Proxima b, bliźniaczka ziemi - tak się robi wodę z mózgu | JasonHunt

Proxima b, bliźniaczka ziemi – tak się robi wodę z mózgu

Już wszyscy wiedzą, że odkryto planetę, na której może być woda, może być nawet życie i na którą w przyszłości polecimy, aby ją zasiedlić. Nie wszyscy jeszcze wiedzą, że to jedna wielka bzdura.

Zacznijmy od tego, że wcale nie chcemy latać w kosmos. Pierwsze loty na orbitę i Księżyc cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Ostatni lot na Księżyc, którego dokonaliśmy kilkadziesiąt lat temu nikogo nie wzruszył. Nikomu nie spieszy się, aby polecieć na Marsa, a małe sukcesy rakiet tworzonych przez firmy Elona Muska tylko potwierdzają, że wyprawami poza naszą planetę nikt nie jest zainteresowany, a jeśli już to tylko by wynosić satelity.

  1. Proxima b, rzekoma bliźniaczka ziemi jest o 4 lata świetlne. Zaledwie 39 bilionów kilometrów. B i l i o n ó w. Dla porównania – odległość do Marsa to średnio 200 milionów kilometrów (czasami mniej, czasami więcej). I nawet na taką odległość potrafiliśmy dotychczas wysłać kilka sond.
  2. Nikt jej nie widział i przez kolejne setki lat nikt nie zobaczy.
  3. To, że może mieć (bo tego też nikt nie wie) masę podobną do ziemskiej i jest blisko swojego słońca również oznacza tyle co nic, bo żebyśmy mogli żyć na innej planecie nie potrzebujemy planety zbliżonej, ale takiej samej. Niech ma tylko nieznacznie inną grawitację (a ma na pewno), to już jest dupa. Nasze serce nie będzie pompowało krwi wolniej lub szybciej, krew nie może wolniej lub szybciej odpływać do stóp (thx grawitacja), nasze kości nie przyzwyczają się do mniejszej lub większej siły ciążenia. Grawitacja ma wpływ na nasz wzrost, wagę, sposób poruszania, długość życia, itd… Nie jesteśmy przystosowani do żadnych zmian, nawet okresowych. Już teraz powracający z kosmosu, ze stanu nieważkości, borykają się z różnymi problemami zdrowotnymi.
  4. Księżyc, który świeci nam w nocy również ma wpływ na wiele zjawisk w przyrodzie (kąt nachylenia ziemi – pory roku), ale także na nasze życie. Chroni nas też przed różnymi syfami zmierzającymi na naszą planetę. Bliźniaczka zapewne takiego samego nie będzie miała. Zresztą przypuszcza się, że na Proxima b jedna strona jest cały czas nasłoneczniona, a druga zimna. No to pozamiatane. Taki klimat, to my kurwa mamy bliżej – na Księżycu.
  5. Kompletną głupotą jest zakładać, że będziemy chcieli zasiedlać planetę przy innej gwieździe. Po co zasiedlać jakąś odległą planetę, na której trzeba byłoby stworzyć warunki ziemskie, skoro łatwiej i szybciej można stworzyć takie warunki na pobliskich planetach? A najprawdopodobniej jeszcze łatwiej będzie tworzyć ogromne stacje kosmiczne i jak znam życie, to właśnie od tego się zacznie. A kiedy już będziemy potrafili tworzyć warunki do życia na takich stacjach, to stworzenie warunków na planetach będzie jeszcze prostsze. I na cholerę nam wtedy jakaś Proxima b?
  6. Głupotą jest zakładanie, że przyszłe pokolenia (czyli za jakieś 500 lat) będą koncentrowały się na Proxima b. Jeśli uda się zbudować rakiety, które podróżują z prędkością światła (co jest wątpliwe), a szybciej i tak nie będą mogły, to podróż na Proximę b potrwa 4 lata. W jedną stronę. Tyle samo (w najlepszym wypadku) będzie trwała komunikacja. Wyobraź sobie, że mieszkasz na Proxima i wysyłasz sms-ka mamie z pytaniem „Jaka pogoda na Śląsku?„. Po 8 latach dostajesz odpowiedź „Pogodnie, synku, ale wieczorem będzie padać”.

