Obama przemówił. Cały naród na kolanach. | JasonHunt

Obama przemówił. Cały naród na kolanach.

Oberwało się nam. Najpierw od Baracka, który wyraził zaniepokojenie sytuacją w naszym kraju. Potem jeszcze amerykańskie media dorzuciły swoje, drwiąc ze stronniczości TVP. A teraz my pławimy się w tym szambie, krzycząc między sobą „patrzcie, śmieją się z nas!”. Uwielbiamy pokazywać, że gdzie indziej mówią o nas źle, bo sami o sobie dobrze mówić nie potrafimy.

Bojowość

Potrafimy być bardzo bojowi, gdy chodzi o uchodźców. Połowa narodu zgodnie zakazała im wstępu. Ale gdy jakiś „Washington Post” czy inny „New York Times” traktuje nas jak worek treningowy, to z góry przyjmujemy, że muszą mieć ważny powód. Wstydzimy się zamiast odbić piłeczkę i pokazać im, że u nich też nie jest różowo i nasze problemy to pryszcz w porównaniu z ich problemami. Na każdego coś się znajdzie. Nie tylko na nas. To nie jest tak, że jak Obama wyraża zaniepokojenie, to znaczy, że jest się czym niepokoić. On tylko uprawia swoją politykę. Nie powinniśmy pozwalać mu uprawiać polityki na naszym podwórku. Nikomu nie powinniśmy na to pozwalać. Nie potrzebujemy interwencji z zewnątrz. Nie potrzebujemy od nikogo pomocy. Zresztą wszyscy i tak mają nas w dupie. Nasze sprawy sami załatwimy, bo jeśli dalej będziecie dumni z tego, że Polska staje się problemem Europy, to zaczną nas postrzegać tak, jak my teraz postrzegamy Białorusinów.

Bezradność

Nie wiem, czy powinniśmy wstydzić się za tych, którzy są teraz przy władzy. Są bardzo skuteczni w tym, co robią. Sprawa z Trybunałem ciągnie się od jesieni. I co? I nic. Przeforsowali program 500+, z którego równie chętnie korzystają zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy Kaczyńskiego. Opozycja nie istnieje. Zrobili parę marszów „w obronie demokracji”, szczycili się ilością uczestników i co? I dupa. TVP kompromituje się stronniczością. I co? I nic. Jeśli dziś się z nas śmieją na zachodzie, to obawiam się, że jest to wina zarówno tych, którzy głosowali na PiS, jak i tych, którzy wobec rządzących są całkowicie bezradni. Macie za swoje. Za głosowanie na „kukizów” polskiej polityki.

Wpierdol

Wstydzimy się za prezydenta Dudę, za Kaczyńskiego, za Kurskiego. Wstydzimy się, bo dostaliśmy wpierdol i nie potrafimy oddać. Nie wiem, czy Andrzej Duda spodziewał się prztyczka ze strony Obamy. Jeśli tak, to szkoda, że nie odpłacił mu tym samym, bo – owszem – mamy w Polsce problemy, które kładą się cieniem na naszej demokracji, ale USA święte nie jest. Oni mają Trumpa, który chce wybudować mur na granicy z Meksykiem, narastają u nich podziały społeczne i nie widzę powodu, abyśmy im tego nie wytykali. Skoro oni się wtrącają do naszej polityki, to my nasrajmy na ich podwórko.

Duma

Niestety nie widzę w nas takiej postawy. Potrafimy tylko przyjmować ciosy. Nasze „obiektywne” media pompują poczucie winy i wstydu za każdym razem, gdy ktoś za granicą krzywo na nas spojrzy. Nieważne, czy robi to jakiś amerykański senator czy premier Wielkiej Brytanii. Skoro mówią o nas źle, to znaczy, że mają rację, w czym zresztą bardzo chętnie ich utwierdzamy, udostępniając masowo na Fejsie coraz to gorsze artykuły na temat sytuacji w Polsce. To nie jest wina polityków. To wina naszej mentalności. Obraz naszego przywiązania do ojczyzny i poczucia dumy z niej. Te wartości powinny być niezmienne. Te wartości powinny być niezależne od sytuacji politycznej.
Te wartości powinny być.

