Nie ma czegoś takiego jak odbijanie partnerów czy rozbijanie związków | JasonHunt

Nie ma czegoś takiego jak odbijanie partnerów czy rozbijanie związków

Co zrobić, gdy podoba nam się osoba mając już partnera?  Olać czy zdobyć? A co zrobić z osobą, która to nam chce odbić partnera? Olać czy dać po pysku?

W obu przypadkach odpowiedź jest taka sama: nasze szczęście jest najważniejsze.
A to z kolei oznacza, że nie powinniśmy przejmować się uczuciami innych. Jeśli ktoś nam się podoba – bierzmy tę osobę, jakby już była nasza. Jeśli ktoś chce nam odbić partnera, pozwólmy mu na to. On jeszcze nie wie, że wyświadcza nam ogromną przysługę.


Tekst pochodzi z książki „Thorn”, którą możesz otrzymać tylko w jednym sklepie na świecie. Moim


Zawsze śmieszyło mnie określenie „odbić partnera”. Pamiętam, że kilka lat temu moja była do mnie zadzwoniła, informując, że ma nowego faceta, który mi ją „odbił”. Nie miałem serca powiedzieć jej, że jeśli nie odzywam się od paru tygodni, to znaczy, że nie żyję albo pukam inną. Nie miałem też serca powiedzieć jej, że jeśli ona faktycznie została odbita, to ja temu facetowi jestem ogromnie wdzięczny, bo odbić to można sobie piłeczkę tenisową albo niewiastę o ograniczonej zdolności korzystania z mózgu. Bo żadna, powtarzam, żadna wartościowa kobieta nie powie nigdy o sobie, że została odbita. To uwłaczałoby inteligencji każdej kobiecie.

Wartościowa kobieta powie, że świadomie odeszła do lepszego.

I w tym jest sedno dzisiejszej myśli, bo zazwyczaj cholernie boimy się, że ktoś nam odbije partnera, a jeśli to się zdarzy, nienawiść kierujemy na tego, który odważył się nam zabrać ukochaną osobę.
Kilka dni temu jedna ze znajomych powiedziała mi, że niestety nie pójdzie ze mną już na kawę, bo ma faceta. So fucking what? Zwykle nie łączę kawy z lodzikiem, więc w czym problem? „A bo on jest zazdrosny o ciebie i boi się, że mnie odbijesz”.  Nie zdziwiło mnie to. Ja od początku czułem, że jest idiotką, tylko dobrze się maskuje.

Zbiegiem okoliczności również kilka dni temu rozmawiałem ze znajomą o wspólnym wyjeździe na pewną imprezę.

– Dobra, to weź mi powiedz tylko, co ja powiem swojemu facetowi?
– Powiesz mu, że jedziesz ze mną.
– To wszystko?
– No jak chcesz, to możesz go zirytować dodając, że jestem sam i mam aktualną książeczkę zdrowia.
– On mnie nie puści.
– Bo co?
– Bo jest moim facetem i będzie się bał, że się z tobą puszczę.
– Przecież na mnie nie lecisz.
– Nie?
– Powiedz mu zatem, że jeśli cię bzyknę, to on mi za to podziękuje.
– Jak to?

Ano tak to. Koleś ewidentnie ma ograniczone zaufanie do swojej kobiety, a zarazem niskie mniemanie o swojej wartości, skoro nawet po trzech latach związku, wychodzi z założenia, że jego kobieta puści się na pierwszym lepszym wyjeździe służbowym ze mną. Głupota takiego myślenia wywodzi się z bardzo naiwnego przekonania, że tak jak okazja czyni złodzieja, tak okazja czyni zdradę.
Nie, nie czyni, jeśli nie ma ku temu powodów. Jeśli jedno z drugim jest szczęśliwe, to ona nie da mi dupy, nawet jeśli przez całą noc będę jej dożylnie aplikował pigułkę gwałtu.