Czy odkrycie Proxima b jest w takim razie ważnym odkryciem?

Nie. W żadnym wypadku. To tylko wytwór medialny. Ściema na „bliźniaczą planetę”. Działa na wyobraźnię, ale nie na zdrowy rozsądek.

Proxima b jest jedną z kilku tysięcy planet, które już odkryto i o których nigdy nie słyszeliśmy, bo nie robiono sensacji wokół tych odkryć. Po Proximie b odkryje się jeszcze pewnie kilka milionów innych planet, wśród których będą tysiące „bliźniaczek  ziemi”. I zawsze będzie to znaczyło tyle co nic. Dokładnie nic i niczego to nie spowoduje, niczego nie zmieni, niczego nie rozpocznie. Proxima b jest taką samą tanią i bezmyślną sensacją, jaką parę lat temu był zderzacz hadronów, opisywany jako maszyna, która umożliwi nam podróże w czasie.

Tym bardziej, że nikomu nie spieszy się do kolonizacji kosmosu, bo w kosmosie jeszcze nie ma kasy. Surowców nikomu nie opłaca się szukać i wydobywać. A jak się zacznie opłacać, to szybko stanieją. Turystyka, nawet jeśli stanieje do cen all-inclusive 3-gwiazdkowego hotelu w Egipcie, też się znudzi. Loty na Księżyc i Marsa będą jak wyprawy do zoo. Raz można i wystarczy, bo już wszystko się widziało. Kosmos jest interesujący na zdjęciach, filmach i w książkach. Nie ma przypadku, że za naszego życia nikt nie postawił nogi na Księżycu i nie zdziwcie się, jeśli za naszego życia nikt nie doleci na Marsa. Na co dzień kosmos jest dla nas tym, czym kiła, podatki, alimenty i śmierć. Wiemy, że w końcu nas to dopadnie, ale nie chcemy tego przyspieszać.

 

Proxima b, bliźniaczka ziemi – tak się robi wodę z mózgu
Oceń ten post

Nie przegap i dodaj sobie przypomnienie
SMS Newsletter Dodaj do kalendarza 2017-11-21 12:00:00 2017-11-21 13:00:00 Europe/Warsaw Jason Hunt - MasterClass Bloger MasterClass: Bloger - 12 LEKCJI, KTÓRE ZMIENIĄ CIĘ W PROFESJONALNEGO BLOGERA http://jasonhunt.pl/masterclass Jason Hunt mail@jasonhunt.media

Nie przegap i dodaj sobie przypomnienie
Newsletter Dodaj do kalendarza 2018-03-05 12:00:00 2018-03-05 13:00:00 Europe/Warsaw Jason Hunt - MasterClass Bloger & Biznes MasterClass: Bloger & Biznes - 12 LEKCJI, KTÓRE NAUCZĄ CIĘ ZARABIANIA NA BLOGU http://jasonhunt.pl/masterclass-biznes Jason Hunt mail@jasonhunt.media

  • Wojtek Żuchowski

    Wiadomo, kiedyś Słońce urośnie tak, że nawet Mars nie wystarczy (a reszta tak czy inaczej się nie nada), ale to już nie będzie problem ludzi, bo żaden gatunek tak długo nie przetrwa.

    • Nasze słońce przekształci się w Czerwonego Karła i pochłonie ziemię za 5,4 miliarda lat. Jeżeli ludzkość się nie pozabija do tego czasu to przekształci się w cywilizację drugiego albo trzeciego typu według skali Kardaszewa. A wtedy nie będą nam potrzebne planety do życia. Jednak to jest domena science fiction. Jak potoczą się losy ludzkości w rzeczywistości tego nikt nie wie.

      Odkrycie Proxima B to inwestycja długoterminowa, takich planet w samej Drodze Mlecznej mogą być miliardy. Myślę że chodzi tutaj o względnie niewielką odległość. Fajny pomysł ma Pan Stephen Hawkings polegający na wysłaniu sond napędzanych w interesujący sposób. Więcej szczegółów tutaj

      http://www.telegraph.co.uk/science/2016/08/24/proxima-b-alien-life-could-exist-on-second-earth-found-orbiting/

    • Założysz się? ;)

  • Myślę że w momencie kiedy ludzkość będzie gotowa na podróż gdzie 4 lata świetlne można odbyć w relatywnie krótkim czasie, to nasza cywilizacja będzie mogła przystosować genetycznie kolonizatorów do życia w różnych warunkach. Już dzisiaj się mówi o dzieciach programowanych genetycznie przed urodzeniem. Myślę że tutaj można zastosować Prawo Moore’a które w pewnym stopniu tłumaczy coraz szybszy rozwój technologiczny.

