Kwestia Wałęsy - między wdzięcznością a pogardą | JasonHunt

Kwestia Wałęsy – między wdzięcznością a pogardą

Długo nie potrafiłem zająć stanowiska w tej sprawie, bo nie wiedziałem, ile jest w niej potrzeby upodlenia zasłużonego człowieka, a ile konieczności dochodzenia prawdy o nim – jakakolwiek by nie była. A im dłużej obserwuję sąd nad Wałęsą, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że ważniejszym jest, by igrzyska wciąż trwały. Pal licho, ile osób padnie ich ofiarą.

Dlaczego powinniśmy przyklaskiwać przeciwnikom Wałęsy?

Bo dążą do prawdy, a to wymaga wyzbycia się głupiego przekonania, że legendom trzeba pozwolić, by trwały wiecznie.  Dążenie do prawdy historycznej jest obowiązkiem każdego kolejnego pokolenia i jeśli teraz będziemy optować za wyciszeniem „teczek Wałęsy”, to czym się różnimy od tych, którzy przez całe dziesięciolecia skutecznie wyciszali prawdę o Katyniu, powstaniach, interwencjach wojskowych, pacyfikowaniu protestów robotników?

Dlaczego nie powinniśmy przyklaskiwać przeciwnikom Wałęsy?

Bo nie trzeba być szczególnie bacznym obserwatorem, aby pojąć, że jego przeciwnikom nie chodzi o prawdę. Chodzi o zniszczenie człowieka. Zemstę. Sam jaśnie panujący Macierewicz wcale się z tym nie kryje. On chce widzieć Wałęsę na śmietniku historii. Dla nich ta afera ma wymiar osobisty, bo oni prawdę znali od dawna, nawet jeśli nie potrafili jej udokumentować. Tak samo jak znają prawdę o Smoleńsku. Są małymi, zaplutymi, oszołomami, którzy wojują na teczki tak samo, jak wojowali ci, których przed ćwierćwieczem obalali.

Dlaczego prawda nie ma znaczenia?

Bo w dobie odsłonowych mediów „prawda” jest tak mocna, jak mocni są specjaliści od wizerunku. Wałęsa nie jest pierwszym prezydentem, którego sprowadza się do parteru. Wszyscy wiedzą, także ci, którzy dziś próbują przekłamywać historię, że gdyby Lech Kaczyński nie zginął w katastrofie lotniczej, przegrałby wybory i zostałby zapamiętany jako najgorszy prezydent III RP. Był słabym, nielubianym, nieszanowanym prezydentem. Jego też niszczono, nie zapominajmy o tym. I to od pierwszego dnia po wyborach w 2005 roku, kiedy to internet huczał od deklaracji „emigracji”, bo połowa narodu nie chciała żyć w kraju rządzonym przez Kaczyńskiego. Swoją drogą – 10 lat później też wielu deklarowało emigrację po zwycięstwie Dudy.

Wałęsa nie ma dobrych doradców od wizerunku. Od lat jest wyśmiewany i ośmieszany. Czegokolwiek nie powie, czegokolwiek nie zrobi. Takiego człowieka najprościej zniszczyć. Jest nauczony walczyć z systemem, ale walka może być skuteczna tylko wtedy, kiedy ma się żołnierzy, a dziś tłum biernie idzie za mediami, serwującymi kolejne nowinki o agenturalnej przeszłości Lecha. Politycy albo się od niego odcinają albo mu jeszcze bardziej docinają. Wałęsa ma poparcie mniejszości. Tej walki już nie wygra. Nigdy. A mogło być inaczej.

Świetnie siłę PR obrazują losy prezydentów USA.

Oni nie mieli problemów agenturalnych, za to obyczajowych aż nadmiar. Dziś pamięta się Billa Clintona, nieudolnie i tylko częściowo skutecznie broniącego się przed oskarżeniami o romanse. On bywał(już zmądrzał) takim amerykańskim Wałęsą, który na początku twierdził, że niczego nie dla SB nie podpisywał, a potem jednak przypomniał sobie, że coś podpisał, ale na nikogo nie donosił. Cóż, „Bill Clinton palił trawę, ale się nie zaciągał”, a seks oralny to przecież nie seks. Zresztą w seksualnych przygodach bił go na głowę JFK, ale o JFK nie mówi się źle. On miał prawo do romansów (i zażywania prochów, przy okazji). Nixon nigdy nie wygrzebał się z afery Watergate. Jest pamiętany jako fatalny prezydent, ale historycy mają odmienne zdanie. To był świetny polityk, którego działania w ogromnym stopniu pomogły wygrać zimną wojnę. Wycofywał żołnierzy z Wietnamu, obalił paru komunistów, ale i tak pamiętany jest jako niechlubny bohater afery podsłuchowej. W kwestii podsłuchów i inwigilacji na głowę go bije Obama, ale on nie ma się czym martwić. Ma dobrych PR-owcow, którzy potrafili przemówić masom, że wszystko, co robią – czynią dla dobra ogółu. Gorszych doradców miał Bush, który wizerunkowo stracił na wojnie z Irakiem i tu historia też nie jest do końca sprawiedliwa, bo pod tym względem o niebo „gorszym” prezydentem był L.B. Johnson, który doprowadził do eskalacji konfliktu w Wietnamie. A wcale nie lepszym od niego był Truman. Za jego kadencji zrzucono bombki na Hiroshimę i Nagasaki. Czy ktoś go dziś ustawia obok innych zbrodniarzy wojennych? A skąd. Toż to był patriota! Amerykanie nie mają traumy po dziesiątkach tysięcy zabitych Japończyków, ale cierpią straszliwie za każdym razem, gdy jakiś żołnierz wraca do domu w worku.
A skoro już przypomniałem Wietnam, to warto jednym słowiem wspomnieć o Johnie McCainie, tym samym, który niedawno wyrażał swoje zaniepokojenie sytuacją w Polsce. W Wietnamie został złapany i  w trakcie przesłuchań złamał się. Podpisał parę dziwnych dokumentów, w tym ten, w którym przyznaje się do zbrodni wojennych. I co? I dziś jest bohaterem. „Za co?” – zapytał jakiś czas temu Donald Trump. „Przecież dał się złapać i złamać! Jeśli takich ludzi nazywamy bohaterami, to kim są ci, którzy walczyli i zwyciężali?”. Ano tak się robi dobry PR. John McCain na nucie bohatera grał w kampanii prezydenckiej 8 lat temu. A i Trump jest fantastycznym przykładem sprawnie działającego marketingu. Ma na swoim koncie tak wiele gorszących i kompromitujących wypowiedzi, że wielu polityków na jego miejscu już dawno leżałoby w politycznym grobie, a on ma szanse (coraz większe), by jesienią zostać prezydentem USA. Straszy uchodźcami tak, jak dawniej politycy straszyli komunistami i tu dochodzimy do punktu stycznego z naszą historią.