 

 

Obama przemówił. Cały naród na kolanach.
Oceń ten post

Nie przegap i dodaj sobie przypomnienie
SMS Newsletter Dodaj do kalendarza 2017-11-21 12:00:00 2017-11-21 13:00:00 Europe/Warsaw Jason Hunt - MasterClass Bloger MasterClass: Bloger - 12 LEKCJI, KTÓRE ZMIENIĄ CIĘ W PROFESJONALNEGO BLOGERA http://jasonhunt.pl/masterclass Jason Hunt mail@jasonhunt.media

Nie przegap i dodaj sobie przypomnienie
Newsletter Dodaj do kalendarza 2018-03-05 12:00:00 2018-03-05 13:00:00 Europe/Warsaw Jason Hunt - MasterClass Bloger & Biznes MasterClass: Bloger & Biznes - 12 LEKCJI, KTÓRE NAUCZĄ CIĘ ZARABIANIA NA BLOGU http://jasonhunt.pl/masterclass-biznes Jason Hunt mail@jasonhunt.media

  • Tak, a jeszcze najlepiej chodzić wokół i płakać, że nam odbierają demokrację. Czasem jak czytam niektórych Polaków, to – gdybym nie miała rodziny w Polsce – wyobrażałabym sobie, że w ciągu tego roku, od kiedy wyjechałam, zmieniliśmy nazwę na Korea Północna II.

    Lubimy sobie pojęczeć na politykę i unieść się honorem „bo nie lubimy PiSu”. A nie lubimy go tak bardzo, że wygląda jakbyśmy woleli przyjąć okupację niemiecką, niż zaakceptować, że oni po prostu wygrali wybory.

    • P.S. A jeszcze tak z kuluarów – każdy artykuł, który mówi o tym, co spierdolili Polacy, jeden Polak, polski rząd, polskie XXX (wstaw dowolne) czyta się i udostępnia – zgodnie z Twoją tezą – kilka razy lepiej, niż cokolwiek innego.

    • A czy właśnie nie na tym polega demokracja, że akceptuje się wybór większości? A nie tylko skanduje hasła, które nawołują do zupełnie przeciwnych działań. Ci najgłośniejsi, z demokracją mają bardzo mało wspólnego.

      • Też uważam, że na tym właśnie polega.
        Ale komu w polityce tak naprawdę chodzi o demokrację…?
        Szkoda, że wciąż są tacy, którzy wierzą, że komukolwiek :)

      • Andrzej Szadkowski

        O ile dobrze potrafię liczyć, to większość nie poszła do wyborów. No i ma za swoje. Wszystko to jednak kwestia formy, skuteczność PiS może być jego najgorszym wrogiem, bo jak się nimi suweren znudzi, to będą musieli zjadać własny ogon. A od Obamy radziłbym uczyć się zdolności retorycznych. Cóż, postawił kogoś do kąta, ale sami się do tej klasy pisaliśmy.

      • skarbonamamony

        Demokracja szanuje wybory większości. Tyle tylko, że mandat demokratycznej władzy kończy się tam, gdzie wymagany jest wyższy poziom większości.

        Obecna władza działa wbrew Konstytucji. Z tym zgadza się znakomita większość prawników. Ci którzy są odmiennego zdania to margines. PiS nie ma do tego mandatu. Gdyby dostali mandat do zmiany Konstytucji (2/3 miejsc w Sejmie) to mogli by ją zmienić i wtedy wszystkie wprowadzone zmiany aktów prawnych niższego rzędu byłyby zgodne z Konstytucją, a w konsekwencji nie łamali by prawa i RP była by nadal demokratycznym państwem prawa. Wtedy nie było by pola do skandowania i nawoływań.