    Do czego pieję? Do tego że samo odkrycie dla nas samych teraz nic nie znaczy, dla naszych dzieci i wnuków pewnie też nic nie będzie znaczyć – ale za 100 – 200 lat ta informacja, zwłaszcza kiedy Proxima B zostanie zbadane, może wpłynąć na życie milionów ludzi.

    Czy w kosmosie nie ma kasy? Ja także myślę że nie, jednak pewni ludzie tacy jak Elon Musk inwestują miliardy w przestrzeń kosmiczną i potencjalną kolonizację kosmosu. Może czegoś nie wiemy?

    • Tak, jeśli będziemy mogli przystosować ludzi genetycznie do życia w różnych warunkach, to tym bardziej nie potrzebujemy Proximy. Mamy od cholery innych planet po drodze.

      • No właśnie z wyjątkiem Marsa (i ewentualnie Wenus) to na obecną chwilę nie mamy i stąd fenomen. Może jest jakaś bliższa, ale naukowcy jeszcze takiej nie znaleźli. Raczej nie przystosujemy genetycznie ludzi do życia w ekstremalnie niskiej/wysokiej temperaturze na planetach będących po za ekosferą gwiazd.

        • Dlatego uważam, że nigdy nie zajdzie potrzeba zasiedlenia planet i przyszłe pokolenia skupią się na budowie stacji kosmicznych. Coś na wzór tej z Elysium, Mass Effect.
          Zasiedlanie planet jako takie nie będzie miało sensu, tym bardziej jeśli będą pozbawione surowców.

          • Arcadius Papadreus

            Na stacji kosmicznej będziemy wystawieni 24h na ciągłe działanie promieniowania słonecznego, które pozwoli nam na bardzo krótkie życie (nowotwory nas zjedzą) Człowiek, zawsze będzie dążył do życia na planecie, a nie na stacji. Z jednym się zgodzę…nigdy tam nie dolecimy, bo nigdy nie zbudujemy statku lecącego z prędkością światła. To jest tak samo niemożliwe jak wybudowanie perpetum mobile

        • Pozostaje jeszcze Europa na przykład. Nie musimy się ograniczać tylko do planet :)

      • Elvirka

        Strasznie bzdurny artykuł, strasznie ograniczone i niedorzeczne rozumowanie. Być może czas pomyśleć o emeryturze?

  • Oj, Tomek, nie masz racji, i są na to niezbite dowody.

    Son Goku podczas słynnej podróży na Namek zmagał się z grawitacją wiele razy większą niż na Ziemi. Nie tylko przeżył, ale nawet wyszedł z tego niezwykłego treningu dużo silniejszy.

    Vegeta z kolei trenował w warunkach nawet 400G (jeśli się nie mylę, było to właśnie tyle — 400 razy grawitacja ziemska). I co? I nic, też stał się jeszcze większym kozakiem.

    Zresztą, nawet gdybyś jednak miał obiektywnie rację, to w demokratycznym społeczeństwie i tak powinniśmy zapytać większość o zdanie.

    Osobiście jestem za weryfikacją empiryczną. I podejrzewam, że większość ludzi również skłania się ku tej opcji.

    Należy wy*ebać w kosmos (dosłownie i w przenośni) tyle miliardów, ile trzeba, coby zbadać tę delikatną kwestię.

    Uprzedzając argument, że mamy na Ziemi pilniejsze potrzeby niż wysyłanie kasy w kosmos, np. biedę (w skali globu to wciąż plaga, choć jednocześnie logiczna konsekwencja systemu gospodarczego):

    1) Biedak pozostanie biedakiem, nawet jeśli o parę groszy podniesie się mu np. płacę minimalną czy da zasiłek (a’la 500+).