A jeśli jednak da mi dupy, to czy ten facet potrzebuje lepszego dowodu na marność uczucia, jakim był darzony przez ostatnie lata? Dlaczego miałby mieć pretensje do mnie o to, że wyzwoliłem go spod ramion laski garnącej do mnie? Czy aby na pewno chciałby żyć w błogiej nieświadomości? Zabronić jej wyjazdu ze mną i wierzyć, że ten związek jest oparty na miłości?
Tak, dla niektórych życie ze złudzeniami to jedyna możliwość osiągania szczęścia, bo są zbyt słabi, aby stawić czoła rzeczywistości.
Jestem pewien, że pięknie potraficie mówić o bezinteresowności uczuć, o bezinteresownej miłości, o tym jak to dobro partnera jest dla was takie ważne.
I, cholera, jak to jest, że zazwyczaj ta piękna, czysta i bezinteresowna miłość kończy się wtedy, gdy zostaje poddana próbie?
Przeciętny człowiek nie darzy sympatią swoich byłych partnerów, a zwłaszcza tych, którzy go porzucili. Jakieś to zdziwienie zwykle wywołuję, gdy mówię, że ja ze swoimi byłymi żyję w zgodzie i cały czas mam dobry kontakt.

– A po co?
– Bo się dobrze dogadujemy.
– Ale to twoja była! Nie jesteście razem.
– Jeśli najważniejszym argumentem przeciwko zadawaniu się z byłymi jest sam fakt, że są byłymi partnerami, to nie potrzebujesz lepszego dowodu potwierdzającego,  że wasz związek był głównie oparty na seksie. No bo jak inaczej nazwać relację, która kończy się wtedy, kiedy kończy się seks?

Jeśli faktycznie zależy nam na szczęściu ludzi, których darzymy uczuciem, to wypadałoby, abyście pozwalali im być szczęśliwymi także bez was. Świadomie wybiera dla siebie to, co korzystniejsze. Wartościowi ludzie zawsze wybierają lepszych. Do siebie miej, durniu, pretensje, że nie jesteś lepszy. Wyłącznie do siebie.
Miłość jest ślepa, ale nie głupia. Ludzie, którzy od nas odchodzą skutecznie otwierają nam oczy na prawdę o sobie i o nas. O sobie, bo wiemy, że uczucia, jakimi nas darzyli, są bezwartościowe. O nas, bo odchodząc, pokazują, ile my jesteśmy dla nich warci.
Jeśli ktoś nam chce odbić partnera, pozwólmy mu na to, bo de facto nie ma czegoś takiego jak odbijanie partnerów. Nie sypiamy z planktonami. To są zawsze świadome decyzje. Prawdziwe i szczere uczucie zawsze wygra. Ktoś gorszy od nas nigdy nie odbije nam nikogo. Nieudacznik wyżej dupy nie podskoczy. A jeśli trafiamy na lepszego od siebie zawodnika, to niech bierze co chce. Im wcześniej tym lepiej.
Dlatego właśnie jeśli zostaniecie zdradzeni, nie miejcie pretensji do osoby, która posuwa waszą drugą połówkę. On otwiera wam oczy. Jeśli jest facetem, to posuwając waszą kobietę staje się gejem. To obrzydliwe spać z kobietą, która sypia też z innym facetem. Jeśli ktoś wam podkrada kobietę, a ona się temu poddaje – pozwólcie na to. Nie walczcie. Nie ma o co. To tak jakby dostać nożem w plecy i przepraszać napastnika. Honor też trzeba mieć.

To samo działa też w drugą stronę. Jeśli widzicie osobę, którą chcecie komuś zabrać, bierzcie.

Nie ma czegoś takiego jak rozbijanie związków.