      • Demokracja polega nie tylko na wyborze większości – to takie populistyczne gadanie osób, które najwyraźniej nigdy nie sięgnęły po choćby książkę do WOSu i nie poczytały o demokracji trochę więcej. „Ci najgłośniejsi, z demokracją mają bardzo mało wspólnego” – kolejna populistyczna gadka.

        • U la la… czuję złego Kod-owca.

          • U la la… czuję pozamerytoryczny argument ad personam.

    • Ksawery Darnowski

      Fakt.
      A inni z kolei tak nie lubią Unii Europejskiej, że są gotowi dobrowolnie oddać się pod rosyjską strefę wpływów, mimo, że werbalnie są przeciwni Rosji. I wolą stosować w Polsce „demokrację wschodnią” byleby tylko ta wredna Unia się od nas odczepiła (wystarczy, że będzie nam pieniądza dawała).
      No i jest równowaga na rynku. Ci którzy nienawidzą Unii są wprawdzie obecnie silniejsi lecz za to ci drudzy popierani są przez większość krajów UE oraz Stany Zjednoczone.
      Tak więc, Ilona, jak wrócisz do Polski to i tak jej nie poznasz – jeśli jeszcze będziesz miała do czego wracać…

      • Szczerze mówiąc Ksawery, to ja tak dalece cenię sobie swoje zdrowie, urodę i spokój ducha, że polityce zacznę poświęcać uwagę dopiero, gdy rzeczywiście nastanie Korea. Póki co to rząd się zmienia raz tak, raz inaczej, a my jak żyliśmy tak żyjemy. Pozdrawiam :)

      • Z ciekawości, kto jest gotów oddać się pod rosyjską strefę wpływów?
        Przecież Zmiana jest niszowa (a i to co najwyżej).

        Jak dla mnie zbyt wiele uproszczeń.

        Sprawa jest dużo bardziej skomplikowana i wielowymiarowa, bo globalny system (w ujęciu teorii systemów) to szachy wielopoziomowe.

        Nie ma czegoś takiego jak jeden głos USA czy UE.
        Wystarczy spojrzeć na kandydatów na fotel amerykańskiego prezydenta, a w Europie spojrzeć na ruchy społecznego sprzeciwu wobec TEJ UE (są nawet w Niemczech).

        Wewnętrzną niespójność polityki USA najlepiej oddaje to, że „obrońcy demokracji” ganią sprawę Trybunału i „wolne media”, a jednocześnie naprawdę sprawnie budują Międzymorze.

        Zastanowiło Cię kiedyś, na co im to całe Międzymorze? Po co im Polska, skoro mają silniejszego sojusznika w postaci Niemiec?

        A może Wujek Sam rozumie dużo więcej niż my tutaj, i wie doskonale, że w ujęciu geopolitycznym Niemcy naturalnie dążą do sojuszu z Rosją — i vice versa?

        Tak, dążą. Nawet teraz. Wystarczy wychylić się poza 4 ściany rodzimego podwórka i rzucić okiem na wypowiedzi np. niemieckiego ministra spraw zagranicznych. Daje do myślenia.

        Czy Polska się zmienia? Tak.

        W co się zmieni? Trudno powiedzieć, bo nie wiadomo, jak wyglądać będzie konflikt na linii USA (NATO) — Rosja. A nawet gdyby tu był spokój, ewentualny konflikt USA z Chinami siłą rzeczy zaangażuje resztę świata.

        Jeśli jednak będziemy mieć naście lat spokoju, to kto wie, może faktycznie zmieni się nie do poznania. Wewnętrzne kłopoty UE to szansa; Chiny szukające swego okna na Europę to szansa; Międzymorze to szansa (jeśli za sojuszem militarnym pójdzie współpraca ekonomiczna); własna waluta (a raczej brak euro) to szansa.

        Oczywiście drugą stroną tego medalu jest zagrożenie. Zawsze może być gorzej, a same dobre chęci nie wystarczą (bo nie da się zagasić pożaru benzyną).