W Ameryce koszono komunistów jak nigdzie indziej. Aresztowania, inwigilacje, komisje, przesłuchania i podsłuchiwania były kiedyś na porządku dziennym. Jednym z największych symboli tamtych czasów (obok Hoovera)  jest Joseph McCarthy, a

epoka jego polowań nazywana jest „makkartyzmem”.

To, co robił było złe. „Teczkami” łamano kariery i życie wielu niewinnych ludzi (polecam zapomniany film „Czarna lista Hollywood”). Dziś McCarthy jest pamiętany jako oszołom, który w dobrej wierze uczynił wiele szkód. Niemniej działania przeciwników komunizmu doprowadziły do całkowitego zahamowania ruchów komunistycznych w Stanach. Złymi sposobami osiągnięto słuszne cele.

Nasz polski „makkartyzm” reprezentowany przez prawą stronę trwa już 25 lat i nie skończy się prędko. Wałęsa nie jest ostatnią ofiarą zawistnych i zaślepionych nienawiścią ludzi. Jestem przekonany, że jeszcze wiele teczek wypłynie i wielu zostanie skrzywdzonych. Mam nadzieję, że Wałęsa przeżyje nagonkę na siebie, ale niestety raczej nie może liczyć na współczucie ze strony byłych kolegów i mediów, dla których odsłony są ważniejsze od jego zdrowia. Legenda Wałęsy nie upadnie, nie spełni się sen głupich ludzi. On będzie takim politycznym Gołotą. Całe życie gdzieś blisko szczytu, całe życie kopany, ale do końca życia – mimo wszystko – lubiany, czasami traktowany z politowaniem, czasami z szacunkiem i przez nielicznych z jawną wrogością. To jest ten typ człowieka, którego już nie da się zniszczyć, ale już na zawsze będzie miał na sobie blizny. To cena, jaką musi zapłacić za bycie Wałęsą – człowiekiem, który politycznie nie dostosował się do nowych czasów. Czasów upadających legend. On nie jest żadnym wyjątkiem. Papieżowi też się obrywa. Wałęsa, jeśli podpisał jakieś papiery 40 lat temu, nie mógł przewidzieć, że na stare lata będzie przez część społeczeństwa oceniany przez pryzmat tego błędu. Rzygać się chce na widok tych, którzy dziś niszczą życiorysy wielu osobom tylko dlatego, że w czasach komuny nie byli przeciwko komunie. Rzygać się chce na widok dziennikarzy, którzy nie pamiętają, że to komuna ich wyszkoliła i wielu z nich komuna dała szansę na rozpoczęcie kariery. Nie muszą się tego wstydzić. Żyli w takich czasach, że nie było innego wyjścia, jak kształcić się w podłym systemie, ale niech teraz nie udają, że są lepszymi ludźmi od Wałęsy, który najpierw – być może – uległ, a potem pomógł tamten system zburzyć. Bo to tak, jakby kibic na trybunach uważał się za lepszego sportowca od tego, który na boisku walczy. Nie zawsze fair play. Ale walczy!

Jestem po stronie tych, którzy szukają prawdy, ale także tych, którzy wzruszeniem ramion przyjmą wszelkie rewelacje o agenturalnej działalności Wałęsy. Donosił? W porządku. Brał pieniądze? W porządku. Odkupił swoje winy? Tak, odkupił. Po wielokroć. Czy zmienię zdanie, jeśli okaże się, że był agentem? Tak. Jeszcze bardziej zacznę go szanować, bo mam słabość do ludzi potrafiących się zmieniać. Jeśli był agentem, to czy powinien się przyznać? Nie. Jeśli był agentem, to błąd popełnił wiele lat temu. Powinien był zatrudnić kogoś, kto zrobi z niego współczesnego Konrada Wallenroda (albo chociaż konia trojańskiego) i w pięknej autobiografii opisze, jak próbował zwalczać komunę przez współpracę z nimi. Teraz już za późno. Poza tym on już nie ma miejsca na nowe blizny, a nam zaczyna brakować ludzi, których moglibyśmy określać mianem bohaterów.

  • Aż chce się napisać szach mat ujadacze!
    Napisałeś dokładnie to, co myślę o Bolek Gate.

  • >>>”Nie. Jeśli był agentem, to błąd popełnił wiele lat temu”

    Tomku, dlaczego zakładasz, że przestał nim być?
    Skąd pewność, że po ’90 roku nie był tzw. chłopcem na posyłki Kiszczaka?
    I, w końcu, skąd pewność, że teczka nie trafiła do Moskwy (to pytanie pada w filmie Brauna)?
    A jeśli tak, to skąd pewność, że nie był też tzw. chłopcem na posyłki Moskwy, kiedy był prezydentem III RP?

    Te same pytania można stawiać w przypadku innych gwiazd okrągłego stołu.

    Dziwi mnie zawsze zakładanie, że wraz z upadkiem komuny upadło wszystko, co było.
    Nasz wariant transformacji różni się od rosyjskiego, gdzie prezydentem jest były KGB, ale czy różni się aż tak bardzo?

    • Konrad Norowski

      Cóż, kiedyś przeczytałem w pewnej książce że komuniści oddali władzę za pieniądze. A później tę władzę odkupili.

    • robot88

      Sorry, ale żeby pisać to co ty piszesz (Wałęsa chłopcem na posyłki Moskwy), trzeba być naprawdę historycznym dyletantem albo zwykłym ignorantem. Poczytaj o historii najnowszej naszego kraju, sprawdź datę 17 września 1993 i kilka innych z czasów prezydentury Wałęsy, a potem jeszcze raz zastanów się nad tym, co napisałeś.

      • A co z innymi gwiazdami okrągłego stołu?
        Czy taka sytuacja jest NIEMOŻLIWA?

        Jak wygląda najnowsza historia kraju, jeśli spojrzymy na nią pod kątek gospodarki, z naciskiem na sektor paliwowo-energetyczny?

      • Michał Mikina

        To prawda, wyprowadzenie wojsk radzieckich z Polski to sukces prezydentury Wałęsy ale forsował on też koncepcje NATO-bis i EWG-bis, co już stanowiłoby argument dla zwolenników tezy o działaniu TW Bolka na rzecz Moskwy.

