Nie płaczemy po Orlando. To dobrze. | JasonHunt

Nie płaczemy po Orlando. To dobrze.

Piękna ta cisza. Nie ma wirtualnych świeczek, portale nie zmieniły kolorów na czarno-białe, nikt nie opuszcza flag, wasze zdjęcia profilowe na Facebooku też się nie zmieniły. Nikt nie nawołuje do solidarności z Amerykanami, a telewizyjni eksperci zostali w domach, z żalem przyjmując, że nikt ich nie zapytał, co mają do powiedzenia o najkrwawszym zamachu w historii USA.

Jest cichutko. W porównaniu z jesiennymi zamachami w Paryżu, rzecz jasna. W porównaniu z Tunezją. W porównaniu z „Charlie Hebdo”.

No sami przyznacie, że słyszeliście o tej tragedii, ale jakoś tak przeszła obok. Mecze były ważniejsze. Gdzieniegdzie pojawiają się głosy, że

jest cicho, bo strzelano do gejów i lesbijek,

a to przecież taki niewygodny temat. Nie, to kompletna bzdura. Właśnie oni są doskonałym tematem, na którym można żerować tygodniami i dzielić naród na zwaśnione obozy. Przy naszych europejskich zamachach w zasadzie wiadomo, kto tu jest dobry, a kto zły i nikt o zdrowych zmysłach nie będzie kibicował islamskim fanatykom. Ale jak mamy mniejszości seksualne, to takie temaciki aż się proszą o odsłony. Amerykańskie media żyją tym całymi dniami i nocami. Oni są cholernie dobrzy w grzaniu takich wydarzeń.
U nas jest cicho, bo mamy piłkę nożną i to się doskonale sprzedaje, bo Floryda jest daleko i szkoda kasy na reporterów, bo u nas nikt nie strzela do mniejszości. Wiele czynników się na to złożyło, ale na pewno nie ten, że nie dałoby się u nas sprzedać motywu nienawiści do osób o odmiennej orientacji. Skoro udaje się sprzedawać nieistniejący w naszym kraju problem z uchodźcami, to na gejów też by się coś znalazło.

Jesienią zebrałem trochę zjebek, kiedy napisałem, że najbardziej potrzebujemy większej ilości zamachów, bo wtedy szybciej na nie zobojętniejmy. Im bardziej przeżywamy tragedie, tym większą przysługę robimy zamachowcom. Ale nie o tym chciałem dziś napisać, bo co innego jest warte zauważenia. Tragedia w Orlando pokazuje, że już nie potrafimy sami z siebie okazywać współczucia. Potrzebujemy jakiegoś bodźca.

W realnym życiu poddajemy się podobnemu algorytmowi,

który rządzi serwisami społecznościowymi. Ktoś_z_góry wmawia nam, że dostajesz te materiały, które powinny być dla ciebie interesujące. I to jest w porządku, wbrew pozorom. Na co dzień. Niestety wydarzenia w Orlando udowadniają, że również płaczesz wtedy, kiedy ktoś o tym zdecyduje, bo gdyby nie odbywały się mistrzostwa w piłkę we Francji, to twoja ściana byłaby zawalona współczującymi statusami. Masz jak w banku, że media nie odpuściłyby tej sprawy. Byłaby taka sama żałobna kaszana jak przy innych zamachach.

Jeśli mi nie wierzysz, to wrócimy do tego tekstu przy okazji kolejnych zamachów w Europie. Bo że takie będą, to jest oczywiste. Wrócimy do tego tematu, gdy znowu ktoś_z_góry zasugeruje ci zmianę awatara i kiedy ponownie wszyscy będziemy płakać nad ofiarami. Ich nawet nie musi być dużo. Może być zaledwie kilka. Nieważne. Z najmniejszej tragedii można zrobić wydarzenie, które poruszy naród, skoro teraz – z największej – zrobiono drugorzędny temat.

