Jest jedno pytanie, którego blogerzy mi nie zadają | JasonHunt

Jest jedno pytanie, którego blogerzy mi nie zadają

A pytają o wszystko, choć gdybym zebrał do kupy wszystkie pytania, to wyszłoby, że problemy twórców sprowadzają się tylko do trzech kwestii: o czym pisać, jak mieć czytelników i jak zarabiać?

Najlepsze jest to, że mimo upływu lat, coraz większej świadomości, że bycie blogerem nie sprowadza się tylko do podrapania się po jajkach i wymyślenia tekstu o słoneczku i gwiazdkach, coraz więcej (a nie coraz mniej) ludzi jest przekonanych, że na te trzy pytania jest prosta odpowiedź.
Kiedy pytają mnie o to blogerzy, podchodzę do takich pytań z wyrozumiałością i czasami staram się rzucić im kilka podpowiedzi, bo pamiętam, że ja też zaczynałem od zera, ale kiedy dostaję maila o takiej treści:

Dzień dobry panu,
Od ponad roku prowadzę firmę xxx. Sprzedajemy on-line. Jak zaistnieć w social mediach? 

Pozdrawiam Andrzej z Krakowa

… to zastanawiam się, na jakiej planecie żyje ktoś, kto prowadzi biznes internetowy nie mając pojęcia o social mediach i komu wydaje się, że dostanie na wszystko złote rady poprzez maila.

 

Jeden temat, którego nie ma

Ale ja nie o tym mialem dziś. Przeglądałem maile od blogerów, szukając tematów, które mogę dodać do mojego szkolenia (zapisy na kolejną edycję ruszają za tydzień w poniedziałek) i uzmysłowiłem sobie, że wśród wszystkich pytań o robienie zasięgów, wycenianie się, ogarnianie social mediów brakuje tematu bycia lepszym twórcą.
Zaznaczę tutaj, że nie dotyczy to czytelników moich książek czy uczestników szkoleń, bo oni siłą rzeczy uczą się tego na lekcjach i nie muszą dopytywać.
U pozostałych osób, u tych, którzy mają ze mną styczność pierwszy raz – nie widzę pytań, o to jak lepiej pisać. Jak tworzyć treści, które będzie się przyjemniej czytało. Co robić, by na dłużej zatrzymywać uwagę odbiorców. Jakie książki przeczytać, aby wiedzieć więcej o sztuce pisania czy dziennikarstwie.
To tak jakby kierowcy najpierw chcieli umieć jeździć szybko, a dopiero później nauczyć się prawidłowej jazdy. Albo jakby zabierać się za jedzenie pizzy od brzegów. Nikt tak nie jada. Zresztą kto w ogóle jada brzegi pizzy? Są podobno tacy ludzie, ale nikt ich nie widział.

Wydaje mi się, że są

dwie przyczyny takiego stanu rzeczy.

Obie całkiem oczywiste.

Pierwsza – jeśli bloger zaczyna pisać, to robi to z przekonaniem, że umie to robić, a jeśli już ma wokół siebie odbiorców, to ewentualnych źródeł braku zarobków lub małej popularności doszukuje w nieznajomości reguł social mediów, braku kasy na reklamę, braku znajomości, itd…