    2) Je*ać biedę — najlepiej własnym helikopterem (a jeszcze lepiej — własną rakietą intergalaktyczną:).

    Zresztą, jak trafnie to ujął ostatnio pewien mędrzec — parafrazuję — biedak sam jest sobie winien, wszak mógł studiować prawo albo medycynę, a nade wszystko mieć życiowe ambicje.

    Ergo, zróbmy to :)

    Kto jest za wysłaniem tony pieniędzy w kosmos, łapka w górę;)

  • „a małe sukcesy rakiet tworzonych przez firmy Elona Muska tylko potwierdzają, że wyprawami poza naszą planetę nikt nie jest zainteresowany”
    WTF? One właśnie to potwierdzają. Małe sukcesy (ale jakie wielkie!) potwierdzają, że Musk jest coraz bliżej swojego celu, jakim jest uczynienie drugiej kopii zapasowej ludzkości na Marsie.
    Owszem, gdzieś tam na uboczu wysyłają (na razie) satelity, ale cel mają od samego początku jeden.
    Więcej znajdziesz na fenomenalnym blogu waitbutwhy.com. Polecam się doedukować zanim będzie się wyrażało na inne niż lifestylowe tematy.

    • Heh.
      Rok 1969. Pierwsze lądowanie na Księżycu. Udany powrót na ziemię.
      Rok 2015. SUKCES ELONA MUSKA. Falcon wyniósł na orbitę 11 satelitów. Udany powrót na ziemię.

      To ja dziękuję za tak dynamiczny podbój kosmosu, który WSZYSTKICH obchodzi, WSZYSTKICH interesuje i w ogóle cały świat z zapartym tchem podziwia jak podbijamy kosmos.

      Sukces Elona to efekt BRAKU zainteresowania podbojem kosmosu.

      • To nie jest brak zainteresowania, tylko brak zimnej wojny :) Gdyby było „jak kiedyś”, już dawno bylibyśmy na Marsie.
        Wiesz, kosmos jest interesujący tylko w takich momentach jak właśnie Proxima, czy lądowanie na Księżycu. Ludzi nie interesują pomniejsze wydarzenia.
        „To ja dziękuję za tak dynamiczny podbój kosmosu”
        No ale co my tu mamy do rzeczy? Tu nie chodzi o przebojowość tylko o skrupulatne i dokładne (bardzo dokładne) planowanie. Po co mamy 20 razy lądować na Księżycu i wydawać na to pieniądze podatników. Tylko dla zapewnienia im rozrywki?
        Tu nie o nią chodzi i dlatego też jest cicho. Aczkolwiek Elon powoduje zauważalny wzrost zainteresowania.
        Jego poczynania w porównaniu do rządowych są naprawdę szybkie i ‚dobre’. Podbój kosmosu przyspieszył wraz z Muskiem.
        A to nie wyścigi. Wszystko po kolei, bo jeden błąd – śmierć astronauty nie jest wskazana.
        Celem NASA i Muska jest Mars, a nie łatwiejszy Księżyc.

        • Ravenrot

          Prawda jest taka że prywatnie to sobie można z trudem wystrzeliwywać satelity. Gdyby w USA był dalej taki interwencjonizm/socjalizm jak do lat 70, już dawno bylibyśmy na marsie. Ludzie chcą być na księżycu, ale obecna sytuacja jest efektem likwidacji 90 % najwyższej stawki podatkowej w stanach. Robotnicy stracili możliwość korzystania z pieniędzy które zarabiają, względem dywidend.

          • Chodzi Ci o to, że nie ma pieniędzy?
            Jednak z jakiegoś powodu Musk prywatnie robi postępy szybciej niż NASA…

          • Ravenrot

            To dotarł już na marsa ? Albo na księżyc ? Korzysta z technologi których stworzenie było sfinansowane przez państwo. Podobnie Zuckerberg i reszta oligarchów z krzemowej doliny utuczyli się dzięki publicznej inwestycji, jaką było stworzenie przez państwową ARPA internetu 50 lat tamu i kolejnej państwowej inwestycji- World Wide Web. Działania Muska mają tylko takie znaczenie że przekonują takich ludzi jak Ty do odrzucenia socjalizmu i oddania duszy rynkowi. Podobnie działalność dobroczynna ma łechtać instynkt dobroczynności śladowym efektem i jedynie oddalać prawdziwe rozwiązanie problemu.

