Jeden partner, jedno uczucie, jeden związek. A jeden niech zawsze czeka w rezerwie | JasonHunt

Jeden partner, jedno uczucie, jeden związek. A jeden niech zawsze czeka w rezerwie

Często na moich spotkaniach z trudną młodzieżą z patologicznych rodzin, na które tak licznie przychodzicie, zadajecie mi pytanie: jak uchronić się przed samotnością? Jak wyjść z toksycznego związku? Ile minut gotować jajka na miękko?


Raz dobrze a raz źle.

Po wielu latach badań, których nigdy nie przeprowadzałem, bezsennych nocach i mokrych snach, dokonałem epokowego odkrycia. Jeśli chcesz być szczęśliwy i uniknąć zbędnego cierpienia, musisz sobie jak najszybciej znaleźć rezerwowego partnera.
Zauważyłem, że masa moich znajomych tkwi w chorych relacjach. Nie wszyscy brną w toksyczne związki, ale w każdym związku przychodzi taki moment krytyczny, kiedy na pytanie:

– Dobrze wam razem?

…nie słyszę odpowiedzi w rodzaju „wspaniale! kocham go! dziś robiliśmy to trzy razy, w tym raz z jego ojcem!”.

Zamiast tego padają odpowiedzi:

– Jest w porządku. Raz lepiej, raz gorzej. Jak to w związkach, c’nie?

Mhm, jak słyszę  taką odpowiedź to wiem jedno: zaczęła im się równia pochyła.

Ludzie boją się rozstawać. Uwierają ich przyzwyczajenia, wzajemne wspomnienia, plany na przyszłość, a najbardziej uwierają ich plusy, które przesłaniają minusy. Ludzie boją się przyznać samemu sobie, że ten oto wybranek serca mego to palant.
Zauważyłem jednak, że jeszcze częściej ludzie boją się rozstawać nie tyle z przyzwyczajenia, ile z obaw przed samotnością. No bo kto przytuli, kto poliże, kto da kasę i kupi kwiatka?

Ja też siedziałem na ławce rezerwowych

O ileż prostsze byłoby życie, gdyby odpowiednio wcześniej wykupywali polisę na złamane serce. Polisę w postaci rezerwowej osoby, na którą można wskoczyć szybko po nieudanym związku. Nawet jeśli taka osoba nie rekompensuje nam w pełni straty, to w dużej mierze sprawdza się i na początek wystarcza. Przy mojej regule 100 dni na miłość nie ma potrzeby stosowania rezerwowych, ale od niepamiętnych czasów miałem zasadę, że jak tylko zaczyna mi się sypać w związku, zaczynają się niedomówienia, drobne pretensje, jakieś ciche dni, automatycznie przełączałem się na aktywny proces poszukiwania rezerwy. Dopóki jest dobrze w związku, nie spojrzę na inną kobietę, ale niech mi tylko laska zaczyna robić jakieś jazdy, to nie ma zmiłuj.

Zresztą wcale nie byłem lepszy od moich byłych:

niemowienie-wszystkiego

To szczegół, że dowiedziałem się o tym jakieś dwa lata po rozstaniu, bo w sumie nie było potrzeby mi o tym mówić, ale to duży plus dla mojej byłej, bo dziewczę potrafi o siebie zadbać i nasz cudowny związek rozpoczął się od tego, że na dobrą sprawę byłem… jej rezerwowym. Żeby było zabawniej – ona wtedy też była moją rezerwową, bo akurat kończyłem długi czterodniowy związek z jakąś mariolką.

GDZIE ROSNĄ REZERWY?

Ludzie są świniami. Jednego dnia wyznają miłość, drugiego usuwają z Facebooka. Nie ma co wierzyć w dobre serce naszych partnerów i ich dozgonną miłość. Zresztą spójrzcie na tych z którymi byliście rok, dwa lata temu. Ilu z nich dziś liczy się z waszymi uczuciami? Dla ilu z nich to, co was dawniej łączyło, wciąż ma znaczenie?
Dopóki jest dobrze, trwajmy sobie w tej arkadii, ale trzeba zawsze wyczuć moment i mieć przede wszystkim odwagę samemu przed sobą przyznać, że w tym związku najlepsze to już było. Posiadanie rezerwowych nie jest ani zdradą, ani nieuczciwością, bo przecież nie obdarzamy nikogo nowym uczuciem, nie uprawiamy seksu. My po prostu zwodzimy ich, trzymamy blisko ale na dystans.
Rezerwowi mają to do siebie, że albo są brzydcy i fajni z charakteru, a przez to wiecznie samotni, albo przystojni i też fajni z charakteru, ale bzykają wszystko, co nie jest „made in china” i co płaci za siebie w knajpach.