      • Interpretacja historii zależy od tego, kto jest odpowiedzialny za pisanie książek o historii. To oczywiste, że ludzie się buntują, kiedy okazuje się, że to, czego się dowiedzieli przez ostatnia lata z lekcji historii może nie być prawdą. Ludzie się buntują, gdy ich bohaterowie okazują się nie być nieskazitelni.

        • robot88

          Bo część ludzi jest niestety bezkrytyczna i – to chyba jeszcze gorsze – bezrefleksyjna. Bohaterowie również mają swoje wady, o wadach Wałęsy wiemy od lat (także o okresie współpracy). Jeśli dla kogoś bohater = nieskazitelność, to niech szuka dalej.

          • „Każdy z nas nosi dwie sakwy: jedną z przodu, drugą z tyłu. Do tej z
            przodu składamy błędy innych, do tej z tyłu – nasze własne błędy i
            dlatego ich nie widzimy.” /Ezop/

          • No wybacz, ale tu nie chodzi o nieskazitelność, ani o to, by komuś wytykać błędy, tylko o bardzo poważne oskarżenia, które kładą podwaliny na wszystko, co wiemy i myślimy. No ale cóż, jak są osoby, które piszą, że może i był agentem, może i brał za to pieniądze, ale co mnie to dziś obchodzi, bo w końcu to bohater narodowy…Nikogo nie bronię, ani nie potępiam, gdyż mam świadomość tego, że to, co wiem ja i wiedzą inni ludzie jest tylko namiastką, kroplą w morzu. Tylko ignorant może powiedzieć: wiem wszystko, prawda jest jedna, gdyż ocena prawdy wynika nie tylko z naszej wiedzy, ale też odczuć i przekonań, które łącząc się tworzą niesamowitą mieszankę przysłaniającą nam zdrowy rozsądek.

  • Tlev

    Tekst jak zawsze w punkt, ale czy na pewno chciałeś napisać „Ma dobrych PR-owcow, którzy potrafili przemówić masom, że wszystko, co robią – czynią dla dobra ogółu”? przemówić masom?

    • Oczywiście. Bo czymże jest społeczeństwo? Masą. Wielką, ochydną masą, która myśli tak jak powiedzą media. Tomek bardzo trafnie posłużył się tym słowem.

      • Tlev

        Osobiście nie spotkałem się ze związkiem wyrazowym „przemówić masom”. Wmówić (komu? masom), owszem, ale przemówić? To wzbudziło moje zainteresowanie.
        Oczywiście zawsze można jeszcze przemówić masą (mięśniową) :)

        • Nie dostrzegam niczego nieprawidłowego w związku wyrazowym „przemówić masom”. Czepiasz się, byle coś napisać. ;)

          • Tlev

            Komentarze są po to, żeby komentować. Zadałem pytanie o rzecz, która mnie zainteresowała. Twój komentarz nie wnosi nic do tematu oprócz subiektywnych odczuć, a mnie obchodzi odpowiedź merytoryczna, przykład użycia w innym tekście, lub też wyciąg ze słownika. Czepiasz się mnie, byle coś napisać. ;)

          • Nie, po prostu denerwuje mnie takie bezsensowne i nic nie wnoszące czepianie sie pojedynczych słówek lub zwrotów – i dałam temu wyraz. Teraz zamiast nad tekstem pozastanawiajmy się, czy aby przecinki i kropki są w odpowiednich miejscach!

          • Tlev

            Tekst skomentowałem — że jest w punkt. Zadałem pytanie o interesujący mnie fragment — czy bezsensownie, skoro ma zaspokoić moją ciekawość? Zauważ, że nie napisałem, że tekst jest źle napisany, czy że Tomek nie umie pisać i tak dalej. Natomiast co do drugiej części twojego komentarza — to dobry pomysł, ponieważ jesteśmy na blogu, czytamy teksty, a interpunkcja, i to, jak skonstruowany jest tekst, jak najbardziej wpływa na jego odbiór. Tomek odniósł się do komentarzy na FB bodajże o nieścisłościach co do wojsk w Wietnamie. Dlaczego nie miałby się odnieść do tego?

  • Michał Mikina

    Wałęsa nie jest jak Gołota. Gołota nie donosił za pieniądze na kolegów z pracy. Właściwie w samym stwierdzeniu „Lech Wałęsa donosił za pieniądze na kolegów z pracy” zawiera się ocena moralna tego działania, chyba, że w międzyczasie donosicielstwo stało się czymś pozytywnym. Oczywiście młody jestem i nie żyłem w tamtych czasach więc nie wiem jakie były realia. To prawda, nie wiem też jakie były realia w 1939 r i w następnych sześciu latach a jednak czuję podskórnie, że Hitler był złym człowiekiem. Nigdy nie byłem też „w butach” Wałęsy podobnie jak obce są mi doświadczenia Mariusza Trynkiewicza a jednak nie wzbraniam się przed moralną oceną pedofila, gwałciciela i mordercy. Czemu w przypadku donosiciela miałbym się powstrzymywać? Bo to symbol? Che Guevara też jest symbolem dla wielu ludzi. Dla mnie zbrodniarzem i zwierzęcym homofobem, o czym już często się zapomina. Franco też jest symbolem – dla jednych reżimu, dla innych walki z zarazą komunizmu.
    Zgadzam się, że o tym jak dany polityk zostanie zapamiętany decyduje jego osobowość i sztab PR za nim stojący. Wałęsa jest zwykłym gamoniem, który nawet teraz o ludziach, na których donosił mówi, że nic nie znaczyli a „donos trzeba sobie zasłużyć”. To on niszczy swoją legendę i usuwa się na śmietnik historii.

    • robot88

      Młody jestem, nie wiem, jakie były realia, ale do tworzenia prymitywnych analogii z Hitlerem, Trynkiewiczem, nazywania innych gamoniami i oceny moralnej jestem pierwszy. Brawo! Obyś całym swoim życie dawał przykład, że są jednak na tym świecie komiksowe postaci bez wad i skazy.

      • Michał Mikina

        Będę się starał. Na razie podam trzy: Witold Pilecki, Irena Sendlerowa i Danuta Siedzikówna. To moi bohaterowie a Wałesa jest gamoniem, który nawet nie potrafi powiedzieć przepraszam ludziom, którym niszczył życie. Jeśli Tobie sprawia trudność ocena moralna donosiciela, który nie widzi do dzisiaj nic złego w swoim postępowaniu, to brawo! Obyś całym swoim życiem dawał przykład, że wspinanie się na szczyt po trupach jest czymś godnym naśladowania.