          • Oj, piszesz to na blogu człowieka, który (jeśli chodzi o sprawy gospodarcze) stanąłby ramię w ramię z .Nowoczesną lub KORWiNem.
            Myślisz, że dotarcie na Marsa lub na Księżyc jest takie łatwe? Że to pstryk palcem i już? Musk i tak czyni ogromne postępy niwelując wady wywołane brakiem prywatnych firm (patrz kilkukrotne obniżenie cen rakiet, itd.).
            Wiesz, jeżeli TYLKO państwo, to czemu NASA jeszcze nie jest na marsie? NASA też powoli cały czas idzie – już testują Oriona, kapsułę dla astronautów… Jakoś to idzie.
            Można się tylko obawiać o prawa przyszłych pracowników Muska i monopol, w końcu to USA.

          • Ravenrot

            Na tym blogu jest zakaz wypowiedzi dla lewicowców ? Chyba nie, skoro jeszcze nie skasowano moich wypowiedzi. Tym bardziej że częściowo zgadzam się z tekstem, a autora uważam za inteligentnego człowieka. Nie uważam że jedyną przyczyną stagnacji w lotach w kosmos jest brak zainteresowania. Już fakt że powstał ten tekst świadczy o tym że jednak zainteresowanie wśród zwykłych ludzi istnieje. Brak zainteresowanie jest widoczny po stronie prywatnego biznesu. W efekcie nastąpiło częściowe wstrzymanie postępu, który zapoczątkowały między innymi prywatyzacje od lat 80 (Np: prywatyzacja SEAT-a) i zmniejszenie górnej stawki podatkowej(W 1980 roku, najwyższe stawki w większości krajów europejskich były powyżej 60%. Dziś większość krajów europejskich ma stawki poniżej 50%). Loty w kosmos to po prostu jedna z dziedzin która uległa temu procesowi, czego efektem jest to :”Rok 1969. Pierwsze lądowanie na Księżycu. Udany powrót na ziemię.
            Rok 2015. SUKCES ELONA MUSKA. Falcon wyniósł na orbitę 11 satelitów. Udany powrót na ziemię.”

          • To jeszcze doczytaj skąd ma te pieniądze.
            Podpowiem – m.in. z NASA.

          • Owszem – kontrakty z NASA i dofinansowanie od państwa. Pytanie, czy tylko pieniądze są sukcesem SpaceX?

        • Ray Garraty

          Zgadzam się – porównywanie lotów na księżyc z dzisiejszym podbojem kosmosu jest jak porównywanie gruszek z jabłkami niestety … Teraz nikt sobie nie wyobraża nadmiernym ryzykowaniem życia ludzi i kasy władowanej w loty … wtedy jedna czy dwie ofiary sfajczone w stratosferze przy źle zaprojektowanym lądowniku czy złej instalacji elektrycznej to były ofiary wojny …
          teraz opinia publiczna biedaków by zjadła.

  • „[Księżyc] Chroni nas też przed różnymi syfami zmierzającymi na naszą planetę. ”
    Nie tak bardzo jak Jowisz, którego Proxima też prawdopodobnie nie ma :)

  • „Jeśli uda się zbudować rakiety, które podróżują z prędkością światła (co jest wątpliwe)”
    Nie tylko jest wątpliwe, ale i niemożliwe. Fizyka się kłania :)

    • find_out

      Ojj tam aż tak mocno się nie pomylił :) Żaden przedmiot obdarzony masą nie może podróżować szybciej niż prędkość światła lub jej dorównać. Prawa fizyki nie wzbraniają jednak podróży z prędkością 99,9 % prędkości światła. Poprostu nie damy rady jej dorównać ani jej przkroczyć. Einstein się kłania. Te 0,1 % można Jasonowi wybaczyć:) Niemniej podróżowanie nawet z najwyższą możliwą prędkością jest w kosmosie poprostu nieopłacalne (mega delikatnie mówiąc). Pewnie walne banał ale obstawiałbym tunele czasoprzestrzenne.