Mężczyźni od kobiet tym się różnią, że dla nas rezerwową najczęściej jest nowopoznana laska lub nasza była, a dla kobiety pewien gatunek faceta zwany potocznie „przyjacielem”. Szerzej pisałem o tym w mojej książce, przetłumaczonej na 23 języki, której główną myślą było:

„Strzeżmy się przyjaciół naszych kobiet, albowiem przyjaciel kobiety prawie zawsze jest jej poprzednim albo następnym facetem”.

Jason Hunt „Nieznośna lekkość odbytu”, Warszawa 2005, str. 5-7.

Jakby co, to ja mam wakat na stanowisku głównej rozgrywającej i wolną ławkę rezerwowych.

 

 

PS Jest jeszcze jedna zaleta posiadania rezerwowych. Mało co tak rozsierdzi twojego byłego, jak myśl o tym, że twoje ciało już należy do innego.

  • Też mam wolną ławkę rezerwowych. Mam wysłać zdjęcie do weryfikacji, jak za starych, dobrych czasów? (Obiecuje, że starczy mi eyelinera na całą powiekę).

    A tak na serio, to posiadanie rezerwowych jest powszechne, ale – że tak powiem po cołczowemu – uniemożliwia rozliczenie się z samym sobą, które dobrze zrobić po nieudanej relacji.

  • Pionierka

    To nie są rezerwowi. To są drapieżniki. Krążą, krążą i czekają, aż mi się posypie, a ja zwykle nawet tego nie zauważam. Niektórzy nawet nie czekają, tylko uderzają bez względu na okoliczności i zanim się obejrzę to już jestem spakowana.

    • Drapieżniki? Raczej łosie tkwiące we friendzonie, za cienkie na bycie głowną gwiazdą w tym albo w innym związku.

      • Pionierka

        Nieee, to nie sa moi kumple, biorą się nie wiadomo skąd, spadają jak polujące jastrzębie. A ja biedna nawet nie wiem, że wczesniej drapieżnik krązył.

    • Balbina Gęś

      no, też tak myślę.
      to leci tak
      samotność->randki->100dni->zwiazek lekki->zwiazek wieloletni->zwiazek dekadowy
      na ostatnich etapach ryzykujemy kopem w dupe, ale uczciwie samemu przed soba byloby jednak tej lawki nie miec, bo ile mozna na niej siedziec? miesiac, pol roku ok, ale czekac dlugie lata to ani komfortowe dla jednej ani dla drugiej strony, a tylko meczy. Sama przesiedzialam w czyms takim jak lawka rezerwowych cale lata zanim weszlam i pozamiatalam, jest tylko zal ze nie dostalo sie szansy od razu, zwlaszcza gdy od poczatku wiedzialam ze to ja jestem najlepszym wyborem dla kogos, nie chcialabym znowu znalezc sie w takim stanie na lawce znowu. Niby ok ale żal zmarnowanego czasu.

      • Pionierka

        Zamiast ławki rezerwowych mam ławkę ex :)

  • Anna Warchoł

    Bądź łaskaw umieścić swoją książkę w sklepie, tą z 2005 r. ;) mój przyjaciel jest moim Meżem i skończyli mi sie rezerwowi

  • Michał Kulig

    Żenująca promocja egoizmu i hedonizmu. Piotrusie Pany i Królewienki. Lepiej wymieniać niż się wysilić i naprawiać. Pogoń za uniesieniami jak ćpuny

  • Jason, mówisz o trudnej młodzieży, która chce uchronić się przed samotnością. Wielu z nich wyrasta na ludzi odnoszących sukcesy i już nie tyle chcą się przed samotnością uchronić, co chcą ją zwalczyć, zabić. Nie chcą być dłużej samotni. Często ich sukces, miał być ochroną, tak nauczyli się funkcjonować. Jednak jak przyszedł, samotność nie zniknęła. Pogłębiła się i rozrosła jak rak. Ludzie sukces, których podziwiamy z daleka, również walczą ze swoją samotnością.

