Pekin wśród miast, które nie chcą być kochane | JasonHunt

Pekin wśród miast, które nie chcą być kochane

Są miasta, którym się wiele wybacza. Jak Nowemu Jorkowi, pełnemu brudu, karaluchów, szczurów, bezdomnych i azjatów w roli mistrzów kuchni prawie każdej restauracji. Wybacza mu się też hałas, tłok, irytujących pakistańskich taksówkarzy i klaustrofobiczne mieszkania, w których 30 metrów to już jest „big” i „spacious”. Wiele wad można wytknąć Rzymowi, Paryżowi, Barcelonie, a mimo to będąc w tych miastach, dajesz się pochłonąć ich klimatowi. Jesteś tam i chcesz pozostać.
Pekin nie wie, jakim chce być miastem. Z jednej strony aspiruje do miana nowoczesnej stolicy, pełnej biurowców, jaskrawych neonów, światowych marek, z drugiej zaś – jest miejscem zdominowanym przez ubogich, śmierdzącym, całkowicie nieprzystosowanym do turystów. Z odczuwalnym piętnem komuny.

DSC09294

Mogłoby to stać się atutem tego miasta. Och, takie wielokulturowe, takie niejednoznaczne, takie niezgłębione i różnorodne. Do mnie jednak nie trafiło. Nie jest dla mnie „fajnym klimatem” smog, unoszący się nad miastem. Może nie przeszkadza za bardzo w funkcjonowaniu, bo to po prostu inna forma mgły, ale na poniższych zdjęciach zobaczycie, jak szarość obniża wrażenia z oglądania zabytków. Nie jest dla mnie fajnym klimatem smród. Ogromny smród, niosący się ulicami. Smród sam nie wiem czego – to taka mieszanka przyprawy curry, cynamonu i sosu sojowego. Duszący, obrzydliwy. Nie tworzą fajnego klimatu służby obecne na każdej ulicy, ludzie gapiący się na ciebie jakbyś był ciekawostką przyrodniczą, bo w sumie tym tutaj jesteś. 95% ludzi na ulicach to Chińczycy. I gapią się na ciebie. Nawet po kilku dniach było to irytujące, choć akurat ludzie są największą zaletą tego miasta.

Chińczyków polubiłem. Do tego stopnia, że z przyjemnością ponownie odwiedzę kiedyś Chiny, ale już nie Pekin. Hong Kong? Choćby i zaraz. Szanghaj? Czemu nie. Jakieś mniejsze miasta na prowincji? Z największą przyjemnością. Mnie zawsze ciągnęło do azjatyckich klimatów. Jak byłem mały to wierzyłem, że w poprzednim życiu mieszkałem w tej części świata. Pamiętam, że w domu wisiał obrazek. Narysowana na nim Chinka (lub Japonka) siedziała na łódce, patrząc się na pełnię Księżyca. Wokół było tylko jezioro i wysokie trawy. Na innym obrazku pokazany był domek w stylu tych, które widzicie niżej na obrazkach z ogrodów. Lubiłem się patrzyć na te obrazki, jakbym chciał sobie przypomnieć, że coś takiego kiedyś przeżyłem. I pewnego dnia mam nadzieję przeżyć ponownie. Z dala od Pekinu.

DSC09163

DSC09204

DSC09192

DSC09207

motor

Na targ poszedłem głównie po to, aby porobić kilka ciekawych zdjęć i może zjeść coś osobliwego.

Na targ poszedłem głównie po to, aby porobić kilka ciekawych zdjęć i może zjeść coś osobliwego.

dziuby

china

DSC09284

DSC09242

Węże, skorpiony, dziwne ryby, pszczółki, jakieś koniki polne…
To wszystko robione pod turystów. Miejscowi nie jedzą większości z tych potraw, po części dlatego, że one są dosyć drogie. Z tego co pamiętam wąż (jest niżej na zdjęciach z gazetą) kosztował z 15 dolarów.

DSC09243

DSC09246

DSC09249

DSC09258

DSC09267

DSC09270

pszczolki

DSC09074

DSC09084

DSC09066

DSC09057

bazar

jedzonko

Jak nie zjadłem pająka

Powyżej widzicie moje zakupy. Pajączek, jakaś larwa, pszczółki i wąż. Przyniosłem je do pokoju, rzuciłem na gazetę i ostatni raz zadałem sobie jedno pytanie: czy ja na pewno chcę to zjeść?

Odpowiedziałem sobie: nie chcę. To nie mój styl. Dobre na instagrama, dobre, by pokazać czytelnikom, czego to się w życiu nie jadło i jaką fajną przygodę przeżywam, ale to po prostu nie mój styl podróżowania. A może po prostu nie poczułem klimatu. Może pewnego dnia znajdę się w innym dziwnym miejscu i dostanę do jedzenia coś bardziej obrzydliwego i wtedy zjem to z chęcią. Bo ja to wszystkożerny. Nie obrzydza mnie jedzenie, a sposób jego podania. Jestem przekonany, że byłbym w stanie zjeść włochatego szczura mrugającego oczkami, gdyby mi tylko podano go w czystej restauracji.