Jest w tym coś niepokojącego. Tragedia w Orlando – obiektywnie – spełnia wszystkie kryteria, jakie powinna, aby zainteresować media i poruszyć cały kraj.
Ale bez zainteresowania mediów, naród przechodzi obojętnie. To przecież nie był jakiś tam kolejny zamach w Afganistanie czy Iraku, które leżą w odległej galaktyce. No trudno, abyśmy przejmowali się każdą śmiercią na świecie. Ale nikt mi nie wmówi, że lubimy Francuzów bardziej niż Amerykanów. Tym bardziej, że przejmowaliśmy się wieloma innymi tragediami zza oceanu.
Londyn, Madryt, Paryż, Bruksela i teraz Orlando. Nie widzę ani jednego powodu, by dzielić ofiary tych tragedii na mniej lub bardziej godne życia i współczucia. Nie ma dla mnie podziału na kobiety, dzieci, gejów, lesbijki, chrześcijan i muzułmanów. Takie podziały istnieją tylko w głowach głupich ludzi. I zamachowców. Dlatego jeśli nie płakałeś po Francuzach i nie płaczesz po Amerykanach, to jest duże prawdopodobieństwo, że wszystko z tobą w porządku. Nie jesteś obojętny. Jesteś po prostu biernym obserwatorem i nie oszukujesz się, że świat stanie się lepszy, bo postawisz parę wirtualnych świeczek i zmienisz fotkę na tęczową.

Nie płaczemy po Orlando. To dobrze.
Oceń ten post

Nie przegap i dodaj sobie przypomnienie
SMS Newsletter Dodaj do kalendarza 2017-11-21 12:00:00 2017-11-21 13:00:00 Europe/Warsaw Jason Hunt - MasterClass Bloger MasterClass: Bloger - 12 LEKCJI, KTÓRE ZMIENIĄ CIĘ W PROFESJONALNEGO BLOGERA http://jasonhunt.pl/masterclass Jason Hunt mail@jasonhunt.media

Nie przegap i dodaj sobie przypomnienie
Newsletter Dodaj do kalendarza 2018-03-05 12:00:00 2018-03-05 13:00:00 Europe/Warsaw Jason Hunt - MasterClass Bloger & Biznes MasterClass: Bloger & Biznes - 12 LEKCJI, KTÓRE NAUCZĄ CIĘ ZARABIANIA NA BLOGU http://jasonhunt.pl/masterclass-biznes Jason Hunt mail@jasonhunt.media

  • Też się nad tym zastanawiałam i wszystko się zgadza (nie)stety. Zwłaszcza zobojętnienie, przyzwyczajenie. Przychodzi mi do głowy porównanie z filmami/serialami. Hitchcock zaczynał z „grubej rury” i potem było tylko bardziej. W serialach jeszcze parę lat temu starczyła jedna śmierć, dziś musi ich być coraz więcej, w coraz drastyczniejszych/dziwniejszych okolicznościach, żeby utrzymać zainteresowanie widza. Coraz mniej nas wzrusza i porusza? A może póki, „to nie u nas”, to jeszcze mamy względny „spokój” i dystans?

    • Nie, jestem przekonany, że przy pierwszym lepszym zamachu we Francji lub Londynie znowu będziemy płakać.

      • Moim zdaniem – jeśli nas media popchną, to na pewno. Zapewne zadziała też kwestia dystansu. Pytanie „tylko”, w jakim stopniu i ile razy/jak długo? A tymczasem: słońce, spacer i radość Życia, które jest piękne.

        • Alya

          po prostu bardziej przejmujemy się tym, co się wydarza bliżej nas, Ameryka jednak jest trochę daleko

  • anna

    będę pamiętać o tym tekście jak następnym razem będą mnie wyzywać od obojętnych debilek

  • Też mnie bardzo zdziwił ten brak zainteresowania i rozdmuchiwania tematu ze strony mediów. No cóż, ktoś_z_góry zawsze będzie dyktował ludziom co mają czuć, myśleć i kiedy zmienić zdjęcie na facebooku. Pozostaje wierzyć, ze duża grupa potrafi myśleć samodzielnie i jest konsekwentna w swoich działaniach.

  • Wstyd się przyznać, ale u nas się nie pisało o Orlando, bo zamachów było ostatnimi czasy za dużo i nikt już nie chce tego czytać. Za to dziecko zeżarte przez aligatora idzie świetnie, na fali tego porwanego przez goryla. Smutna prawda – i to nie tylko o mediach, ale i o czytelnikach. Szukamy silnych i NOWYCH emocji, a zamachy są jednym z ich źródeł. Teraz jednak te emocje się chwilowo przejadły, jest więc smak na inne.