        • robot88

          Nie sprawia mi żadnej trudności. Jeśli dokumenty okażą się autentyczne, to dobrze, że ujrzały światło dzienne. Trudność sprawia mi zrozumienie dumnych i wyniosłych osób, które nie potrafią ważyć czynów i uważają, że błędy popełnione w życiu na zawsze przekreślają człowieka. Prawda to jedno, a małostkowość i brak zrozumienia to drugie. Nie uważam, że Wałęsa jest „gamoniem”, tak samo błędy wyborów nie przekreślają dla mnie takich ludzi, jak Szymborska, Iwaszkiewicz, Kapuściński, Miodek.

          • Michał Mikina

            Między nie przekreśeniem kogoś a robieniem z niego bohatera jest spora różnica. Używam słowa „gamoń” na określenie Wałęsy nie dlatego, że donosił ale dlatego, że swoimi wypowiedziami i postępowaniem na takie określenie według mnie zasłużył. Jego dzisiejsze tłumaczenia są raz nieporadne, raz obrzydliwe a każde następne przeczy poprzedniemu. OK, mogę zrozumieć, że tak się zachowuje człowiek jakoś tam zaszczuty ale taka postawa jest typowa dla Wałęsy od zawsze. Co zrobił ze swoim dorobkiem jako ikona walki o demokrację i laureat Nagrodu Nobla? Jeździł po świecie, udzielał jakichś lekcji i wywiadów, by wygrzewać się w słońcu Florydy czy innego RPA. Czy kiedykolwiek po transformacji stał po stronie ludzi krzywdzonych przez system? Nie przypominam sobie, po prostu odcinał kupony od sławy, zbudowanej w dużej mierze na kłamstwach i niedomówieniach. Brzydzi mnie to. A komuna upadłaby i tak, z Wałęsą czy bez niego. W Solidarności działało wielu wybitnych i odważnych ludzi.

          • robot88

            No dobra, kończę już, bo mamy zupełnie inne poczucie bohaterstwa. Na jego miejscu na stare lata też bym chciał się wygrzewać w słońcu Florydy, ale ja pewnie dziwny jestem.

            PS: Irena Sendlerowa szmat czasu była zadeklarowaną komunistką i przez 21 lat należała do PZPR.

          • Michał Mikina

            Widzisz, a mimo tej niewątpliwej skazy jest dla mnie bohaterką. Dlatego, że nie tylko wykazała się wielkim heroizmem w czasach wojny ale także po jej zakończeniu poświęciła się pomocy innym.
            PS Była też przesłuchiwana po wojnie przez UB i dotkliwie pobita. Może jakiś „bohater”, który miał swoje powody by tak zrobić, na nią doniósł.

        • Co do tej oceny moralnej, to chciałoby się polecieć Frasyniukiem, ale napiszę tylko, że warto pamiętać, iż dając sobie do niej prawo (nie bacząc na to, czy mamy pełną wiedzę), jednocześnie dajemy innym prawo, żeby takiej samej ocenie poddawali nas. Osobiście uważam, że warto to z tyłu głowy mieć, zanim się rzuci epitetem.

          • Michał Mikina

            Prawo do oceny moralnej ma każdy i zawsze. Donosicielstwo zawsze jest czymś wstrętnym ale przeprosiny osób, których się skrzywdziło, mogą ta ocenę zmienić. Wałęsa jednak nie tylko nie przeprasza ale najzwyczajniej w świecie rżnie głupa.

        • qulqa

          Błogosławieni, którzy doznali przywileju późnego urodzenia.
          Nie byli stawiani w sytuacji ‚podpiszesz, albo wyrzucimy cię z pracy i nie będziesz miał co jeść. Ty i twoje dzieci’.
          Nie byli zastraszani przez bezpiekę i w latach 70-tych nie mający oparcia w nikim. KOR i adwokaci, broniący pro bono robotników Radomia to czasy po 76-tym.

          A jednocześnie ci sami ludzie tak gorliwie się wypowiadają, takie łatki natychmiast przypinają, jakby sami żyli w tamtych czasach i byli niezłomni. Gratuluję rewelacyjnej samooceny.

          Mam 55 lat, działałam w Solidarności i gucio mnie obchodzi, czy Wałęsa kiedykolwiek coś podpisał czy nie podpisał. A wiesz dlaczego? Bo swoim późniejszym działaniem całkowicie odkupił wszelkie podpisy, jeżeli jakiekolwiek były.
          Solidarność nie przetrwałaby bez Wałęsy. W tym czasie potrzebny był człowiek – symbol, nieugięty, a przez całe lata 80-te on niósl to brzemię.

          Dlatego jeśli ktokolwiek ma dyskutować o agenturalności Wałęsy, to ludzie, którzy żyli w tamtych czasach i którzy świetnie znają tamte realia. Miałam szczęście, bo nikt mnie nie namawiał do współpracy, nikt mnie nie szantażował, nikt nie groził wywaleniem ze studiów czy z pracy. Mogę nosić głowę do góry. Ale kto wie, jak postąpiłabym, gdyby ubecja uwzięła się na mnie i zastosowała swoje metody.

          ‚Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono’ – Szymborska.

          Nie zostałeś poddany żadnej próbie, więc proszę o odrobinę pokory wobec historii i jej bohaterów.

  • Konrad Norowski

    A ja się zastanawiam ile z tej empatii jest w Tobie bo sam wyszedłeś na ludzi, mimo że jak sam mówiłeś kiedyś należałeś do – sens zachowany, treść nie – brudnej wulgarnej młodzieży której prorokowano brak przyszłości.

  • Pionierka

    Nie trzeba być niczyim przeciwnikiem, żeby być zwolennikiem prawdy. A prawdziwi bohaterowie nie potrzebują lukru.

  • Johnson miał wybór, jednak nie chciał przyznać się do błędu i pozostać w pamięci jako „prezydent tchórz”, co fajnie wyjaśnił w jednej ze swoich książek E. Aronson.
    Trochę głupio jest kopać naszego rodaka, który jako jeden z nielicznych Polaków, obok Lewandowskiego, jest znany na świecie wśród „zwykłych ludzi”. Trochę głupio jest zakłamywać historię i przeczyć oczywistościom.