Druga przyczyna – klasę autora wyznacza jego popularność.
Podobnie jest w kinematografii czy literaturze. Za najlepszych aktorów uważa się tych najbardziej znanych. Najlepszymi pisarzami są Ci, którzy najlepiej się sprzedają. Znaczy się – wśród nich szukamy tych najlepszych. Jeśli przejrzycie w sieci rankingi (zrobiłem to przed chwilą), to zobaczycie, że powtarzają się te same nazwiska: Robert de Niro, Al Pacino, Tom Hanks, Anthony Hopkins, itd… Gdyby jednak przyjrzeć się im bliżej, to przy takim de Niro trzeba byłoby uczciwie dodać, że od mniej więcej 20 lat gra te same role tylko w innych filmach. Ten sam zestaw min, gestów, spojrzeń. Ale to akurat temat na inną dyskusję. W każdym razie w blogosferze obowiązuje podobny schemat. Nowi blogerzy wzorują się na starszych blogerach, ale wyznacznikiem jakości blogera jest jego popularność, co w dzisiejszych czasach bywa złudne. Mamy dziesiątki (setki?) narzędzi do powiększania zasięgów. Także nieuczciwe. Całkiem niedawno jeden znajomy zapewniał mnie, że bez problemu może tak zrobić, abym miał np. na Instagramie stały, niewzbudzający podejrzeń przyrost fanów (za pomocą botów), które by i lajkowały i nawet komentowały moje fotki. 100 tysięcy na Instagram? Żaden problem. Jak wykryć fałszerstwo? Praktycznie niemożliwe, bo stare metody polegające na sprawdzeniu, czy nie mamy zbyt wielu obserwujących z krajów arabskich, już nie działają.
Odmówiłem, bo wolę hackować social media sprytnymi, ale uczciwymi metodami, a i w moim przypadku przyrost fanów nie ma większego znaczenia, bo w żaden sposób nie przełożyłoby to się na moje zarobki. No i nie po to założyłem tajne konto dla wyselekcjonowanej grupy ludzi, żeby walczyć o lepsze statsy.
Jakiś czas temu (nie w tym roku) pewna blogerka parentingowa w prywatnej rozmowie (dlatego nie wymienię imienia i proszę nie sugerować w komentarzach) powiedziała o sobie, że teraz ona jest królową blogosfery parentingowej (…i dlatego inne matki ją nienawidzą). Spodobało mi się to, bo zawsze miałem słabość do bezczelnych blogerów (sam przecież do takich należę), tyle że gdzieś z tyłu głowy zapaliła mi się żaróweczka z pytaniem: czy wystarczy umieć świetnie sprzedawać tekst, kupować ruch poprzez ładowanie kasy w reklamy, memy i clickbaity?
Tak, wystarczy. Jako odbiorcom może nam się to nie podobać. Jako autorzy musimy się dostosować. Robić to jeszcze lepiej i skuteczniej.

 

 

PS To mój pierwszy tekst od ponad miesiąca i drugi w ciągu 2 miesięcy. Statystycznie kolejny powinien ukazać się przed świętami. Jeśli jutro o 12:03 na blogu zobaczysz kolejny tekst, wezwij do mnie karetkę.

Jest jedno pytanie, którego blogerzy mi nie zadają
4 (79.28%) 111 głos[ów]
  • Może jest jeszcze jeden powód – żeby zadać takie pytanie trzeba przed sobą przyznać, że jest się niewystarczająco dobrym twórcą. To demotywuje do robienia czegokolwiek, zwłaszcza jeśli dotychczas nie widzi się żadnych efektów pracy (po roku pisania miałam ochotę zamknąć blog i usunąć wszystkie wpisy).

    Ponadto o tym, jak lepiej pisać, budować społeczność itp. piszesz w swoich książkach. Dla mnie zadanie takiego pytania wiązałoby się z uznaniem przez Ciebie (być może to bezpodstawna obawa), że nie przeczytałam książek wystarczająco dokładnie.

    • Jak odsyłam do swoich książek to zazwyczaj pacjent umiera, bo już nigdy więcej do mnie nie pisze. Oczywiście książek też nie kupi. Na oko to w 8/10 przypadków nie ma ludzi, którzy chcą się uczyć. Są ludzie, którzy chcą dostać rozwiązanie na tacy.

  • Gdy pracowałam w redakcji, zawsze ubolewalismy nad tym, że lepiej klika się news z dupy albo durna plejerka niż wartościowy tekst, wymagający trudu autora i skupienia czytajacego. Chcieliśmy nawet odpalić zakładkę „cycki i koty” – miałaby branie nawet na poważnym newsowym portalu. Z tą dobrą treścią zawsze jest tak, że trafia do mniejszej ilości osób, więc Ci którzy chcą mieć tylko kliki, mogą nie chcieć zaprzatac sobie treścią głowy. Wiecej osób przeczyta Fakt z tabloidowymi tytułami niż niszowy reportaż. I choc w pierwszym przypadku będzie się zgadzać ilość i kasa, to drugim można komuś pomoc albo dostać np. nagrodę im. Kapuscinskiego. Zależy komu na czym zależy i czy mu z tym na duszy dobrze. Nie każdy ma potrzebę tworzenia dobrych treści – wystarcza mu treści opłacalne. I spoko-jest target, jest zapotrzebowanie,jest impreza. Ci, którzy tworzą dobre treści, częściej maja problem z trafieniem do ludzi, a łapanie czytelnika na clickbaity może być dla nich nie do zaakceptowania,bo jedzie „Pudelkiem”. I choć może zwabi czytelnika, to takiego na chwilę, rozczarowanego treścią poważniejsza niż sugerowałby tytuł. Dzięki Bogu są miejsca w sieci, gdzie można poczytać dobre treści, które trafiają do szerszej publiczności, nawet gdy social media tną zasiegi. Ale wywazyc to wszystko i pozostać w zgodzie z sobą, to trudna sztuka.
    PS. Pisz częściej, bo tęskno ☺️

  • Może to dlatego, że wiele osób nie chce być Robertem de Niro blogosfery, tylko taką Kim Kardashian? Szybciej, prościej i z podobnym efektem finansowym. ;)

  • Jak jakiś dziennikarz ogarnie płatne warsztaty z konstrukcji tekstu dla blogerów to sam się zapiszę.