  • ” Turystyka, nawet jeśli stanieje do cen all-inclusive 3-gwiazdkowego hotelu w Egipcie, też się znudzi. Loty na Księżyc i Marsa będą jak wyprawy do zoo. Raz można i wystarczy, bo już wszystko się widziało.”

    Serio? Jeśli taka jedna Ziemia się nie znudzi, to co dopiero Księżyc i Mars. A zakładam, że przy rozwiniętej turystyce będą jakieś „atrakcje”.

    • Jeden raz na Księżycu mi wystarczy. To mniej więcej tak jak wystarczył mi jeden raz na Saharze.

  • Naila

    No i marzenia o wycieczce w kosmos leeeeeeegły w gruzach… ;)

  • karroryfer

    Rozumiem że to wpis dla tych co nie uważali na lekcjach fizyki …

  • Wiktor Budzinski

    Tomek, dziękuję Ci za Twoje ksiązki. Wiesz, kazdy może w jakims skafandrze łazic po Księzycu czy po Slońcu. Ale napisać książke, ktorą przeczytają miliony ludzi na płanecie Ziemia, to nie każdy. Badż zdrów.

  • To trochę takie karmienie ludzi marzeniami, których nigdy nie uda się spełnić. Nie udało się nam jeszcze poznać całej Ziemi, ciągle nas coś zaskakuje i zadziwia. Głębiny oceanów są dla nas tajemnicą, a co dopiero podpój kosmosu. Człowiek za wszelką cenę chce pokazać, że jest mądrzejszy niż w danym momencie jest. Obecne odkrycia są tylko bardziej medialne i nadmuchane niczym bańka. Czym jest trochę szybszy procesor w porównaniu ze stworzeniem bomby atomowej? Jakim przełomem jest kolejna wersja „dotykalskiego” telefonu w porównaniu z wynalezieniem druku. Żyjemy w czasach, które karmią nas złudzeniami.

    Ile razy kończył się już świat? Ile razy odkrywaliśmy planetę „bliźniaczkę” Ziemi? Chwilowy news w sezonie ogórkowym. Jak już wszyscy się o tym napiszą, nagadają i na zapraszają ekspertów, którzy gówno wiedzą, ale i tak się chętnie wypowiedzą, to i o planecie Proxima b nikt już nie będzie pamiętał.

    Inna sprawa jest, że moglibyśmy zadbać trochę o polepszenie warunków życia na naszej Ziemi. Bo już jej trochę dajemy się we znaki. Jednak obecne czasy uczą nas czegoś innego. Są to czasy jednorazówek. Zamiast koszyka mamy kolejną tonę plastikowych toreb. Jak się popsuje drukarka, to kupujemy nową. Jak padnie telewizor, to kto by go naprawiał? Komu się to opłaca? Specjaliści, którzy potrafili rozebrać każdy sprzęt na części i złożyć go do kupy, zamienili się na słabo rozgarniętych „wymieniaczy” części zamiennych. Popsuła się drobnostka, muszę wymienić cały moduł, a kogo to obchodzi, że kosztuje on prawie tyle co nowy sprzęt. Bo naprawiać się już nie opłaca.

    Każdy produkt ma krótki termin przydatności. Jednak najgorsze jest to, że takie myślenie o produktach i rzeczach, zaczyna zmieniać nasz sposób widzenia świata. Czy nie są to czasy jednorazowych znajomości? Związków, które w chwili kryzysu, zamiast walczyć i naprawiać swoją sytuację, wolą poszukać „nowej planety”. Jednak łatwiej jest nam marzyć i wierzyć w iluzję, krainy mlekiem i miodem płynącej, którą możemy zbudować na Proxima b, niż zakasać rękawy i zrobić choć jeden dobry uczynek. Taki mały dobry uczynek, tu na Ziemi.

    • Amen.
      PS Welcome to dumbocrasy ;)

    • świat kończył się wielokrotnie, powszechnie przecież wiadomo, że koniec świata jest świętem ruchomym ;)

  • Wiktor Budzinski

    Myślę że każde marzenie może się spełnić. K a ż d e. Intencja człowieka to straszna moc i znamy dobrze takie przykłady. Więc może. A co po tym jak te marzenia się spełnią? Oto pytanie. Jak zachowuje się człowiek wobec spełnionego marzenia?

