Komu te parawany przeszkadzają, co? | JasonHunt

Komu te parawany przeszkadzają, co?

Chyba najbardziej tanim pismakom, siedzącym na dupie w klimatyzowanych redakcjach. 500 kilometrów od morza.

Parawaning był zawsze. Nie wymyślono ich niedawno po to, by kogoś wkurzyć. Wymyślono natomiast problem, bo ten problem nie istniał, dopóki jakiś mierny dziennikarz nie pomyślał, że to przecież jest sprawa, którą warto opisać i skrytykować. I za nim poszła reszta, a ciemny lud z jakiegoś powodu przyklasnął idei wyśmiewania parawaniarzy.
Ale tak na zdrowy rozsądek – komu przeszkadza parawan? Może tym, którzy polskie morze znają ze zdjęć? Może tym, którzy nie wiedzą, że nad naszym polskim morzem strasznie piździ i bez parawanu co chwilę wyjmujesz piasek z zębów?

Jestem kołobrzeżaninem i każdego roku obserwuję jak do mojego miasta zjeżdża się stonka turystyczna. Można stonce wiele zarzucić, ale nigdy nie wpadłem na pomysł, by czepiać się parawanów. Zajmują miejsce na plaży? Kilkaset kilometrów wybrzeża to pewnie dla wielu osób zbyt mało.
Ludzie się odgradzają? Ich święte prawo. Taka już nasza ludzka natura. Kiedy wsiadamy do samolotu, chcemy, aby nikt się do nas nie dosiadł. Kiedy jedziemy pociągiem w przedziale, modlimy się, by nikt się nie dosiadł. No nie jest tak? Lubimy się odgradzać, nie przepadamy za obcymi, a już na pewno nie chcielibyśmy, aby biegające po plaży dzieci sypały nam piasek na nowiutkiego smartfonika.

Co jeszcze złego robią? Piasku przecież nie niszczą. A kiedy patrzę na plaże pełne parawanów widzę na na nich kolorowe barwy. Plaża wygląda piękniej dzięki nim.
Co złego jest w tym, że parawanami „zajmuje się” swój teren? Na zaludnionych plażach i tak zawsze jest problem z wolnym miejscem. Jak byłem mały to się jeździło za miasto, na plaże nieznane turystom. W egzotycznych krajach zwyczaj zajmowania leżaka położeniem na nim swojego ręcznika jest praktykowany we wszystkich hotelach. Od najgorszych po luksusowe. Turyści zawsze znaczyli swój teren. Nie widzę w tym problemu.

parawan

Kiedyś modniejsze były wiklinowe kosze. Ach, ile się w nich dziewczyn wieczorami podrywało, ile wódy wypiło. I też nikomu nie przeszkadzały, a były gorsze od parawanów, bo zastawiały całą plażę i rzucały cień. Jak widać wciąż są dosyć popularne i jakoś nikt ich nie chce usuwać. I dobrze.

Dziennikarze syfią plaże

Media czepiają się parawaniarzy, że zasyfiają plaże, zapominając o tym, co same robią. Pamiętam dobrze, że nikt i nic tak nie rozpierniczało plaży jak wielkie namioty i sceny budowane przez telewizje śniadaniowe (TVN, TVP, radia). Nie wiem jak w innych miastach, ale w Kołobrzegu zawsze rozstawiali się na najbardziej zaludnionej plaży (obok molo). Nie zajmowali paru metrów, ale całą plażę – od chodnika po brzeg morza. Robili koncerty, zabawy dla dzieci, wywiady, autografy i inne gówna. I mieli kompletnie w dupie wszystkich innych. Dziś ci sami dziennikarze mają pretensje, że sobie Janek Kowalski buduje parawan.
To pisałem ja. Człowiek znad morza, który nigdy w życiu nie miał parawanu.
Musiałem jakoś odreagować koniec wakacji. Za parę dni znowu do budy. Ale gnój.