  • Nawet jeśli donosił, nawet jeśli coś tam podpisał i jeszcze brał kasę – mało mnie to dzisiaj interesuje. Ważne jest to, co zrobił później. Prezydent Wałęsa, co by o nim nie mówić, jako jeden z nielicznych polskich polityków zrobił dla tego kraju dużo. Zdobył szacunek na świecie, którym cieszy się do dzisiaj. Nie nam oceniać teraz jego postawę. Nie nam osądzać i rzucać kamieniami, bo tak naprawdę mamy małą wiedzę o tym, jak to było. Jeśli nasza historia ma mieć na swoich kartach ludzi legendy, to wolę, żeby był to Lech Wałęsa, a nie mały człowiek ze swoją świtą, który nic wielkiego zrobić nie może i nie umie, a chce być zaliczany do grona wielkich. Legendy nie buduje się przez niszczenie innych. Tych, którzy nie mogą albo nie umieją się obronić, bo nie stoi za nimi sztab ludzi z grubą kasą, za którą można kupić opinię publiczną.

    • Myślę, że jakby doniósł na Ciebie i zniszczył Ci tym samym w jakiś sposób życie, to by Cię zaczęło interesować.

      • Ale nie doniósł. Na Ciebie, sądząc po młodym wieku też. Nie chcę się wdawać w dyskusję na temat L.Wałęsy, bo przez 5 lat studiów przerobiłam ich dziesiątki. I miałam okazję rozmawiać z różnymi ludźmi, z każdej strony sceny politycznej, którzy wspólnie z Wałęsą lub przeciwko niemu działali. Swoje zdanie mam i szanuję też zdanie innych, jednak nie próbuję go zmieniać i przekonywać do swoich racji.

        P.S. Tomek, dobry tekst! Nie wiem, jak mogłam wcześniej o tym nie wspomnieć :-)

        • Ale nie zamierzam zmieniać Twojego zdania. Próbuję Ci tylko uświadomić, że Twoja retoryka jest co najmniej nieetyczna. Idą Twoim tokiem rozumowania możemy uznać za bohatera pedofila, który w jednym domu dziecka zgwałcił połowę znajdujących się w nim dzieci, ale za to drugi dom dziecka wsparł dużą kwotą pieniężną. I wtedy też powiesz „I co z tego? Mnie nie zgwałcił. Ciebie, sądząc po starszym wieku, też nie”? No sorry, ale przeraża mnie taka retoryka.

          • qulqa

            Porównanie nietrafione.
            Można porównać z pedofilem, który w jednym domu dziecka molestował (bez gwałtu) jedno dziecko, a z drugiego domu dziecka wyniósł wszystkich z pożaru i uratował życie, sam narażając się wielokrotnie na śmierć, doznając dotkliwych poparzeń i ledwo wychodząc z tego z życiem.

            Jak takie coś ocenisz?

          • Moim zdaniem Twoje jest nietrafione i złe proporcje, ale załóżmy, że je przyjmujemy. Więc oceniam to tak – dostaje pochwały i odznaczenia za uratowanie wszystkich z pożaru, co już się stało, ale musi ponieść konsekwencje molestowania niszcząc dziecku psychikę do końca życia, co jeszcze spełnione nie zostało.

    • Skoro mamy małą wiedzę o tym, jak to rzeczywiście było, to mamy też małą wiedzę o tym, czy uznawać go za bohatera czy jednak wcale nie.

  • Robert Walczak

    Bardzo dobry tekst!

  • Podoba mi się tekst, podoba mi się argumentacja i przytoczenie amerykańskich prezydentów. Zrobienie kroku w tym, by spojrzeć na sprawę z odpowiedniego dystansu zazwyczaj pozwala dostrzec więcej. Ogólnie piąteczka!

    • Och, najpierw tekst Jasona, a potem komentarz Gosiarelli. Jaka miła przepowiednia na wieczór <3

  • Tomek, Tomek. Twoje teksty o relacjach niespecjalnie mnie ruszają. Ale w rozgryzaniu polityki jesteś naprawdę dobry. Spokój i całkowity brak niepotrzebnych emocji. I to, co czyni tekst wartościowym – spojrzenie na sprawę z dystansu, odniesienie do znanych nam już przykładów z historii i psychologii. Tak lubię. Masz mnie.

  • Bardzo mi się podoba Twoje spokojne podejście do tego typu tematów. Widać nutkę, albo nawet dużą nutę wykształcenia politologicznego i zwyczajnej znajomości świata :)

  • Amen! A te całe teczki i Bolki to i tak medialna zasłona dymna dla milionów przyznawanych ojcu dyrektorowi.

    • Agrufo

      Proszę zapoznać się z wyrokiem Sądu a może i całą sprawą (przegrany proces z rządem RP) a potem pisać o milionach :)

  • Agrufo

    Z reguły nie dyskutuję z indywidualnymi opiniami, które zależne są od zebranych informacji na dany temat i ich źródeł ale fakt, iż Twój blog czyta wielu, szczególnie młodych ludzi, sprawia, że chcę zwrócić uwagę na kilka kwestii – a są one niezbędne w zrozumieniu tematu.

    Współpraca z esbecją była różnie oceniana, w zależności od punktu siedzenia, jednak Lech Wałęsa swoje największe błędy i przewiny odnotował już po ’89 roku – wcale nie za czasów działalności jako TW. I o ile ktoś może litować się nad nim tłumacząc decyzję donoszenia młodym wiekiem, głupotą czy strachem przed służbami, powinien jasno zająć stanowisko w kwestii jego, nazwijmy to zgodnie z prawdą – dorosłych, suwerennych WYBORÓW z lat 90-tych.

    W swoim tekście wspominasz ludzi, którzy ukrywali prawdę o Katyniu, powstaniach, interwencjach wojskowych…prawdę o agenturalnej działalności L. Wałęsy, przez całe dziesięciolecia, ukrywał sam były prezydent Wałęsa oraz przewodniczący klubów partyjnych i posłowie, na czele z opozycją z czasów rządu Olszewskiego – oni wszyscy, od człowieka, którego dziś nazywasz oszołomem (propaganda działa!) otrzymali listę 64 nazwisk TW a wśród nich byli: szef doradców ówczesnego premiera, dwóch konstytucyjnych ministrów oraz 6 wiceministrów), kilkunastu posłów i senatorów (niemal ze wszystkich klubów sejmowych). A. Macierewicz wywołał tym reakcję samego prezydenta, który wysłał do PAP depeszę z wyjaśnieniem i przeprosinami za współpracę z SB ale za chwilę – kiedy dostał obietnicę realnego obalenia rządu, przy pomocy szefów prawie wszystkich klubów opozycyjnych – wycofał się, zmienił zdanie i treść informacji a następnie, już po obaleniu rządu Olszewskiego, zdecydował się zaprzeczać wszystkiemu. Ci, którzy otrzymali te informacje, byli zobowiązani do zachowania tajemnicy ale umówmy się – nikt im nie kazał kłamać, zaprzeczać, że Wałęsa agentem nigdy nie był.