Jak słyszę (najczęściej z ust kobiet), że ten a ten facet ją nie interesuje, bo jest żonaty, a ona „nie rozbija związków”, to już wiem, że oto stoi przede mną osoba niepełnosprawna umysłowo. Bo to nie ona rozbije związek. To mężczyzna go świadomie zakończy, odejdzie od żony, aby być szczęśliwszy z kolejną. Nie ma w tym nic złego, nic się nie rozbija. Po prostu jedna osoba odchodzi od drugiej. Nie skrzywdzi żony, tylko zrobi jej przysługę. Już nie będzie musiała sypiać z facetem, który skrycie wolałby inną. Znajdzie sobie takiego, dla którego będzie najważniejsza i jedyna. Koniec końców – wszyscy będą szczęśliwi.
To przecież takie proste, co nie?


Już jutro na blogu nowy tekst. Pierwszy raz przyznam się wam do „10 cech, których u siebie nie lubię”, a tymczasem możecie zdecydować, który z dawnych tekstów powinienem przywrócić.

SMS Newsletter Dodaj do kalendarza 2017-04-04 12:03:00 2017-04-04 13:00:00 Europe/Warsaw Jason Hunt - MasterClass MasterClass: Bloger - 12 LEKCJI, KTÓRE ZMIENIĄ CIĘ W PROFESJONALNEGO BLOGERA http://jasonhunt.pl/masterclass Jason Hunt mail@jasonhunt.media

Opinie uczestników

Masterclass zmobilizował mnie do stworzenia strony bloga na nowo, do systematycznej pracy, do planowania i określenia celu pisania bloga oraz pokazał blogosferę z innej strony. Dał kopa i mnóstwo inspiracji do działania. Najlepiej wydane pieniądze na szkolenie ever!

Iwona Gajo - www.project-sew.com

To szkolenie przewróciło do góry nogami całą moją wiedzę o blogowaniu. Każdy omówiony detal jest ogromnie przydatny a całość warta każdego wydanego grosza, w tym najskrytsze tajemnice i zwierzenia autora! Wszystko podane w jasny i zrozumiały sposób no i przede wszystkim z właściwym dla Tomka poczuciem humoru.

Małgorzata Gałkowska-Błądek - www.myfengstyle.com

Dużo konkretnej, ułatwiającej życie i dającej motywację wiedzy. Masterclass wciąga i pochłania, a jednocześnie (mam nadzieję!) formuje nowych, świetnych blogerów. Polecam!

Magdalena Rogala - motheratorka.pl

MasterClass Bloger? Chodź! Dowiesz się jak zarażać jednych. I jak chrzanić to, że zrazisz drugich.

Ola Malec - Kampka - www.likewedo.it

Polecamy! Masterslass Bloger to kurs dla każdego, kto potrzebuje zmian- statystyk, toku i sposobu myślenia, organizacji swojej pracy czy swojego czasu. To zupełnie inne, nowe spojrzenie na blogowanie.

Ewa Haluszak - www.rodzicewsieci.pl

Miesiąc po zakończeniu Masterclasa otrzymałam pierwszą propozycję współpracy, a moje statystyki wciąż rosną. Nie wiem jak dziękować Tomkowi za wszystkie bezcenne rady i wskazówki.

Agnieszka Trolese - www.tasteandtravel.pl

Tomek i jego Masterclass dał mi skrzydła, dzięki którym dolecę cholernie daleko. Jeśli chcesz być najlepszy, musisz się uczyć od najlepszych.

Kaja Wolnicka - moi-mili.pl

Każda lekcja przepełniona masą przykładów, wskazówek i narzędzi, które ułatwią życie każdemu blogerowi. Dodatkowo grupa wsparcia na FB, która fantastycznie motywuje do działania oraz spotkania live z Tomkiem dla wersji Premium – całość warta każdych pieniędzy.

Jolanta Rybińska - www.52weekendy.pl

MasterClass to przepis na sukces dla charyzmatycznego autora. Drżyj blogosfero, nadciąga pokolenie Huntów 3.0!

Hanka Dzielińska - hankawarszawianka.com

  • Life’s good. :) Idę szukać męża. Nie swojego.