Wygodnie podróżować też lubię. Niestety ciągle mnie na to nie stać, ale pracuję nad tym. Klasa biznes w Dreamlinerze rozpieszcza i motywuje. Chcę w przyszłości podróżować wyłącznie najwyższymi klasami.

DSC09325

Jestem przy tym trochę niekonsekwentny, bo lubię wygodne podróżowanie i drogie hotele, ale za to w miastach wolę dziennie pokonać na nogach 20 km niż wziąć rower albo komunikację miejską. Lubię jedzenie w drogich restauracjach, ale w takim NYC co dwa dni chodziłem na kolację z blaszanej budy, a w Wawie nie unikam miejsc z szybkim i tanim jedzeniem. Przemieszczam się wszędzie samolotami, lubię pociągi, nienawidzę samochodów, ale jednym z moich największych podróżniczych marzeń jest… przejechać samochodem przez całe USA. To zresztą nic w porównaniu z tym, że od 3 lat każdego lata wydaję wszystkie pieniądze jakie posiadam tylko po to, by znowu pomieszkać chwilę w Nowym Jorku. W tym roku też przecież lecę. Gdybym zachował na koncie pieniądze wydane na to miasto, stać by mnie było na trzy podróże dookoła świata. Własnym samolotem i sztabem seksownych stewardess. Zawsze wynajmuję pokoje w bardzo dobrych hotelach, a tymczasem od jakichś 5 lat mieszkam ciągle w tej samej chacie, którą wynająłem szukając taniego lokum na przeczekanie gorszych czasów. Ciągle uważam, że jeszcze nie stać mnie na nic lepszego. Trochę to wszystko skomplikowane i nielogiczne.

Co łączy miejsca, do których chcę wracać?

Nie miałem czasu odpowiadać na wasze komentarze, ale wszystkie czytam. Miały rację osoby, które pisały, że Pekin mi się nie spodoba i to czuć od pierwszego tekstu. Ja z kolei wyczuwałem to z rozmów przed odlotem. Osoby, które tu mieszkały były ciekawe, czy miasto mi się spodoba, ale żadna z nich nie napisała mi, że mi się spodoba. Gdy lecisz do Nowego Jorku, masz pewność, że usłyszysz zachwyty. To samo z Dubajem, nierzadko także z Paryżem, Rzymem, Lizboną czy Tokio. Przy Pekinie tego nie ma. Nie ma uwielbienia do tego miasta, nie ma osób, które zachęcałyby cię do zamieszkania tam. Nie lubię też San Francisco, Berlina, Londynu i Amsterdamu, choć akurat te miasta mają swoich wielkich fanów.

Ktoś tam z was napisał, że Pekin nie przypadnie mi do gustu, bo lubię nowoczesne miasta. W pełni się zgodzę, że nowoczesność jest przyciągająca, ale to też nie do końca prawda. Lubię polskie wsie. Uwielbiam ich klimat. W czasach liceum jeździłem nad lubuskie jeziora, bardzo miło wspominam całe miesiące wakacje w Dźwirzynie (pod Kołobrzegiem), a sam Kołobrzeg to dla mnie miasto na równi z Nowym Jorkiem. Gdyby NYC nie był ściśle związany z moim rozwojem, gdyby Warszawa nie ułatwiała mi życia, tobym z pewnością mieszkał w Kołobrzegu.
Lubię Rzym, który nowoczesny chyba raczej nie jest. To moja ulubiona stolica europejska. Od dawna marzę, by raz jeszcze znaleźć się w Wenecji i zawsze coś mi staje na przeszkodzie. Niedawno nawet sprawdzałem loty i ceny, ale wyszło mi, że za 5 dni pobytu zapłaciłbym ponad 2 tysiące i szybko się zniechęciłem. Świetne materiały na bloga zrobiłem kiedyś Tajlandii, dokąd pewnego dnia na pewno wrócę. Także dlatego, że to miejsce związane jest z fabułą książki, którą kiedyś wydam. Na blogu jest kilkaset dobrych zdjęć z Dominikany, Kenii, Turcji i paru innych krajów, które wspominam bardzo miło. Też niezbyt nowocześnie tam jest.
Nie wiem, jaką wspólną cechę mają miejsca, w których czułem się dobrze. Nie wiem, jaką wspólną cechę mają miejsca, do których nie czuję potrzeby wracać.

Pozostałe teksty z Pekinu:

10 dyskretnych spojrzeń na Pekin

W hotelu Regent Beijing – leniwy dzień w Pekinie

Pekin wśród miast, które nie chcą być kochane
Oceń ten post

Mam dla Ciebie trzy prezenty, ale możesz wybrać tylko jeden.

Ja bym zapisał się na wykład. Większość wybiera srodkową opcję. Ciekawe, co Ty wybierzesz...

BEZPŁATNY WYKŁAD ON-LINE: "JAK MIEĆ POMYSŁ NA SIEBIE I WYRÓŻNIĆ SIĘ W INTERNECIE?" JAKI TERMIN CI ODPOWIADA? SPRAWDŹ DATY