    Winą A. Macierewicza było wtedy to, że nie podał tych informacji do opinii publicznej, umożliwił jedynie skontaktowanie się byłych agentów i zawarcie „paktu”. Informacje te zostały zatrzymane w sejmie (zauważyć trzeba jak szybko awansowali niektórzy politycy i dziennikarze obecni w sejmie w czasie ujawnienia przez niego tej listy) i wyciszane przez dziesięciolecia a nawet zakłamywane w razie potrzeby. Kłamali prosto w oczy ale kłamstwo to nic, w stosunku do tego, co zrobili z majątkiem państwowym i całą gospodarką… Wracając do „gry teczkami” – teczki, których nie wyciągnął z rękawa żaden oszołom a przytargała pod pachą żona honorowego zbrodniarza komunistycznego są jedynie pretekstem do zastanowienia się nad nasza historią najnowszą a postać L. Wałęsy przykładem „demokratycznego” polityka III RP. Ja nie dziwię się Macierewiczowi, że z satysfakcją podchodzi do dzisiejszych wiadomości – gdyby mi ktoś wykręcił taki numer a następnie oczerniał przez kolejnych 20 lat w strachu i nadziei, że już nigdy nie będę miała możliwości przedstawienia prawdy (dostępu do akt) też czułabym prywatną satysfakcję, że prawda wyszła na jaw. Jednocześnie nie zauważyłam żeby urządzał igrzyska – a prześledziłam jego wszystkie aktualne wystąpienia i wypowiedzi. Nie widzę też pastwienia się nad Wałęsą ale jedynie odpowiedzi na pytania, np. wczoraj wieczorem w TV A.Macierewicz długo próbował unikać odpowiedzi na pytania o Wałęsę, prosił żeby nie musiał mówić co myśli o tej sprawie (dla niego to nie nowina) ale w końcu udało się dziennikarzowi wydusić jedno zdanie. I to jedno, według mnie, tak neutralne jak to możliwe, zdanie jest wałkowane w mediach, nagłówkach..

    Naprawdę nie rozumiem dlaczego uznano, że tacy ludzie jak on powinni pełnić najwyższe stanowiska w naszym kraju, przecież nikt nie zatrudnia złodzieja do pracy w banku ani pedofila do pracy w przedszkolu. Nikt nie zmuszał agentów do robienia kariery w polityce. I nie rozumiem też dlaczego jego życie i nazwisko jest ważniejsze od tych, których skrzywdzili – on i wszyscy, którzy ukrywali prawdę.

  • Akapit o prezydentach USA — szacun! Sam bym lepiej nie napisał!

  • Z czysto medialnego punktu widzenia: o Wałęsie historia nie zapomni pewnie nigdy. O Macierewiczu… no cóż.

    • Michał Mikina

      O Vidkunie Quislingu też historia pamięta.

  • kuzu_kuzu

    rozsypie się pomnik historii zbudowany na fundamencie kłamstwa. Nie byłoby dzisiejszej sprawy, a przynajmniej nie w takim wymiarze gdyby wiele lat temu LW opowiedział jak było w rzeczywistości.

    • Tylko jeśli założymy, że kiedykolwiek kłamał.

      • kuzu_kuzu

        Znana jest wycofana depesza PAP Lecha Wałęsy z 04.06.1992 r.
        „Aresztowano mnie wiele razy. Za pierwszym razem, w grudniu 1970 roku, podpisałem 3 lub 4 dokumenty. Podpisałbym prawdopodobnie wtedy wszystko, oprócz zgody na zdradę Boga i Ojczyzny, by wyjść i móc walczyć. Nigdy mnie nie złamano i nigdy nie zdradziłem ideałów ani kolegów”.
        Mogło to być zwyczajne przyznanie się ale równie dobrze mogła to być ucieczka „do przodu” wynikająca z wiedzy o niewygodnych materiałach.
        Poza tym szkoda mi LW, bo to co teraz się dzieje to publiczny, medialny lincz na jego osobie.

        • qulqa

          Ta depesza jest powszechnie znana, sam czytałam ją w 1992 roku w gazetach.
          I każdy, kto żył w tamtych czasach, mógl ją przeczytać.
          Nic nowego.
          Każdy, kto miał do czynienia z ubecją, musiał podpisać jakieś papiery. Nie zapomnij, że w 1970 roku nie było żadnej informacji dla robotników, jak mają się zachowywać na przesłuchaniach, nie było żadnej pomocy prawnej.

  • Każdy gdzieś należał …popełnił jakiś błąd czy nieuprzejmość a nawet świństwo. ale warto przykładać odpowiednią miarę do czynów i zasług. Lech ma swoje miejsce w historii i nikt/nic mu tego nie odbierze !

  • Daria

    Brakuje nam ludzi, których moglibyśmy określać mianem bohaterów przez czarno białe myślenie. Nie potrafimy rozmawiać o bohaterach. Kiedy kogoś określamy tym mianem zabieramy mu ludzkie cechy. Jest albo biały- nieskazitelny albo czarny… Ci, którzy oceniają Wałęsę już teraz (mimo nieprzeprowadzonych jeszcze badań) i tak dumnie mówią o sobie, że nigdy by niczego nie podpisali, nie pamiętają o tym, że każdy bohater ma swoje życie prywatne, intymne, rodzinne, wady i zalety. Nie pamiętają, że to też tylko człowiek. A Wałęsa to nie profesor a zwykły chłopak ze wsi, który znalazł się w takim a nie innym miejscu w historii. Wówczas młody, nieukształtowany, dopiero co założył rodzinę. Nie czytał książek o tym jak walczyć z komuną, robił wszystko intuicyjnie. Wstyd mi za Polaków, którzy weryfikują prawdę szybciej od grafologów. Wstyd mi za prezydenta, który tak lekko, w urlopowym nastroju, prezentuje swoją opinię i straszy innymi teczkami. Wałęsa to historia, cokolwiek wyciagną, to historia.