        Jedno jest pewne: żyjemy w ciekawych czasach :)

  • To nie jest tak, że wszystko jest czarno-białe. Prezydent USA rzeczywiście uprawa politykę na naszym podwórku. Tylko, że to My go na to podwórko zaprosiliśmy. Nie wypada, żeby Gość próbował podbudować swój wizerunek, wypowiadając się na temat, o którym najwidoczniej ma blade pojęcie, ale mówi, gdyż tak wypada. Zresztą ciekawe jakby się poczuł B. Obama, gdyby A. Duda podczas swojej podróży do Stanów wygłosił przemówienie o tym, iż niepokoi się wzrastającym poziomem nietolerancji wśród amerykańskich obywateli. Amerykańska prasa pewnie by to olała, a polskie media skrytykowały naszego prezydenta, za ewentualny brak taktu.

    • Ciekawe spostrzeżenie. Mogłoby to tak być. Coś jak ubiór Beaty Szydło u papieża. Gdzie indziej norma, u nas wyśmiany.

  • „Washington Post” czy inny „New York Times” to jeszcze pół biedy. Jednak jak zaczynamy się przejmować, że prasa na Filipinach, czy innym końcu świata o nas źle mówi, a w mediach biją na alarm, że trzeba coś zmienić, bo świat się z nas śmieje, to już mi zaczyna się robić żal. To prawda, nauczono nas przyjmować ciosy, być biernym, pokornym i bez poczucia własnej wartości. Jednak wszystko zaczyna się od tego, że sami jesteśmy wewnętrznie podzieleni. Nie pokarzemy siły na zewnątrz, jeżeli z każdą pierdołą będziemy latali ma skargę do wszechwładnej władzy europejskiej. Podnosimy dumne hasła, których i tak połowa nie rozumie.

    Rewolucja zaczyna się od dołu. Warto zająć się własnym podwórkiem, własną rodziną. Nie pozwalać obcym na wtykanie nosa w nie swoje sprawy. A jak już wtyka, wypomnieć mu jego błędy i słabości. Obama się skończy, zostanie zapomniany… my jednak tu zostaniemy i pytanie brzmi, czy przed każdym kolejnym Obamą będziemy się kłaniać i uginać, czy zadbamy o własne sprawy sami?

    • Tak, będziemy się uginać. To leży w naszej mentalności. Dużo głębiej niż nam się wydaje, bo akurat o nieuzasadnionym poczuciu niższości wobec Zachodu (i wyższości wobec Wschodu) mówił wiele, wiele lat temu Giedroyc.

    • Andrzej Szadkowski

      Zgoda, ale róbmy to przynajmniej za nasze własne pieniądze.

  • Lubimy walczyć. Najbardziej sami ze sobą.
    Nie trzeba do tego ani gejów, ani gender, ani nawet jednego małego uchodźcy.

    Ps.:Niby grał a z palca dobrym tekstem na weekend;)

    • Przegrałem trzy mecze z rzędu (Rocket League) i musiałem odreagować na blogu. Chodził mi ten tekst po głowie już jakiś czas temu i czekałem na okazję.

      • Dlatego nawet nie siadałem do RL – nie umiem grać w nogę -.-

    • Wystarczy władza, która dzieli ludzi na gorszy i lepszy sort. Przy obchodach poznańskiego czerwca ’56 nie było takich cyrków, jak w tym roku.

  • CH, D i kupa kamieni Sienkiewicza jednych bawi, a drugich wręcz przeciwnie.
    Niestety, „państwo teoretyczne” to jedna z najbardziej poprawnych diagnoz postawionych w historii III RP.

    Jest jak w słynnym kawałku Kazika („George W. Bush kocha Polskę”). Oczywiście zmienia się postać pana, ale lokaj z grubsza wciąż ten sam. Problem w tym, że niełatwo jest przestać być lokajem. Sama wola to za mało. Trzeba mieć jeszcze narzędzia, jak Niemcy. Niemiecki minister finansów, pan Schäuble, de facto rządzi w Grecji (bo zarządza jej długiem).