    • Jak powinie… a nawet po wódce?

      • Wiktor Budzinski

        Po wódce to dopiero staje świnią :)

  • Ludzie, którzy nic nie rozumieją, mogą przeczytać ,,Krótką historię prawie wszystkiego” – Bill Bryson bardzo przystępnie i interesująco wyjaśnia, jak wielkim fenomenem jest istnienie naszej planety i dlaczego jest niemożliwe, żeby istniała inna planeta, którą moglibyśmy kolonizować (to znaczy jak niskie jest tego prawdopodobieństwo). Polecam z całego serca przynajmniej część o kosmosie, bo dalej są też inne tematy popularnonaukowe.

    • Albo „Równi bogom” Asimova”, gdzie opisano prawdopodobny styl życia ludzi, którzy mieszkaliby na Księżycu. Kobiety na ten przykład nie nosiłyby staników, ze względu na mniejszą grawitację.

    • Wiktor Budzinski

      „Ludzie, którzy nic nie rozumieją”

      Dobrze napisano, brawo. :)

  • Frysztyk

    Ogólne założenia masz dobre, ale na szczegółach się trochę wykładasz. W ramach czepialstwa tylko skrytykuję punkt 4.

    Bo wilkołaki to jednak tylko mitologia, a „Dark Side of the Moon” to tylko tytuł albumu. Wpływ księżyca na nasze życie ogranicza się głównie do pływów, i nie ma czegoś takiego jak permanentnie nieoświetlona jego strona.

  • Rafał Grochala

    Świetny przykład efektu Krugera-Dunninga – im mniej wiesz tym głośniej krzyczysz. Ad 1 piszesz że tam nie dolecimy a jednak już trwają prace nad prototypem misji która jest w stanie dotrzeć do Proximy Centauri w 20 lat (Breakthrough Starshot). Ad 2 piszesz że przez setki lat nikt nie zobaczy Proximy b, a przecież już w ciągu 10 lat będzie bezpośrednio zobrazowana przez E-ELT? Ad 3 tu jest dużo głupot i braku wiedzy o medycynie kosmicznej, ale najważniejsze że astronauci po powrocie z orbity i chwilowej aklimatyzacji są w doskonałej formie fizycznej, a nie borykają się z problemami jak sugerujesz. Ad 4 według wielu możliwych scenariuszy Proxima b ma atmosferę i wtedy po słonecznej stronie jest +30’C, raczej nie ma tego na Księżycu? Ad 5 druga Ziemia prędzej czy później będzie potrzebna, ponieważ Słońce zacznie „puchnąć” i Ziemię czeka los Wenus. Ad 6 nikt nie będzie wysyłał smsków tylko prowadził badania naukowe, bardzo fundamentalne dla naszej cywilizacji bo dające odpowiedź m.in. na pytanie czy jesteśmy sami. Artykuł kończy się pięknym stwierdzeniem, że to nie jest ważne odkrycie – pewnie że nie jest dla kogoś kto nie lubi astronomii i nie posiada nawet elementarnej wiedzy na ten temat. Natomiast w świecie astronomii to jedno z najważniejszych odkryć ostatnich dekad. Jej obecność to mała rewolucja przede wszystkim dlatego że jest blisko i nasze teleskopy (a w ciągu paru dekad – nasze sondy) mogą zupełnie inaczej z nią pracować niż z dotychczas odkrywanymi egzoplanetami odległymi o kilkadziesiąt/kilkaset lat świetlnych.

  • Paweł Lenartowicz

    Lot na odległość 4 lat świetlnych z prędkością 0,9 prędkości światła zająłby podróżującym, nie licząc czasu na rozpędzanie jakieś 21 jeden miesięcy. Mniej niż 2 lata. Lecąc tam z prędkością światła, co oczywiście jest niemożliwe, znaleźlibyśmy się tam… natychmiast. Kurcze, jak o czymś piszesz, to błagam, przydałaby się elementarna wiedza. Nikt Ci nie każe się uczyć transformacji czasoprzestrzeni, choć jest to łatwe do ogarnięcia, ale jak piszesz o kosmosie, to musisz wiedzieć, że istnieje coś takiego jak szczególnej teorii względności.