  • Eris

    Sama również wychodzę z założenia, że nie można komuś odbić partnera, lecz sama nigdy nie brałam się za żonatych z innego powodu – żonaty mężczyzna, który szuka nowej partnerki zanim się rozstanie ze starą zawsze wydawał mi się niesamodzielnym nieudacznikiem i traciłam nim zainteresowanie :D

  • No i super. Napisz jeszcze o kradzieżach. Bo po co masz płacić. Błyskotliwość masz przecież opanowaną. Troszkę ci tylko do moralności brakuje. Etyki znaczy.

    • Brakuje mi też trochę intelektu, bo ni cholery nie mogę zrozumieć, co ma kradzież do tematu dzisiejszego tekstu?

      • Saracenowi chodziło pewnie o to, że związek, jak własność, jest święty, i ktokolwiek podnosi na niego rękę, jest zły. IMHO wystarczyło uważnie przeczytać tekst, żeby zrozumieć intencje autora, no ale…

      • Nie bardzo interesuje mnie, czego ci jeszcze brak. Niestety nie jestem na tyle pilnym czytelnikiem, by w lot wyłapywać twój styl. Pewnie moja wina. No bywa.

  • Faktycznie, nigdy nie wiedziałem po co to „chodzenie ze sobą”. Przecież można prościej i nadal przyjemnie ;)

  • Małgorzata Haase

    Stary, czytam Twoje blogi od kilku lat… Podoba mi się Twoje poczucie humoru, sarkastyczne poczucie humoru. Twój „szowinizm”, by się mogła wydawać co dla niektórych. Tym razem trochę przesadziles.. Trzeba walczyć o ludzi którzy są tego warci. Jesteś dojrzałym facetem a opisałem to trochę po szczeniacku. Pozdrawiam

    • W sensie, że jak ktoś chce od ciebie odejść to trzeba mu to uniemożliwić?
      Zaraz, zaraz… ale on nie odchodzi od ciebie, bo uważa, że jesteś jego warta. Odchodzi, bo jesteś mniej warta od tej nowej.
      Gdzie zgubiłaś zatem poczucie własnej godności, skoro twierdzisz, że o takiego faceta powinnaś walczyć?

      • Małgorzata Haase

        Tomku, przeciez zycie nie jest usłane rózami i on i ona nie żyją długo i szcześliwie, tylko napotykają na swojej drodze różne przeciwności…
        Nie mam na myśli łapania za nogawke i płakania w rękaw, kogos kto chce odejść. Miałam raczej na mysli sytuacje w której ludzie sie lekko zagubią, a w tym samym czasie znajdzie sie ktoś, kto zacznie ich adorować to drugą strone… OK, można odpuścić i życ dalej. Jednak dalej jestem przkonana, że czasem warto się zastanowić. Pozdrawiam
        p.s moje poczucie własnej wartości ma się bardzo dobrze

        • Jeśli się „zagubi” to prześpi się z inną i nigdy się do tego nie przyzna. Jeśli odejdzie – to dlatego, że ten związek jest dla niego niewiele wart. Ludzie niechętnie rezygnują z relacji, w które zainwestowali dużo czasu. Po co walczyć o bycie z kimś, kto tego nie chce?
          Z resztą – nie lubię określenia „walczyć o związek”. Przecież jeśli musisz z kimś walczyć, żeby chciał z Tobą być, to chyba nie ma o co, prawda? Miłość to nie wojna, nie zmusisz nikogo do tego, żeby chciał z Tobą być.

  • John

    Ja zazwyczaj mam na odwrót.
    Chłopaki moich koleżanek nie chcą puszczać je na imprezy kiedy idą z kimkolwiek innym niż ze mną.
    Raz wyjechałem z taką parką na działkę. Chłopak zostawił mnie i swoją dziewczynę samych na parę dni, gdyż musiał wcześniej wrócić do miasta. Porządnie mi zaufał (i słusznie, do niczego nie doszło… chyba że można uznać za „dymanie” dymanie kogoś w karty, bo w takim wypadku masakrowałem ją bezlitośnie dzień i noc)

    Teraz tak siedzę i myślę… Czy to dlatego że jestem takim zajebistym, spoko gościem czy to dlatego że jestem taki paskudny?