  • Mam bardzo podobne zdanie, odkąd wypłynęła informacja o teczkach na Wałęsę z „szafy Kiszczaka”. Moją główną myślą jest – przecież to były zupełnie inne czasy! Wielu musiało coś podpisać i na kogoś donosić, dlaczego rozliczają Wałęsę z tego ludzie, którzy w takiej sytuacji nie byli lub zachowaliby się tak samo?
    Mój dziadek był milicjantem i pacyfikował kopalnię Wujek, a jedyne, co go uchroniło po upadku komuny to to, że nie pobrał broni z magazynu. Ale z pałą poszedł. Mam go za to zlinczować? Teoretycznie – mógł odmówić. Praktycznie – nie wiem, nie było mnie wtedy na świecie, skąd mam wiedzieć czy by go nie ukarano za niesubordynację? Przecież „albo jesteś z nami, albo przeciwko nam”.

    • Michał Mikina

      Kornel Morawiecki był w podobnej sytuacji – nie doniósł. Wielu innych działaczy „S” także nie donosiło mimo, że byli w identycznej sytuacji jak Wałęsa. Nikt nie musiał donosić a ci, którzy donosili bardzo często mówili o tym ludziom, z którymi się zadawali i usuwali w cień żeby nie wiedzieć, co robią ich koledzy. Wałęsa donosił, brał za to pieniądze i nigdy nikogo nie przeprosił.

      • No i fajnie, że nie donosili, chwała im za to. Ja jestem daleka od wybielania Wałęsy, ale nie mam zamiaru w żaden sposób go oceniać moralnie. Nie żyłam w tamtych czasach, być może ja też bym donosiła. Jak każdy. Nie wiesz jak się zachowasz w niektórych sytuacjach, dopóki sam nie staniesz przed takim wyborem. Szafowanie tekstami: „ja bym tak nie zrobił!”, gdy nie było się zmuszonym do podejmowania takich decyzji, jest dla mnie dziecinne. Ludzie, którzy by się nie złamali, to jednostki. W większości jesteśmy tchórzami. Dlatego ja Wałęsy nie linczuję i odradzam to innym.

        • Kalash_Nikov

          Pełna zgoda z tym co napisałaś. I właśnie dlatego nadal nazywanie go bohaterem, kiedy istnieje grupa nielicznych ludzi naprawdę zasługujących na to miano (np. te „jednostki, które sie nie złamały”, o których napisałaś) jest śmieszne.

          • Ja nie uważam Wałęsy za bohatera, bo on dla mnie zawsze był marionetką w rękach Solidarności.

        • Michał Mikina

          Nigdzie nie napisałem, że ja na pewno bym tak nie zrobił. Lincz na Wałęsie bierze się głównie z tego, że mimo dowodów, on się wszystkiego wypiera a ludziom, którym narobił problemów, ma do powiedzenia tylko tyle, że nic nie znalczyli wtedy i nic nie znaczą dziś.

          • A ja nigdzie nie napisałam, że tak uważasz. Ja wychodzę z założenia – ma prawo się bronić. Gdyby zaprzeczał do końca życia, to lincz też by mu się nie należał. To jest zwykłe, ludzkie tchórzostwo i ja nic do tego nie mam. W sądzie też można kłamać w swojej obronie. A myślę, że Wałęsa się nie przyznaje, bo nawet gdyby się przyznał i przeprosił, dalej byłby publicznym wrogiem. Bardzo lubimy gnoić ludzi, gdy okazuje się, że są tylko ludźmi, choć wcześniej trzymaliśmy ich na piedestale (nie Ty czy ja, ale społeczeństwo).

  • Problem w tym, że Wałęsa mógł rozliczyć aparatczyków, wytknąć ich palcem i zostać bohaterem, ale zamiast tego poukrywał wszystko, a teraz te brudy będą wypadały z różnych szaf. Sam sobie ten los zgotował.

  • mrlipsky

    Prawie się zgadzam. Pominął Pan jednak zupełnie wątek możliwych manipulacji i szantażów taką teczką. Trzeba pamiętać, że samo donoszenie, szczególnie w tamtym okresie można by Wałęsie wybaczyć. Nie można mu jednak wybaczyć ukrycia tych czarnych kart własnej historii. Szczególnie mając na względzie to w jakie skandale była barwna jego prezydentura, czy ogólnie scena polityczna lat 90′

  • marcin

    Nie odkupil swoich win, nie okazal sie Konradem Walenrodem ktory mimo zbratania z wrogiem pograzył go. Zamiast pic z komunistami wodke powinien zrobic z nimi porzadek. Niestety Walesa udowodnil z kim gra wiele razy: m.in blokujac projekt rzadu Olszewskiego w przeprowadzeniu dekomunizacji, gdyby tak zrobil mysle ze teraz nie mialo by wiekszego znaczenia czy donosil czy nie, tamten system mogl zniszczyc kazdego a jego po prostu kupil. Naduzyciem jest porównanie go do Kuklinskiego ,ktory bedac trybem systemu znalazl sposob na zburzenie go. Walesa takiej odwagi nie mial. Prosze autora tego artykulu o to aby nie broczył w naiwności i okazal wieksze zainteresowanie wiedza polityczno-historyczna, dzialalnoscią sluźb i wywiadow.

  • Sprawa „Bolka” to tylko fragment większej całości – mitu okrągłego stołu i III RP. Mit ten z każdym kolejnym dokumentem się wali. Dzisiejsze spory i podziały społeczeństwa to nie spór PiS + Radio Maryja vs „żydokomuna, agenci i zdrajcy” tylko spór pomiędzy tymi, co na okrągłym stole się uwłaszczyli i tymi co siedzą po 10h dziennie w biedronce za 1800zł i tymi, którzy nawet jeśli coś osiągnęli to przez nieuwagę wspomnianych wcześniej „agentów, służb i innych masonów”. Słowem – jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Nasze pieniądze.

    • qulqa

      Widzisz, jestem absotutną zwolenniczką, fanką, wielbicielką Okrągłego Stołu, choć na niczym się nie uwłaszczyłam. Nie siedzę na kasie w Biedronce, ale normalnie pracuję i nic nigdy od państwa nie dostałam.
      A dlaczego jestem fanką?
      Bo mam 55 lat i dokładnie pamiętam tamte czasy.
      Okrągły Stół był przeogromną nadzieją Polaków. Prawie wszystkich. Jedyni, którym on nie pasował, to Polska Walcząca, środowisko Gwiazdy (choć z zastrzeżeniami) i KPN (co nie przeszkodziło później Moczulskiemu kandydować w wyborach i wejść do Sejmu).
      Gucio mnie obchodzi, czy ktoś się uwłaszczył czy nie uwłaszczył. Zdobyliśmy władzę bez jednego wystrzału i żyjemy w wolnym kraju. Nikt nie wiedział, co będzie, nikt nie przechodził przez to – byliśmy pionierami. Oczywiście, można było to i owo zrobić lepiej – ale tak można mówić z perspektywy czasu. To był nieprawdopodobny splot przypadków, że ZSRR wypuścił nas ze swych objęć, że wyszły wojska radzieckie – popatrz, co się teraz dzieje na wschodzie.
      Powtaram po raz kolejny – łatwo krytykować, będąc późno urodzonym i nie żyjąc w tamtych czasach.