    Pytanie: czy dobrze wam razem? Jest bardzo trudne dla ludzi, którzy przyzwyczaili się do klepania minimum. W szkole, w pracy, dla przyjaciół i rodziny – zawsze tylko minimum, szybki i po łebkach. Później tworzą swoje związki, które są w porządku. Później próbują wmówić wszystkim, że raz jest lepiej, a raz gorzej. A jak nie rozumiesz, że właśnie tak jest w związku, traktują cię jak kosmitę. Człowieka, co o związkach nic nie wie. Zapewniają cię, że jak już poznasz smak związku, to na pewno się przekonasz. Przekonasz się, że „nie jest to taki miód”. Już na starcie zakładają, że jeżeli im się nie udało, to tobie też się nie uda. Klepią minimum w swoich związkach. Kupują kwiaty tylko wtedy gdy wypada. Chodzą do kina, kiedy muszą. Do restauracji zabierają tylko wtedy, gdy chcą za coś przeprosić. A później chodzą i głoszą swoje mądrości. O tym, że są samotni we własnym związku, o trudach życia. Nigdy nawet nie przyszło im do głowy, żeby zadbać o to, aby było wspaniale.

    Ławka rezerwowych może być dla niektórych solą w oku. Mówią: jak to, przecież tak nie można. Przecież to złe i nie uczciwe. I wiesz co, najczęściej mówią to właśnie tacy sfrustrowani, przedstawiciele gatunku minimum. Oni nie są w stanie zaakceptować ławki rezerwowych z jednego prostego powodu. Kiedy tylko o niej pomyślą, wiedzą, że już ktoś czeka na ich miejsce. Czują się podobnie do piłkarza, który chciałby grać dalej, a na tablicy widzi swój numer do zmiany. To proste, nie sprawdzili się w tej grze, czas na zmiany. Nie są w stanie się pogodzić z tym, że tak wygląda życie. Nie są w stanie pogodzić się z tym, że ich partnerkom lub partnerom może być z kimś lepiej.

    A może, bo na ławkach rezerwowych siedzą często dobrzy gracze. Jeszcze nie sprawdzeni w boju, jednak po wielu treningach. Osoby, które nauczyły się życia w samotności. Często wchodząc z ławki rezerwowych, dajesz z siebie wszystko. Ławka rezerwowych jest zła dla tych, co uważają, że w związku może być tylko w porządku. Ławka rezerwowych jest zagrożeniem dla tych, którzy myślą, że na boisku będą tylko za nazwisko i z przyzwyczajenia. Przyszła pora, żeby się zastanowić, czy następnym do zmiany graczem, nie jestem właśnie ja?

    • Siedzenie na ławce rezerwowych przez wieczność jest głupotą. Dobry gracz, posiedzi 1 mecz a potem powie – chce grac i zmieni zespół. Im osoba jest atrakcyjniejsza tym lepszą i dłuższą ławkę rezerwowych może utrzymać. Ci, którzy nie potrafia takiej ławki mieć – na pewno będą twierdzić, że jest to zło, w podobny sposób co kobiety, które wylewają żółć na atrakcyjne młode dziewczyny, twiedząc, że to na pewno dziwki.

      Ludzie zawsze będą dyskredytować innych, na tym polega dysonans pozawczy, muszą przekonywać samych siebie, że robią dobrze. Będą przekonywać, że ich związek jest najlepszy, że trzeba byc razem na dobre i na złe, w ich przypadku coraz częsciej na złe.