Komu te parawany przeszkadzają, co?
Oceń ten post

Nie przegap i dodaj sobie przypomnienie
SMS Newsletter Dodaj do kalendarza 2017-11-21 12:00:00 2017-11-21 13:00:00 Europe/Warsaw Jason Hunt - MasterClass Bloger MasterClass: Bloger - 12 LEKCJI, KTÓRE ZMIENIĄ CIĘ W PROFESJONALNEGO BLOGERA http://jasonhunt.pl/masterclass Jason Hunt mail@jasonhunt.media

Nie przegap i dodaj sobie przypomnienie
Newsletter Dodaj do kalendarza 2018-03-05 12:00:00 2018-03-05 13:00:00 Europe/Warsaw Jason Hunt - MasterClass Bloger & Biznes MasterClass: Bloger & Biznes - 12 LEKCJI, KTÓRE NAUCZĄ CIĘ ZARABIANIA NA BLOGU http://jasonhunt.pl/masterclass-biznes Jason Hunt mail@jasonhunt.media

  • J0Di

    No wkurwiają mnie i tyle, nie przez nagonke tylko przez to, że nie pasują mi nigdy wizualnie no i nie lubie między nimi krążyć zbytnio

    • Jest tylko jedno rozwiązanie tego problemu. Trzeba działać zgodnie z maksymą:

      „Je*bać biedę — najlepiej własnym helikopterem”.

      Czyli w tym konkretnym przypadku: kup sobie własną plażę, a najlepiej własną wyspę. Tam nikt ani nic nie będzie „nie pasowało wizualnie”. Bo jeśli tak, to jeb z dzidy.

      • J0Di

        Ale ja nie twierdzę, że przeszkadzają mi na tyle żeby przestać chodzić na plaże/kupić własną. Przeszkadzają mi tak jak przeszkadza mucha w pokoju. Wkurwia bo wkurwia ale nie wyprowadzę się przez nią, po prostu jest.

        • A co, jeśli w pokoju zagości chmara much? ;)

          • J0Di

            Mam troche zwierząt, przyzwyczaiłem się tak jak do „zwierząt” na plaży

          • Krótko, celnie, dowcipnie.
            Pojazd niby nie rzuca się w oczy, ale szpileczka wbita mocno i precyzyjnie (jak igiełki w filmie „Kiss of the dragon).
            Takie komenty lubię :)
            Szacun!

  • Wojtek Żuchowski

    Oczywiście, „parawaning” jako taki to nic nowego ani złego, ale wydawało mi się, że w całym tym szumie chodzi o to, że 1) parawany nie służą już wyłącznie do ochrony przed wiatrem, ale właśnie do grodzenia się ze wszystkich stron, na ile tylko starczy materiału, co prowadzi do tego, że 2) ludzie zajmują w ten sposób nieporównanie więcej miejsca niż normalnie, a w rezultacie 3) miejscami nie ma jak przejść, nawet suchą stopą, bo niektórzy wchodzą aż na mokre.

    Wystarczy wyszukać w Google Images „parawaning”. Czy to jest normalne?

    I tak jak kiedyś właściwie nie było grodzonych osiedli (sam obecnie mieszkam na takim, ale dla mnie to trochę obciach i w ogóle Trzeci Świat), tak parawany większość ustawiała w roli ochrony przed wiatrem. I coś się pod tym względem w ostatnich latach zmieniło, tak samo jak proporcje grodzonych osiedli do niegrodzonych w nowym budownictwie. Teraz grodzi się już nawet wielka płyta…

    Swoją drogą, poszukanie miejsca dalej nie zawsze jest rozwiązaniem, bo dalej raczej nie będzie plaży strzeżonej. Zresztą jestem przekonany, że znaczna część tych, którzy o świcie rozkładają parawany przy głównym wejściu na plażę, żeby wrócić kilka godzin później, strzeżonej plaży wcale nie potrzebuje.

    Przyznaję, sytuację znam z opisów i zdjęć. Gdzieś tak od ćwierć wieku unikam takich skupisk w sezonie jak ognia.

    • >>>”Czy to jest normalne?”
      A co JEST NORMALNE?
      Niech zgadnę, Twoje normy? ;)

      >>>”i w ogóle Trzeci Świat”
      Serio?! Od kiedy w Trzecim Świecie budują getta? Z czego, z trzciny?

      • Wojtek Żuchowski

        >> A co JEST NORMALNE?

        Na pewno nie to:

        http://gazetaostrowska.pl/wp-content/uploads/2015/08/januszeplazy_.jpg

        Cała ta nagonka wzięła się właśnie z takich zachowań, nie z użycia parawanów jako takich, bo te były od zawsze.