  • A niby miala byc gruba kreska. To byl dobry pomysl. Ale politycy zyja na innej planecie niz zwykli ludzie. Maja swoje porachunki do uregulowania, i nic ich nie obchodzi, ze zwykly czlowiek ma do uregulowania zwykle codzienne rachunki i chcialby, by politycy zajeli sie czyms co prowadzi do czegos konstruktywnego. Takie rozdrapywanie przeszlosci po latach do niczego nie prowadzi. Ale odwraca uwage na prawde waznych spraw. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Valthard van der Sand

    Walesa dyskredytuje sie sam. Reszta to tylko PRowe wzmacnianie jego wlasnych nieudolnosci. W koncu spin-doktorzy to lebscy goscie po doktoratach a Walesa – wiemy jaki jest.
    Co do oceny jego postaci – problemem nie jest to co robil w latach ’70 jako mlody czlowiek, bo odkupil to w latach ’80 i mozna mu wiele wybaczyc. Problemem jest jego zachowanie po roku 89, gdzie wszytskie elementy grubej kreski, picia wodki z dawnym establishmentem i klepanie sie po plecach bylo na porzadku dziennym.
    Na transformacji wyszlismy lepiej niz Ukraina, Bialorus i Rosja, ale gorzej niz Czechy….

  • Prawda jest dobra, ale nie wtedy gdy ujawniana ze złych pobudek czyli zemsty i chęci zniszczenia „przeciwnika”. Prawda MA znaczenie, ale tylko wtedy, gdy trafia na dobry grunt, to znaczy dociera do człowieka, któremu jedno wydarzenie nie przesłoni pozostałych faktów i który jest w stanie zauważyć, że ten jeden szczegół nie ma takiej wagi jak pozostałe zasługi tego człowieka.

  • kosaq12

    To że Wałęsa był agentem to dawno udowodnili bardzo mądrzy ludzie. Co musiałoby się jeszcze stać, co trzeba jeszcze odkryć, aby ludzie uwierzyli? O wiele bardziej interesujące jest inne pytanie. Jak jego agentura miała wpływ na późniejszą karierę i dokonywane przez niego decyzje?. Chcesz poznać moje spojrzenie na świat ? Zapraszam na mój blog ;) http://poradnikniepoprawnegomyslenia.blogspot.com

  • Dzięki, że napisałeś wreszcie coś dla mnie. Takiego spojrzenia było mi trzeba.

  • Daniel Kalinowski

    Niestety stek bzdur. Donosicielstwo i sprzedawanie towarzyszy z Solidarności za pieniądze to jedno. Realizowanie planu niby-dekomunizacji w Polsce po 89′ gdzie tak na prawdę działał na rzecz byłego aparatu władzy to drugie. Był jedynie narzędziem przy zmianie szyldu PZPR. Pozbycie się Olszewskiego, premiera, który jako pierwszy i jedyny do dziś chciał zmienić coś w Polsce na rzecz obywateli było tego dobitnym przykładem.
    Liczę, że dalej idąca myśl Twojego wpisu Tomku: „jestem za a nawet sprzeciw” jest pod publikę żeby poziom czytelników nie spadł niż czystym przekonaniem.
    Gość albo ma jaja i się przyznaje albo kręci jak to ma miejsce. Na szacunek trzeba pracować ciężko i długoterminowo. Stracić go można w ciągu chwili i właśnie go traci przez swoją butność i zarozumialstwo.

  • Sophie

    Chcialam tylko odniesc sie krotko do dyskusji: moze takie ‚uspienie czujnosci’ wladz przez rzekome donoszenie (zalozmy teoretycznie, ze tak bylo) bylo jedynym sposobem, zeby dojsc tak daleko na drodze do demokracji? Moze mylenie wroga, niszczenie od srodka, bylo taktyka – i to skuteczna taktyka? Wowczas wierzono, ze zastraszaniem, biciem, inwigilowaniem, troska o rodzine, mozna czlowieka zlamac. No to – byc moze – pozwolono im dalej w to wierzyc, przymykajac tym samym oczy wladzy. Moze osoby, na ktore doniesiono, faktycznie sobie na to zasluzyly – nie z rezimowego punktu widzenia, tylko tego Solidarnosciowego? To byla wojna, wojna nie toczy sie tylko i wylacznie na froncie, taktyka to nie tylko i wylacznie sposob ustawienia zolnierzy. Wojna nie jest prowadzona tylko i wylacznie przez dyplomatow, Wojna prowadzona jest tez przez ludzi prostych (to nie jest slowo o negatywnym zabarwieniu), a ci ludzie kieruja sie honorem. Honor rozne ma oblicza.
    Ja nie pozwole sobie na zatarcie tego wrazenia. Polska po wojnie zostala przelicytowana. Najwieksi polscy patrioci zostali zamordowani po wojnie w pierwszej kolejnosci i nawet nie mozna bylo na glos ich czcic. Walka Polakow przez te wszystkie lata byla niewyrownana i wielka odwaga bylo sie temu przeciwstawic, bo szanse byly male. Moze niekoniecznie wysublimowanymi metodami, moze czasami poswiecajac cos lub kogos. Moze tak, a moze nie .
    Ale jedno wiemy na pewno. Wiemy, ze Lech Walesa – czegokolwiek by w tych teczkach nie bylo – poswiecil sam siebie, niejednokrotnie stawiajac na szali swoje zdrowie i zycie. A oceniaja go nierzadko ci, ktorzy wowczas stali po drugiej stronie barykady, ktorych potem nikt z tego nie rozliczyl.

  • Pietia

    Nie mam żadnej wątpliwości, że w tym wszystkim chodzi o „zgnojenie” Wałęsy. Poza tym chodziło jeszcze o zachowanie stołka szefa IPN-u, który zobaczył, że tzw. „dobra, zmiana” wymiata wszystkich funkcjonariuszy poprzedniej władzy z PO i PSL-u.