    A bliżej czyjej sytuacji jesteśmy — Greków czy Niemców?

    Tak, da się blefować, mając słabe karty. Nie da się jednak blefować, nie mając żadnych kart (ta sztuka udała się tylko charyzmatycznemu do granic nieprawdopodobieństwa Marchewie Żelaznywładssonowi).

    Nie wolno też zapominać o geografii. W geopolityce geografia jest kluczowa (stąd GEOpolityka). Ani sąsiad bliższy nas nie potrzebuje (tania siłą roboczą może być ktokolwiek, niekoniecznie Polak), ani „sąsiad dalszy”. W interesie jednych i drugich jest współpraca (surowce + kapitał + technologia = dobry biznes).

    Właśnie dlatego można powiedzieć, że Wuj Sam jest gwarantem naszego istnienia. Problem w tym, że z punktu widzenia Wujka Sama jesteśmy tylko pionkiem w prawdziwej grze (a wiadomo, do czego służą pionki w szachach). Gdyby doszło do globalnej rozgrywki z Chinami, to kto byłby języczkiem u wagi — Polska czy np. Rosja?

    >>>”To nie jest wina polityków. To wina naszej mentalności.”

    Zgadzam się, choć politycy nie są całkowicie bez winy.
    Bo kto ma zmienić ludzką mentalność, jeśli nie ludzie, którzy — przynajmniej w teorii — mają wyznaczać kierunek?

    Sorry, Tomek, bo przecież nie blogerzy, jak wielkiego zasięgu by nie mieli (jak Twój na przykład).

  • Rzadko to robię w całej rozciągłości, ale się zgadzam. Propsuję.

  • Tak to jest. Zawsze odwołujemy się do wartości, które są na zewnątrz, a nigdy nie pielęgnujemy te, które mamy na naszym podwórku. Amerykę zawsze kochaliśmy, a ona nas w wielkim poważaniu miała i ma nadal. Bez względu na to jak jest, to nasz kraj, nasza sprawa i nikomu nic do tego. Krytyka innych krajów nie jest na miejscu. Ktoś tu chyba zapomniał o słowach pewnego ministra o czarnuchach i robieniu sami wiecie czego Amerykanom. Każda zmiana w kraju jest budowana zazwyczaj na sporach, zawiści i kłótniach, ale czasem warto połknąć gorzki lek, aby pomogło i żyło się lżej. Szukajmy pokoju i harmonii w sobie, a zobaczycie jak zmieni się na lepsze. Czego Wam i sobie życzę :)

  • Konrad Norowski

    W takim razie lepsza głupia duma czy głupi wstyd? W obydwu postawach pewne ugrupowania społeczne celują, tylko szarości brak.

  • Katarzyna Stachurska-Rexha

    Jak zwykle racja

  • No może to i jest wina naszej mentalności. Ale ta mentalność nie wzięła się znikąd. Pracowały na to całe zakompleksione pokolenia i równie zakompleksieni liderzy opinii, którzy to poczucie niższości wobec Zachodu s nas umacniali. Pamiętam, że jak w latach 90 wprowadzano do szkół angielski, to się słyszało, że warto się go uczyć, by kiedyś wyjechać z TEGO KRAJU. A myśmy to przyjmowali jako normę. A Barack? No cóż, pewnie te niepokojące doniesienia o stanie naszej demokracji usłyszał w którymś z polskich obozów śmierci. Z drugiej strony ta eksplozja nowej dumy narodowej też niekiedy wygląda kuriozalnie. Kibicowałem reformom w mediach publicznych, ale jak teraz czasem rzucę okiem na TVP, to masakra. Po prostu TV Republika bis.