    • Cóż… gdybyś był Bradem Pittem, raczej by cię z nią nie zostawił, prawda?
      Ale możesz myśleć o tym w inny sposób: zostawił cię z nią, bo chciał się jej pozbyć i wierzył, że tylko ty możesz mu w tym pomóc.

  • Karol Kołodziejczak

    Odważny tekst. Zastanawiam się jak często wyświadczasz takie przysługi?

  • Ja też lubię moich byłych – wszystkich 50! 🙊

    • Dzięki, to wiele dla mnie znaczy.

  • Marcin Miko

    Zmarnowałem 5 min swojego życia. Dziękuję za przypomnienie dlaczego nie warto czytac „blogów”.

  • Zgadzam się. Człowiek to nie nerka, żeby można było go „odbić”. A związek to nie wazon, że nagle ktoś trzeci „bach” i go sam sobie(czy raczej innym) rozbija. Do tanga trzeba dwojga, do „odbijania” i „rozbijania” też. Jest jeszcze kwestia osoby, której ktoś „odbija” partnera- może i ona tego chce, i po prostu pozbywa się garba, a raczej ktoś ją od niego uwalnia.

  • Prawda. I święte oburzenie tych, o których piszesz tym bardziej to potwierdza.

  • Trudny tekst, ale niesie ze sobą wiele prawdy o tym, ile warte są ludzkie uczucia i jak bardzo do wielu z nich nie chcemy się przyznać, żyjąc w kłamstwie, a potem obwiniając inne osoby za swoje własne błędy. Dzięki Tomku!

    Pozdrawiam,

    Magda

  • Joanna Nieradko

    Czytam i nie wierzę, że taki ciemnogród panuje. Czy związek (małżeński lub inny) to niewola jakaś? O pozwolenie wyjścia na kawę (lub sok) to gówniarz może się rodziców pytać, a nie dojrzała osoba partnera (męża). Ludzie są jacyś dziwni :)

  • randkiswatki

    Głupio się przyznać,ale trafiłam na twojego bloga praktycznie przez przypadek. Jestem początkującą blogerką (dokładnie od kwietnia ) i o Twoim istnieniu nie miałam bladego pojęcia.W czwartek poszukiwałam w necie książek o blogowaniu i oto jestem…Zakupiłam dwie i podobno Iwonki w piątek wysłały…Czekam na nie jak dziecko na swojego lizaka…Co do wpisu to oczywiście jest ciekawy i tematyka jest mi bardzo bliska. Bo tak się jakoś złożyło,że od trzech lat jestem swatką ,łączę samotne serducha.. Prywatnie 11 lat temu zostawiłam męża i związałam się z kawalerem -jego majstrem z pracy.(obecnie mężem numer 2)..I nikt nikogo nie odbił. Moje małżeństwo umarło śmiercią naturalną na długo przed poznaniem Andrzeja.A w trakcie związku z obecnym mężem sama bywałam na wyjazdach integracyjnych ,konferencjach i okazji nie brakowało…A wracałam do domu nienaruszona.Pozdrawiam serdecznie

  • Kornel

    Kominek bawi i uczy. Znowu. Dziękuję, bardzo wartościowy tekst.

  • Tomek, kiedys tez tak myslalam, ze jest to rozbijanie zwiazkow, dopoki sama nie znalazlam sie w trwalszym zwiazku ze swoimi dolkami i gorkami. Teraz z perspektywy lat i doswiadczenia, rozumiem, ze jedna ze stron odchodzi do kogos innego nie dlatego, ze ta druga rozbila zwiazek, ale ze najpierw w zwiazku cos sie popsulo i pojawila sie mysl, pokusa, czy potrzeba by cos zmienic, czy wymienic partnera. Pozdrawiam serdecznie Beata
    Tomek, Ty juz w kraju, czy jeszcze wygrzewasza sie w Tajlandii?