla mnie największy fail „Smoleńska” — wizerunek „dumb Americans”, którzy znają prawdę, ale nie mogli nic zrobić, bo nikt ich o pomoc nie poprosił.

    Na miejscu Obamy udzieliłbym autorom tej bezczelnej insynuacji dotkliwej lekcji (miałby trochę radochy na odchodne, bo te 2 kadencje na pewno były dlań stresujące — żyjemy w ciekawych czasach;).


    >>>”Przy „Smoleńsku” to nam nie grozi, bo scenarzyści sami siebie ośmieszyli
    sugerując, że wybuchły dwie bomby, że była sztuczna mgła, że
    kontrolerzy dostali rozkaz zniżenia samolotu do 50 metrów i że coś
    podłożono w samolocie w trakcie remontu. Nie ma jednej konkretnej tezy,
    która spajałaby film. Jest kilka wzajemnie wykluczających się tez.”

    Tomek, a dlaczego zakładasz, że podanie jednej konkretnej tezy było celem scenarzystów?

    Jedna teza to już tylko krok do hipotezy naukowej, a ta to punkt wyjścia do rzeczowych badań.

    Przyjąwszy np. że na pokładzie była bomba (albo bomby), trzeba by postawić sobie pytanie, kto, co, gdzie, kiedy podłożył.

    Bo odpowiedź, że winny jest wujek ze wschodu to żadna odpowiedź. Żaden ojciec chrzestny nie pociąga za spust osobiście — od tego są „cyngle”.

    A powyższe pytania pchnęłyby śledztwo na niebezpieczny grunt.

    Bo np. na pytanie „gdzie”, pierwsza nasuwająca się odpowiedź wcale nie brzmi „podczas remontu w Samarze”, bo to oznaczałoby, że po powrocie nasi nie sprawdzili samolotu, a to rodzi kolejne pytanie, nieprawdaż?

    Jeszcze gorsza jest inna potencjalna odpowiedź: „na lotnisku, przed wylotem”. Problem w tym, że hangar został zniszczony, wraz z fundamentami. Zapisów z monitoringu też nie ma.

    A więc tak, wzajemnie wykluczające się hipotezy to strefa komfortu.

    Osobiście uważam, że Smoleńsk to „Gibraltar 2.0”. Nigdy nie poznamy prawdy.

  • Jak nie odpaliłeś Gadu, ani IRC’u, to znaczy, że nie było tak źle :)

  • michał 180

    Najlepsza recencja ever

  • „Jakoś kurwa sobie nie przypominam, aby Leonardo di Caprio płakał przy ściankach z napisem „Titanic”.” – trafna uwaga. Naprawdę celna, zapiszę w kajeciku, bo porównanie idealne.
    „Tusk dogadał się z Putinem na sopockim molo. Po niemiecku. Tak, to właśnie pokazano w filmie.” – nie mam pytań… Naprawdę to jest w filmie? :D Poczekam na dvd, bo na bank będzie w jakiejś Gali czy Pani, bo do kina na to nie mam zamiaru pójść, a na pewno będą uważać na ściągnięcia z internetu. Dożywocie za ściągnięcie Smoleńska z torrentów – już widzę ten nagłówek na Pudelku czy w innym Fakcie :)

    Z innej beczki – teść pani prezydentowej, która wolała pójść na film Allena, zaczął zachwalać Smoleńsk i prawie że kazał jej na niego iść, zarzekając się, że film to arcydzieło i jest takie superhiperduperzajebisty, a potem skwitował całą swoją wypowiedź czymś w rodzaju „no, ja też mam zamiar pójść, bo jeszcze nie byłem”. No kur*a :D

  • Problem z tym filmem jest taki, że jest on propagandowy, a wyszedł od środowisk obecnej władzy. Jeszcze pół biedy, jakby był poważny, tj. zarówno film jak i poglądy owego środowiska, ale trudno traktować jakieś spiski na serio. O aferze z bramkami nie słyszałem, ale tutaj się w pełni zgadzam.

  • Wiesz Tomek, ze ja w ogole nie mialam zamiaru ogladac tego filmu. Totalny przesyt Smolenskiem, teoria spiskowa i ta bezsensowna wojenka polsko-polska, ktora i tak donikad nie prowadzi. Ale jakos tak przelamales te moje opory, bo skoro to jest film na ktorym czlowiek sie nie nudzi… choc zle napisany, zle grany, zle wyrezyserowany (zreszta ja sie i tak na tym nie znam). Jak ogladam film to dla tego, ze akurat nie chce sie nudzic. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Klaudia

    Wiesz za co lubię Twoje artykuły? Za to że polemizujesz z opiniami tak powszechnymi ,że bez kija nie podchodź, bo Cię zwolennicy zlinczują. M.in. zapadł mi w pamięć Twój naprawdę ciekawy wpis nt. aborcji albo nawet , z bardziej przyziemnych, ten o parawanach. Trzeba dużo odwagi żeby być out of the box. Raczej nie pójdę na „Smoleńsk”, bo nie lubię kin, ale trafia mnie jasny szlag, kiedy widzę, że mało kto w temacie katastrofy smoleńskiej używa słów „nie wiem”; wręcz przeciwnie, wszyscy domorośli eksperci są bezsprzecznie pewni, że zamach był albo że go nie było. Strach powiedzieć, że nie warto się tak nakrecać bo nie wiemy do końca jak to było, bo i jeden i drugi obóz może cię za to strzelić po pysku.

  • KaZet

    Film bardzo slaby, tragedia. Mam zupelnie przeciwne odczucia od Jasona. Poszedlem z ciekawosci, spodziewalem sie ze film bedzie slaby, ze sie ewentualnie posmieje z propagandy czy gry aktorskiej. Niestety byl koszmarnie nudny. Chetnie wyszedlbym z kina ale dotrwalem i zaluje 2h zycia. Dno.

  • Bartek Milewicz

    Smoleńsk:
    filmowa-baza.pl/B1/8b6edebaf3/7f123b01