  • Żeby zadać takie pytanie trzeba mieć ambicję. Ambicję, aby niszowy tekst bez gołej dupy w tytule przeczytało tysiące osób i kilka z tych osób wysłało ci komentarz, że dziękuje za dzień, w którym trafiło na twojego bloga. I jak potem dopada cię brak weny, to sam sobie zadajesz takie pytanie sto razy dziennie. Zwykle nie zada tego pytania ktoś, kogo ambicja ogranicza się do zasięgów z memów kradzionych z netu, po to tylko, aby budować swoje staty do zaimponowania agencji, która zleci potem reklamę syropku na kaszel, ktory profesjonalnie opiszesz na swoim blogu i dostaniesz 20 lajków od tej „zaangażowanej”, napompowanej memami społeczności. Na szczęście dla wszystkich znajdzie się miejsce, blogowanie nie jest czarno-białe, kredyty same się nie spłacają, a i tak Marek Facebook nas zdziesiątkuje. 😉

  • Justyna

    Tak sobie myślę, że powodów może być multum. I chroń nas Kominku od tych, którzy uważają, że są najlepsi i nie muszą się doskonalić/uczyć. Nie ważne, czy to jest pisanie, programowanie, seks, czy robienie babeczek. Ale może nie o to tu chodzi? Zakładam wariant optymistyczny, że wszyscy piszący jednak poszukują odpowiedzi na to pytanie na własną rękę. Ale może odpowiedzi nie szukają u Ciebie…. bo i autorytetem tu nie jesteś. Tak, jestem zła, napisałam to ;).
    Choć chodzi mi o to, że o tych innych ważnych ‚bzdetach’ piszesz cały czas. Nawet tytuły Twoich książek są sugerujące. Więc pytają o to, w czym myślą, że jesteś ekspertem. Ale oczywiście nie znam całego bloga, książek, więc mogę się mylić. I oczywiście może być tak, że piszący mają inne priorytety i nie jest to doskonalenie warsztatu, tylko po prostu bycie czytanym. Tacy tez muszą istnieć. I to też nie jest złe. Ja się tylko tych doskonałych boję.

  • Jednym się udaje niedługo po opublikowaniu bloga, innym po wielu latach ciężkiej pracy. Realia nie są łatwe.

  • A wiesz, że się z tobą zgodzę. Chyba za często się godzę z twoimi przemyśleniami, ale ci o tym nie mówiłam, bo nie wiem, czy chcesz to czytać. Ale spróbuję:
    1. nie dostaniesz takiego pytania, bo bloger to master pisania. Ja nie jestem master, bo mam twoje książki, ale pisać umiem, bo skończyłam studia, gdzie się pisało i czytało (filologia) :) No i mam za to jeden wpis, który bije rekordy popularności, co mnie dziwi… I chciałabym wiedzieć, o co w nim chodzi, by sukces powtórzyć ;)
    2. nie lubię tych sprzedajnych blogerów, obserwuję kilku takich i od momentu, gdy kasa zaczyna rządzić, to wpisy jakościowo lecą na łeb na szyję, choć zasięgi rosną… Nie podoba mi się to, bo oczekuję jakości. Ja pisząc chcę pomóc czytelnikowi, a nie się sprzedać. I szukając pomocy w necie chcę znaleźć odpowiedź na pytanie, a nie kupić baterie!
    No i chyba coś jeszcze było, ale zanim tu dotarłam, to zapomniałam już co.

    • Chyba nieco zapędzasz się w swoich ocenach. Po pierwsze, co w tym złego, że bloger chce się sprzedać? Prowadzenie bloga to praca, a za pracę otrzymuje się wynagrodzenie. Normalna sprawa. Jeśli ktoś na swoim blogu zgadza się reklamować wszystko, to wyłącznie jego sprawa, bo i jego jest blog. Po drugie „wartość treści” jest pojęciem bardzo względnym. To, co jest bezwartościowe dla ciebie, dla kogoś innego może być bardzo ważne. Jeśli widzisz, że „wpisy jakościowo lecą na łeb, ale zasięgi rosną” to być może nie jesteś targetem tego bloga?