      Będą przekonywać Ciebie, że Porsche jest słabe, bo ich Skoda Octavia ma większy bagażnik…

  • Ola Rohulan

    Czytając ten wpis poczułam się trochę jak bym była jakaś stara, nietrendy i z innego świata. Mam 33 lata i od 12 lat jestem w szczęśliwym związku. Oczywiście bywało różnie ale trudno żeby było różowo przez tyle lat. Z drugiej strony jednak po przejściu kilku kryzysów nasz związek jest teraz lepszy i jesteśmy sobie bliżsi niż kiedykolwiek..
    Jeśli zawsze będziemy szukać czegoś lepszego i rezygnować z każdego nowego związku przy pierwszych problemach zamiast starać się zrozumieć istotę związku, jaką jest praca nad samym sobą, nigdy nie zaznamy spokoju i nie znajdziemy tego czego jak nam się wydaje szukamy. W każdym związku w jakimś momencie pojawią się problemy z prostego powodu że dwie różne osobowości zawsze inaczej widzą świat a poza tym wnoszą do związku swoją historię osobistą, kompleksy, niezaleczone rany, nieświaome lęki itp..
    Myślę że ludzie, którzy tego nie rozumieją wiele w życiu tracą, bo taka długoletnia więz jest czymś bezcennym, choć z drugiej strony tacy co skaczą z kwiatka na kwiatek cały czas doświadczają motyli w żołądku, czego w długoletniej relacji czasem brakuje..może też wchodząc w nowe związki uczą się o sobie nowych rzeczy za każdym razem :)

    • bartek

      Z chęcią bym z Panią kontynuował dyskusję na BlogOjciec, ale niestety autor tamtego bloga mnie zbanował, bo mój ostatni komentarz (który jako jedyny został usunięty) cieszył się zbyt dużą popularnością. Autor na maile nie odpowiada, ale je czyta, bo poprawił literówkę, którą znalazłem na jego blogu (nawet nie podziękował niewdzięcznik). Tak więc dziękuję za kulturalną rozmowę, bo miło jest podyskutować z kimś, kto używa argumentów.

      Autora tego bloga, bardzo przepraszam za wykorzystanie jego strony w formie kanału komunikacyjnego, ale nie miałem innego sposobu, aby przekazać wiadomość Pani Oli.

      Z poważaniem,
      Bartek

      • Ola Rohulan

        Hm…widocznie autor bloga ma problem z opiniami innymi niż swoje. Każdy ma swoją perspektywę i swoje zdanie i dobrze jeśli takie różnice potrafimy traktować jako szansę na kwestionowanie tego w co wierzymy i dzięki temu wzrastanie jako ludzie. Nikt z nas nie zna absolutnej prawdy na żaden temat..no ale jest to jego blog i ma prawo nim rządzić ;)
        Pozdrawiam
        Ola

  • pszepiękne, psze Pana. Szacun. Namaste! <3

  • Jestem na nie – albo jest się z kimś na całego albo wcale. Zdaję sobie sprawę z tego, że pewnie jestem wyjątkiem ale nie mogę działać wbrew sobie. Prawda wszędzie powinna się sama obronić, także w uczuciach. Tylko ten, kto postępuje w zgodzie ze sobą jest zawsze wygrany.

  • Ciekawy wpis, ja bym jeszcze dodał, że samotność lub brak partnera/partnerki nie jednokrotnie ostro godzi w nasze poczucie własnej wartości przez co nie raz wolimy być w toksycznym związku albo przeskakiwać z gałęzi na gałąź.

  • Nie wiem czy to tylko znowu prowokacyjny wpis czy nie, ale zasada jest prosta – zdradzasz – będziesz zdradzany. Dziś robisz sobie rezerwę, jutro będziesz rezerwowym. Oto cała esencja tego paradygmatu, która wynika ze strachu i nieumiejętności prawdziwego zaangażowania się się. Jeśli ktoś patrzy z tej perspektywy na związki to nigdy nie był w prawdziwym związku, albo boi się prawdziwej miłości. Tutaj jest mowa chyba o współczesnych psedo-związkach a nie związkach, albo przedstawicielach popularnej gimbazy ;)

  • Dziewucha

    Myślę, że mając rezerwowego nigdy nie jest się w stanie zaangażować w dany związek w 100%. Przy większej kłótni można powiedzieć – stop, odchodzę, bo mam do kogo. Jeśli ktoś ma takiego rezerwowego, oznacza, że i tak nie jest zadowolony ze swojego związku, więc lepiej to skończyć wcześniej.

  • Jestem Lujem

    „My po prostu zwodzimy ich, trzymamy blisko ale na dystans.”

    Jeśli pan uważa, że to jest w porządku, to życzę bycia zwodzonym przez resztę życia. Koniecznie przez kobietę na tyle cwaną, żeby pana totalnie omotała, jak tego barana (jednego z 20stu)