  • Tomek, z ciekawości, w jakim kierunku idzie dyskusja na temat Orlando w amerykańskich mediach (sam nie śledzę tego, co za oceanem, poza zdawkowymi informacjami odnośnie kampanii prezydenckiej)?

    Króluje banowanie broni czy walka z islamem?

    (Swoją drogą Amerykanie niedawno wysłali drugi lotniskowiec do Syrii. Wreszcie konkretna projekcja siły. Co ciekawe, sygnał czytelny nie tylko dla Rosji, ale i np. dla Turcji, która ostatnio „foszy się” o wspieranie przez Amerykanów Kurdów).

    • To jest temat na osobny wpis. Nie u mnie, może ktoś podchwyci, bo w Stanach media szarpią to dosłownie z każdej strony. I że był gejem. I że nie był gejem, ale nienawidził gejów. I zwiększyć dostęp do broni i zmniejszyć. I kontrolować emigrantów i w ogóle ich nie wpuszczać.
      Gejowo-imigrancko, w zależności od dnia i tego co powiedzą Trump/Hilary.

      • Brzmi interesująco. Wygląda na to, że naprawdę warto zacząć się baczniej przyglądać amerykańskim mediom.

        PS Dzięki za odpowiedź :)

  • Rzeczywiście ten zamach był jakiś „inny” jeśli chodzi o odbiór medialny.. zmęczenie materiału?
    Jeden z niewielu ostatnio głośnych zamachów, który mnie „nie wykończył psychicznie”, mimo skali tragedii. Ba, nawet starczyło mi energii, by o nim chwilę dłużej pomyśleć. W czasie WTC nie było jeszcze fejsbuka, a inne socjale nie były wystarczająco rozwinięte na takie akcje, a żałoba światowa była jakoś zauważalna.. mam wrażenie że bardziej autentyczna i wyczuwalna.
    A teraz te fale wymuszonego współczucia i rozpaczy które się zwykle przelewają przez internet powodują straszną znieczulicę, tym bardziej że przeważają nad pozytywnymi doniesieniami.. potrzeba aż mistrzostw sportowych, żeby ludzi odciągnąć od maniakalnego dołowania się i podniecania strasznymi wydarzeniami.. uzależnienie od emocji jest ogromne, negatywne emocje łatwiej wywołać niż pozytywne, a przy tym poziomie znieczulenia to NAPRAWDĘ straszna tragedia odwróci uwagę od piłki nożnej (np. przegrana z Ukrainą ;)
    Euro to przyjemna odmiana.

  • W ten piękny dzień, kiedy na IG, fejsbuku, snapie i wszystkich możliwych komunikatorach ze światem aż roi się od zdjęć na plażach, rowerach, piknikach miejskich, z wyciągniętymi rękami trzymającymi lody i piwo- taki gruby temat. I bardzo dobrze. Bo dokładnie tak jest, nikt nie płacze po Orlando.
    Wśród moich znajomych, z których co drugi miał na avatarze francuską flagę po Paryżu i „ChH”, tym razem zero reakcji. Nie zostali odpowiednio zaprogramowani może albo uważają, że właśnie jednych bardziej szkoda niż drugich… Sama nie wiem, o co chodzi z tym światem.
    A ja należę właśnie do biernych obserwatorów i staram się gdzieś tam balansować między niewygodnymi tematami a kondycją i, co ważniejsze, fryzurą Cristiano Ronaldo na mistrzostwach. Bo nie ma co się oszukiwać, że wszystkie te kwestie mają w odpowiednich momentach kluczowe znaczenie dla ludzkości ;)

  • Nie płakałam po zamachu w Paryżu, po zamachu w Orlando i po żadnym innym zamachu. Nigdy nie stawiam wirtualnych świeczek i nie zmieniam flagi w awatarze na fejsie i innych takich. Wydarzenia w Orlando zrobiły na mnie tak samo duże wrażenie, jak te w Paryżu i równe z tym, jakie zrobił na mnie ostatnio wypadek osobówki i autobusu, w którym zginęła jedna osoba. Jest mi przykro, że ktoś umarł w tragiczny sposób. Ale nic na to nie poradzę, nawet mnie tam nie było, więc przechodzę nad tym do porządku dziennego.