      • ok, niech sprzedaje, ale jeśli wcześniej jakość wpisów była jak nie powalająca to naprawdę jakościowo bardzo dobra, to i tego samego oczekiwałabym dalej. Czy nie można pogodzić jednego z drugim?

        • A może problem jest gdzieś indziej? Skoro, jak piszesz, czytelników przybywa mimo obniżenia poziomu; skoro bloger współpracuje z firmami; skoro Ty, w dalszym ciągu obserwujesz blog to może… Może przez Ciebie przemawia zwykła zazdrość, że ktoś zaczął zarabiać? Póki nie zarabiał, podświadomie przymykałaś oczy na niedociągnięcia, a jak zaczął zarabiać, krytycznym okiem spojrzałaś na jego pracę.

          • ok, to wróćmy do podstaw. Nie wiem, czy przybywa czytelników, bo nikt ze mną tymi statystykami się nie dzieli, nie obserwuję blogów, które już mi się nie podobają – cztery-pięć wpisów, które u mojego wcześniej obserwowanego blogera zaczynają się psuć, dyskwalifikuje go z obserwowania, czasem wystarczą mi tylko zajawki na fb, bo tutaj w polubieniach nie dam rady już porządku zrobić. Zazdrościć nie mam co, bo nie jest moim celem zarabianie na blogu (zawiła sytuacja zawodowa zniechęca mnie do tego typu działalności – skutecznie). O ile ktoś może robić fajne sponsorowane wpisy, bo przecież takie też są i takie widziałam (i bardzo dobrze, bo podziwiam ludzi, którzy z tego żyją), to jednak znaczna część blogerów utwierdza mnie w przekonaniu, że im więcej współpracy z firmami, tym mniej samego siebie.

  • Wszystko się zgadza, oprócz tego, że jestem Andrzejem nie z Krakowa, a z Warszawy.

    P.s. Zjadam brzegi pizzy.

    • Będę Ci podsyłał swoje brzegi.

  • Brzegi pizzy zjada się z oliwą, która w dobrej pizzerii zawsze stoi na stoliku… To jest pyszne. Dla samej oliwy warto spróbować… Nieuczciwi blogerzy się wybijają? A to niespodzianka w naszym kraju…

  • I oto pomysł na przekręt roku: napisz dobrą treść, taką z przekazem i nadaj jej clickbajtowy tytuł i lead, a może czytelnik się nabierze. Ani się obejrzy, a łyknie ambitny przekaz i z zaskoczenia da lajka?

    A tak poważniej… Nie doczekasz się takich pytań, bo ci, którzy są w pisaniu dobrzy, na ogół wiedzą, o co w tym chodzi. Sami wiedzą też jak udoskonalać swoje umiejętności. A ci, co im się wydaje, że to fajny pomysł na łatwy zarobek, nie zostali przez naturę wyposażeni w wystarczający poziom samokrytyki, która kazałaby im chcieć stawać się lepszymi (serio? można być jeszcze lepszym?) Zresztą… odeślę Cię do literatury fachowej: Jason Hunt, Bloger i socjal media, Warszawa 2014, s.25 „(…) Załóżmy, że nie potrafisz ładnie pisać.(…) Załóż bloga.” Wiesz, może blogosferę zalewa efekt dosłownego odbioru treści Twoich książek? Nazwijmy go „efektem Jasona Hunta” :)

  • okrutnie nie lubie nieuczciwości, już jako dziecko z tymi co mnie kantem robili, nawet podczas zwykłej gry planszowej, unikałam jak ognia. Razi mnie to, bo to co kupione jak chociażby wspomniane przez Ciebie like i tym podobne na Ig, z reguły po czasie wychodzi aby ujrzeć światło dzienne. Czy Ci co znani zachłystują się byciem celebrytą? Myślę, że Ci prawdziwi wkładają dość duzo pracy w to co robią, aby mieć na to czas i energię. Ale tak serio serio to ja nie ogarniam tego typu pytań o których tu napisałeś, czy to wychodzi z naiwności, braku myślenia, bezczelności? A może to ja tylko jestem z innej wymarłej juz epoki :)

  • Piszę sobie od 2 lat takiego zwyczajnego bloga o tematyce lifestyle i macierzyństwo. Bardzo się staram, ale odwiedza go niewiele osób. Kilka dni temu wrzuciłam tam wpis o mojej pracy i nagle w 24 h weszło na niego prawie 50 tys osób. Do dziś jestem w szoku, bo w sumie nie napisałam nic takiego. Zrobiłam to w nagłym przypływie weny. Jak widać, czasem warto pomyśleć nad tematyką.