  • Ksawery Darnowski

    Autorze bloga, popraw ewidentny błąd w prawej kolumnie, czyli w dziale „O mnie”,
    ostatnie zdanie jest takie:
    „Piszę niezłe książki i kocham tylko Ciebie.”
    a powinno być:
    „Piszę niezłe książki i kocham tylko siebie.” (już Ci daruję przymiotnik „niezłe”)
    Jak mogłeś tego nie zauważyć? ;-)
    Przecież obecna wersja całkowicie nie pasuje do Ciebie,
    zafałszowuje Twój bogaty życiorys oraz podważa zasadniczą część twórczości.
    No chyba, że nagle postanowiłeś emanować miłością i do wszystkich oraz każdego z osobna będziesz teraz w swoich tekstach kierował wyłącznie płomienne uczucia (zamiast, jak dawniej, ciętego języka teraz, dla równowagi, będzie chłostanie dobrocią; może zapisałeś się do świadków Jehowy)? To byłby ewidentny objaw schizofrenii.

  • Dobry artykuł. Ale czy to nie Ty przypadkiem w poprzednim artykule napisałeś 20 razy o „polskich burakach”? Nie można było po prostu o burakach, wszystko jedno jakiej narodowości? Mieszkam od lat w Anglii, jako Polacy naprawdę nie mamy się czego wstydzić. Przynajmniej – nie bardziej niż inni…

    • Bo Jason tak lubi :). Coby nudno nie było ; raz „burako-Polakiem”, raz duma narodową rzuci. Tak dla równowagi. :)

  • karroryfer

    Zgadzam się zwłaszcza z tym że czekam ( 27 lat ) na prezydenta lub premiera który będzie miał na tyle jaj aby powiedzeć również amerykanom aby nie wpieprzali się w nie swoje sprawy.

  • Ksawery Darnowski

    Weź ty już przestań się kompromitować.
    Nie rób z siebie buraka.
    Klepiesz te swoje głodne kawałki,
    tudzież opisujesz coś, co już dawno zostało opisane, tylko nieco innymi słowami,
    i jeszcze jarasz się tym, że ktoś to czyta! Ohyda.

    Zrozum wreszcie, że to jest typowa „popularność kupy”.

    Zrób publiczną kupę a zlecą się muchy. Dużo much.
    A przecież tak dużo much nie może się mylić. Coś w tym musi być!
    Jaki z tego wniosek?
    Kupa jest atrakcyjna, kupa jest dobra, kupa jest smaczna, kupa jest sławna, rozchwytywana i pożądana!
    Mniam, mniam, mniam. Ale dobre! (smacznego!)

    Bingo! Eureka!

    Nareszcie znalazłem sens swojego nędznego życia -pomyślał Kominek-
    będą robił kupy. Zdobędę w ten sposób miliony fanów. Przecież zawsze tego chciałem, o tym właśnie marzyłem od dziecka; tylko nie miałem pojęcia jak to ugryźć, jak wejść na drogę prowadzącą do sławy.

    Teraz już wiem. Trzeba robić kupy – stwierdził definitywnie Kominek. Dużo kup. Jak najwięcej kup. I koniecznie publicznie.
    A ilość w końcu musi przejść w jakość. Będę sławny! Będę znany! Będę robił kupy. To będzie moje ‚idée fixe’.

    Jak powiedział tak … zrobił.
    Żeby niczego nie odkładać na później a wręcz przyspieszyć zdobycie sławy, zacznę już od dzisiaj – zadeklarował Kominek – wysram się na samym środku Marszałkowskiej w Warszawie,
    albo pod Pałacem Kultury. Będą o mnie pisać we wszystkich gazetach i mediach elektronicznych. Info o mnie obiegnie całą Polskę a może i świat, będzie o tym na pasku w programach informacyjnych („niezidentyfikowany mężczyzna” -kurwa, jak oni mogli tak o mnie napisać, przecież to ja, Kominek, jaki niezidentyfikowany? – „stworzył bezpośrednie zagrożenie dla ruchu drogowego w samym centrum Warszawy. Według informacji, którą otrzymaliśmy od naszego widza na Kontakt24 mężczyzna załatwiał potrzebę fizjologiczną na samym środku ruchliwej jezdni w godzinach szczytu. Otrzymaliśmy nagranie od naszego widza, wykonane telefonem komórkowym…”).