  • AddictedtoPassion

    „Dlatego jeśli nie płakałeś po Francuzach i nie płaczesz po Amerykanach, to jest duże prawdopodobieństwo, że wszystko z tobą w porządku. Nie jesteś obojętny. Jesteś po prostu biernym obserwatorem i nie oszukujesz się, że świat stanie się lepszy, bo postawisz parę wirtualnych świeczek i zmienisz fotkę na tęczową”

    Ufff…czyli wszystko ze mną w porządku…

  • Pionierka

    Płakałam tylko po babci i moich dwóch psach. No i jeszcze raz po mężczyźnie, ale on akurat przeżył. Zamachy obchodzą mnie mniej więcej tyle samo co piłka nożna czyli niewiele. A kolorowe profilówki to coś takiego jak rzewne cytaty ze stron ze złotymi myślami. Egzaltacja uchodzi nastolatkom, u dorosłych jest dziwaczna.

  • Czyli zamachy stały się prawie codziennością? Traktowane jak wypadki samochodowe, czy rzadsze autokarowe czy samolotowe? Czy ludzie sami zaczęli je tak traktować? Hm. Tak czy inaczej teoria genialna w swojej trafności. Straszne to jest.

  • Michał Mikina

    Zamachami zacznę się przejmować jak będą zdarzać się w Polsce. Z cywilizacją śmierci nie dzieje się nic nowego – po prostu umiera. Nie wypada jej w tym przeszkadzać.

  • Anna

    Serbowie mowia ” daleko od domu – daleko od serca” i cos w tym jest. To nie jest „nasza” tragedia a orientacja seksualna nie ma tu zadnego wplywu

  • karroryfer

    Temat ciekawy – ale to NIE jest największa tragedia. W USA takie coś powtarza się co kilka lat. Jeśli na USiaków nie działa to ( skoro wybierają ciągle ten sam szit nie ważne czy „demokratyczny” ) to dlaczego mamy my się przejmować ICH problemem ?
    Mi tam zwisa ( no prawie ) czy to był bar gejowski czy koło gospodyń „wiejskich”. Oni mają taką fantazję aby sprzedawać broń każdemu – i cóż taka tradycja.
    Tylko nie piszcie że to przez powszechny dostęp do broni – to nie ona jest problemem. Tak jak nie jest problemem samochodu że prowadzi go 18 latek na haju albo 80 latek z cukrzycą

    • > Tylko nie piszcie że to przez powszechny dostęp do broni – to nie ona
      jest problemem. Tak jak nie jest problemem samochodu że prowadzi go 18
      latek na haju albo 80 latek z cukrzycą

      A tym, którzy mają inne zdanie, proponuję zapoznanie się z tym artykułem autorstwa Gary’ego Klecka:

      http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S004723521400107X

      Badania naukowe, w przeciwieństwie do badań naukawych, pokazują, że more guns nie powoduje more crime.

  • Każdego dnia giną ludzie. W różnych sytuacjach. Obserwuję, nie opłakuję. Już mi nawet zarzucano, że jestem zimna i nieczuła, ale gdybym miała się przejmować całym złem tego świata i wszystkimi tragediami innych ludzi, to już dawno bym siedziała w pokoju bez klamek.

  • Robert Walczak

    „najkrwawszym zamachu w historii USA” – wydaje mi się, że zamachy 11 września były bardziej krwawe?

  • Aknika

    Nie przypominam sobie żeby w europejskich mediach zbytnio rozwodzono się nad zamachami w Stanach (oprócz 9.11bo to był 1szy). Działa tu efekt bliskości,swojskości czyli my mamy swoje zamachy a wy swoje.Gdyby w Europiebyl teraz zamach to napewno euro by zeszło na 2gi plan. Zastanawia mnie tylko fakt,że media społecznościowe, w szczególności FB nie zareagowało zrobieniem jakiejś apki czy avataru „z okazji Orlando , tak jak to było w przypadku Paryż.

  • Nie płaczemy, bo się nie boimy. Ameryka daleko i w większości nie jesteśmy gejami. Jakby strzeliło bliżej naszej granicy i naszego życia, to byśmy płakali.

  • Zamach w Orlando miał po prostu słabe socialmedia. Pewnie Kardaszjanka wrzuciła jakąś sweetfotkę pupy i kózki za tym poleciały jak w dym. Nie doszukiwałbym się głębszych sensów i szkoda czasu na złożone analizy.