        >>>”i w ogóle Trzeci Świat”
        >>Serio?! Od kiedy w Trzecim Świecie budują getta? Z czego, z trzciny?

        Czy jeśli napiszę, że nie czuję się na siłach, by odpowiedzieć na to pytanie, każesz mi wyczyścić klawisze, żeby lżej się wciskały?

        • >>>”Cała ta nagonka wzięła się właśnie z takich zachowań”…

          To nieprawda. Nagonka bierze się ZAWSZE, ALE TO ZAWSZE z ust (piór czy klawiatur) „naganiających”.

          Ponawiam pytanie: dlaczego to jest nienormalne? Oraz: co jest normalne?

          I dodatkowe: czy „prywatyzacja dóbr narodowych” (tu: kawałek pięknej plaży) może dziwić, gdy dzień w dzień widzimy takie właśnie standardy czy to w skali lokalnej, czy to centralnej (patrz: HGW oraz „dobra zmiana”, obsadzająca stołki stare oraz nowe, właśnie stworzone)?

          Bo mi się wydaje, że właśnie takie podejście, jak na tym zdjęciu — aby więcej dla siebie — jest normą :)

  • Paweł Kowalski

    Myślę, że problem nie polega na tym, że parawany istnieją, ale raczej przez to, że ludzie zajmują nimi znacznie więcej miejsca niż wypada tworząc z parawanów małe dworki. Media pełnią tu funkcję wychowawczą mówiąc „parawanuj” tyle ile musisz, a nie tyle na ile pozwala ilość parawanów, przecież plaża jest wspólna a przy korzystaniu ze wspólnych rzeczy wypada robić to z rozsądkiem i szczyptą dobrego smaku.

    • >>>”a przy korzystaniu ze wspólnych rzeczy wypada robić to z rozsądkiem i szczyptą dobrego smaku”

      A nie lepiej z grubej rury, jak politycy?
      Jak „prywatyzować” kasę podatnika to tylko na grubą skalę, bo po co się rozdrabniać?

      Popatrz, że jak już „sprywatyzujesz”, ile trzeba, to dzięki kasie stajesz się człowiekiem elit, czyli „dobry smak” masz w pakiecie :)

  • Ha, już rok temu popełniłam u siebie na blogu wpis o nagonce na parawany. Jestem parawaniarą i dobrze mi z tym. I nikomu nic do tego
    http://www.any-blog.pl/2015/08/dont-panic-bez-paniki.html

  • Nigdy nie korzystałam z parawanów, ale rozumiem ideę, która stoi za parawaningiem. Rozumiem też ludzi, którzy z tych parawanów robią ogródki działkowe. Jakby się nie odgrodzili, to pozostali plażowicze właziliby im na głowy, albo sypali piaskiem po oczach.
    A wszystkich tych, którzy się czepiają, że ktoś zrobił sobie wybieg dla dziecka z parawanu – naprawdę wolelibyście, żeby to dziecko skakało po Waszych głowach tylko dlatego, że ich rodzice chcą zachować jakieś „normy” społeczne? Serio? To ja już wolę pójść boso na plażę, w samym kostiumie i kiecce, skitrać rzeczy za jakimś kamulcem i popływać chwilę w morzu, a potem zawinąć się z powrotem tam, gdzie ludzi mniej. Albo przespacerować się brzegiem morza.
    No ale nie dla mnie całodniowy plażing i smażing, może to dlatego :)

    • Wiktor Budzinski

      Bo ten plażing i smażing to dla bab. Bylem w Jantarze, no to caly czas spędzilem na ławeczce miedzy sosnami, czytając ksiązki o powstaniach sląskich z biblioteki sanatorium. Czas od czasu chodzilem do baru za szklaneczką ginu. Miło to wspominam. Jakie jeszcze parawany?

  • Z tym parawaningiem to jest tak, że i tak i nie. Owszem telefon dobrze uchronić, wolałabym też opalić się bez pasków i bez udziału osób trzecich, co zresztą na plaży nie dla naturystów uważam za całkiem sensowne podejście, dziecko w parawanowym ogrodzeniu łatwiej ogarnąć. No są argumenty za. Przeciw pewnie też jest sporo. Bo teren, bo slalom do wody, bo ciężko o miejsce, ale bez parawanu rozłożysz ręcznik obok jakiegoś piwkującego gościa, gdy przychodzisz z dziećmi? Pewnie nie. No i kolejny problem, bo piwkuje. A za parawanem ni widać i święty spokój. U nas jest gadanie na parasole. Ale nie znam tubylca, co by bez parasola na plażę pojechał. Nie da się. Biedny turyści, co warunków nie znają i wybierają się bez parasola kończą poparzeni na wynajmowanych leżakach pod płatnymi parasolami. Co kraj to obyczaj, a gadać trzeba.