    Jak postanowił tak zrobił, a co z tego wyszło o tym w następnym odcinku ;-).

    Ech, Kominku, tylko sobie nie pomyśl przypadkiem, że piszący te słowa jest kolejnym nawiedzonym pseudo-blogerem, quasi-pismakiem czy innej maści zawistnym dziwolągiem, próbującym dokopać temu, który jest na drodze prowadzącej do wielkiej sławy, he he he.
    Nie, nie jestem. Nie publikuję tekstów (z drobnymi wyjątkami), nawet nie ma mnie na FB (oprócz technicznego konta do logowania) czy na innych Twitterach, z zasady nie udzielam się publicznie,
    i tak ma pozostać gdyż dobrze mi z tym.

    W przeciwieństwie do ciebie nigdy nawet nie pomyślałem, żeby zabiegać o popularność – i nikt poważny o nią nie zabiega, nigdy! bo i po co?, komu potrzebna jest chmara much, insektów, hien i sępów zlatujących się do czegoś (kogoś) popularnego? przecież to w żaden sposób nie świadczy o wartości takiego człowieka).

    Cała mądrość życiowa polega właśnie na tym, i sprowadza się do tego, żeby NIE BYĆ POPULARNYM (człowiek popularny musi się czuć jak więzień, jak ptaszek w złotej klatce, stale zobowiązany do świadczenia uciechy swojemu właścicielowi; a twoim właścicielem są ci, dla których „jesteś popularny” – to oni wyznaczają ci kryteria popularności, oni w każdej chwili mogą ci tę popularność zabrać i oni stawiają ci coraz wyższe wymagania i oczekiwania co musisz zrobić aby nadal pozostać ich popularnym; czyż nie jest o wiele lepiej być właścicielem aniżeli przedmiotem?).

    Poczytaj sobie o tym w klasycznej literaturze światowej, wiele różnych dzieł napisano na ten temat, choćby o życiu Sokratesa w „Dialogach” Platona (Sokrates nigdy niczego nie napisał ani o nic nie zabiegał, stał się sławny z innego powodu; pomimo- a nie dzięki temu).

    I to jest właśnie ten wyjątek od reguły, gdy pozwalam sobie coś napisać.
    Chociażby po to, aby ci wykazać jak dziecinnie łatwo jest zdobyć czytelników. Dużo łatwiej niż zrobić coś wartościowego i sensownego.

    A teraz możesz usunąć mój wpis.
    On już spełnił swoją rolę, którą miał spełnić – został przeczytany! (przez ciebie).
    A jakie wnioski z tego wyciągniesz to już twoja broszka.

  • Morrrigan

    heh, zawsze mi się wydawało, że Polacy wyjątkowo lubią srać do własnego gniazda i samobiczować się. w Polsce (!) słowo „polskie” od jakiegoś czasu często pada w kategorii zarzutu. „to takie typowo polskie” – czyli obciachowe, zaściankowe, średniowieczne…

  • Porównanie z Trumpem chyba nie bardzo adekwatne, bo jednak to nie on podejmuje wiążące dla USA decyzje. Póki co jest kongres i prezydent, którzy bardzo poważnie traktują nienaruszalność konstytucji. Jasne, są poprawki i nie mam nic przeciwko temu, by coś w tym stylu było w Polsce. Trzeba jednak patrzeć na to, że w USA jest prawo oparte na precedensach i zabawa z kostytucją otworzyła puszkę pandory. Już lepszy byłby przykład Busha Juniora. A, ciekawostka – był taki film „Stan oblężenia” z Denzelem Washingtonem. Gdyby obejrzeć go na spokojnie, wyjdzie na to, że bohaterem tego filmu jest właśnie konstytucja. Miłego dnia.

  • PiS rządzi już tyle czasu i nie zauważyłam, żeby w Polsce się jakoś przez to pogorszyło. Też mnie denerwuje to wieczne zwracanie uwagi, że ktoś zza granicy krzywo się na nas spojrzał. Wiecznie na kolanach przed zachodem.