  • Wreszcie jakiś głos mądrości i rozsądku.

  • Najgorsze jest to, że ludzie często mają pretensję do innych, którym po prostu się chciało coś zrobić. Ludzie mają pretensję, do innych, którzy mieli chęć i motywację, zrobić coś co my sami chcieli byśmy zrobić, ale nam się dupy ruszyć nie chce. Weźmy taki parawan. Trzeba przecież go rozstawić, ale żeby go rozstawić trzeba go przynieść ze sobą. Trzeba o tym pamiętać, a jeszcze wcześniej go kupić. Tyle zachodu, a przecież można przyjść i położyć się plackiem, wykonując tylko niezbędne czynności do życia. Ludzie przyzwyczaili się do klepania minimum, a kiedy ktoś robi coś więcej, zaczyna się nagonka. Ocenianie innych, bo im się chciało. Zobaczcie, że podobnie jest z parkingami, kiedy zaczyna się narzekanie, że wszystkie są zajęte. Narzekanie na brak miejsca na plaży, bo ktoś parawany sobie porozkładał. Ale z drugiej strony, często wystarczy po prostu przyjść wcześniej. Podobnie z miejscami, kiedy robimy to co cały tłum, musimy zmagać się z takimi problemami. Przecież ludzie, otaczają się dużymi parawanami, musieli przyjść odpowiednio wcześnie, aby mieć takie miejsce. Wykonali coś ponad „program”, ale nam przecież należy się wszystko po równo.

    Wszyscy przecież są równi i nie ma Polski B. Wszyscy powinni zarabiać po równo, nasze dzieci powinny chodzić do szkół z równym poziomem nauczania, powinniśmy tworzyć równie szczęśliwe związki co inni, a także mieć zapewnione miejsce na plaży o odpowiedniej wielkości. Przecież wszystko to się nam należy, bez względu na to, czy postaraliśmy się trochę bardziej, czy tylko klepiemy minimum. Problem parawanów pokazuje kolejny raz, że nie lubimy ludzi, którzy chcieli by czegoś innego od życia. Choć w głębi duszy marzy nam się takie odgrodzone miejsce na plaży, nasz prywatny parawan. Ale do tej pory ani go nie kupiliśmy, a nawet jak byśmy kupili, to przecież parking jest tak daleko, że nie będziemy tego nosić. I tak zazdrościmy, zazdrościmy tym, którzy zrealizowali nasze marzenia.

    A rozumieją to doskonale wszystkie osoby, które żyją na własnych zasadach i na własny rachunek. Ile razy byliście oceniani za to, że nie pracujecie od 9 do 17 i nie macie „normalnej pracy”? To tak jak z parawanami, wiele osób chciało by mieć „własną firmę”, ale zawsze coś jest dla nich za daleko i za ciężko…

  • Tu nie chodzi o parawan sam w sobie. Tylko o „osady” 30 metrowe dla 3 osób. Sebixa, Karyny i ich dżesiki.

    • Natalie

      Właśnie tu jest problem tylko szkoda że się go uogólnia..

  • Lixen

    to uszanuj to ze gówniaki byly w zamknieciu zamiast sypac Ci piachem, rzucac piłka czy co tam jeszcze

  • Lixen
  • Lixen
  • Ja bym tam nad morzem piasek zlikwidował. Wszędzie włazi łazęga.

  • Ogolnie mam wrazenie, ze ostatnio wszystko wszystkim przeszkadza. Hot-dogi na stacjach, gówna na trawnikach, parawany, skarpety do sandałów, niesegregowane śmieci i gluten w chlebie. Wszystko się teraz takie „delikatniusie” porobiło. :/

  • Media muszą się do czegoś zawsze przyczepić. Wybierając między piaskiem, a parawaniarzami- wybrali parawaniarzy. :D