Dlaczego warto wchodzić w związki bez przyszłości | JasonHunt

Dlaczego warto wchodzić w związki bez przyszłości

Proste pytanie. Czy warto wchodzić w związek, który nie ma przyszłości, ryzykować ból złamanego serca, płacz do słuchawki, długie samotne noce przy tanim winie, a w skrajnych przypadkach załamanie i zgon?

Dostaję sporo maili od zagubionych duszyczek pytających ciągle o to samo.

– Mistrzu, co robić? – zwróciła się do mnie młoda kobieta na moim niedawnym tradycyjnym, bo odbywającym się już pierwszy raz, spotkaniu z katolicką młodzieżą oazową.
– Jaki masz problem, mój synu? – zapytałem, dyskretnie zatykając nos. Trochę od niej wiało.
– Bo jest chłopak, który bardzo mi się podoba. Mam ogromną ochotę na niego. Nie mogę spać, jeść, odmawiać zdrowasiek, a nogi same rozkładają się, gdy tylko o nim pomyślę. Ale to kobieciarz. Ja wiem, że się zakocham, a on mnie porzuci!
– Taka jest kolej rzeczy, mój synu.
– Ale co robić?

Otóż to.

Czy warto wchodzić w związek, który nie ma przyszłości?

Bywa przecież tak, że od samego początku wiemy, że nic z tego nie wyjdzie. Bo on jest typem podrywacza, bo ona zmienia facetów jak rękawiczki, bo coś tam. Mimo posiadanych wad, takie osoby mają w sobie coś, co nas mocno przyciąga. Czasami zbyt mocno.
Ulec czy odpuścić?

Wspominałem o tym w „Thornie” (to najlepsza książka na świecie, możesz ją kupić tylko w tym miejscu):

Tylko głupi wierzą, że jeśli coś nie ma przyszłości, to nie ma w ogóle sensu. Wartością związków nie jest ich trwanie samo w sobie, ale to, czego w nich doświadczamy.
Każdy z nas po cichu marzy o wielkiej nieszczęśliwej miłości, wyrwaniu się ze schematów i przeżyciu czegoś szalonego. W każdym z nas tli się potrzeba przeżycia pięknych uczuć, które później trzeba będzie okupić cierpieniem.

Tyle że nie zawsze sprawę trzeba stawiać na ostrzu noża. Czasami chodzi po prosto o to, że mamy na kogoś ochotę. Albo jesteśmy samotni. No co ma robić kobita, najczęściej pokopana przez życie, samotna, stęskniona męskiego ciała, a przy tym w pełni rozumiejąca swoje beznadziejne położenie? Nie każdy rodzi się by być dla kogoś „tym jedynym”. Większość z nas nosi etykietkę „ten kolejny” lub „mnie już każdy miał”.

Co ma zrobić osoba, która chce kogoś bzyknąć, a jednocześnie nie zakochać się, nie przywiązać, nie wzdychać i nie być tą pierwszą osobą, która po spotkaniu wyśle smsa?
Chce, ale się boi. Znajome, prawda? Chce, ale jak da, to będzie koniec. Więc może jednak nie dać?

Jako przedstawiciel męskiego gatunku, stojący po tej stronie barykady, po której za nikim się nie wzdycha, do nikogo nie tęskni i zazwyczaj rzuca – jestem za dawaniem.

Bzykać, bzykać, bzykać!

Zakochać się po uszy, od stóp przez hemoroidy aż po sam czubek brudu za uszami.
I cierpieć po porażce, nie bojąc się wylewać hektolitrów łez.
Bo wiecie, to jest tak, że jak ktoś mi mówi, że chce, ale się boi, to znaczy, że chce.
Nie chcę tu przekonywać nikogo tradycyjną cegłówką spadającą na głowę, ale prawdą jest, że jeśli mamy szansę przeżyć coś pięknego, po prostu przeżyjmy to. Świńska grypa nie śpi. Jutro może być za późno.

Do tego dochodzi jeszcze jeden bardzo ważny szczegół. Łatwiej jest odcierpieć swoje, gdy wiemy za czym cierpimy.
Nie decydując się na seks czy mniej wzniosłe uczucie, jakim jest miłość – ryzykujemy, że nasz niedoszły wybranek pozostanie wyidealizowany.
Wiem co mówię. Dawno, dawno temu za górami, za lasami trwałem całe wieki w tym stanie. Ona była najwspanialsza. Bo nie mogłem jej mieć. Poznałem wtedy potęgę idealizowania niedoszłych partnerów, poznałem też,  jak przeszkadza to w tworzeniu związków z innymi. Każdą porównywałem. W każdej doszukiwałem się cech tej jednej, której mieć nie mogłem. Jaki był ciąg dalszy tej historii, to znacie z „Thorna”.

Dać zgodę na wejście w związek bez przyszłości to jak otworzyć drzwi do znienawidzenia ubóstwianej osoby.
A nuż okaże się cienki w łóżku? A nuż ona ma na piersiach pieprzyka z wyrastającymi włosami? A może kończy za szybko? Albo nie lubi od tyłu? Albo ślini się, chrapie, nie myje stóp, ma twarde pięty, płacze po orgazmie, beka po jajecznicy ze szczypiorkiem?
Najprostszą drogą do pozbycia się złudzeń jest wyjście na przeciw rzeczywistości. A jeśli w praniu okaże się, że ten casanova albo ta afrodyta są jednak ideałami, o jakich nie śniło się nawet fizjologom?
No cóż. Ja tam wolę ból po rozstaniu niż to głupie i męczące uczucie niewykorzystanej szansy. Lepszy jest kopniak w tyłek od kogoś, kto wcześniej w tym tyłku był, niż oddawanie marzeniom o kimś, kogo sami ze strachu odrzuciliśmy.

  • Daga

    Witam,
    jestem tu pierwszy raz ( dziś oglądałam „Magiel Towarzyski” z
    Twoim udziałem ) mam nadzieję że „TY” nie uraziło? ( W wielu sytuacjach
    drażni mnie to „Paniowanie „) .
    Tekst dobry, szczery bez ogródek i o to chodzi – konkretnie
    Dobrego dnia życzę
    D.

  • Annie?

  • Kicia

    Cześć gdzie można przeczytać Twój tekst „Nie mów mi o konsekwencjach”, nigdzie nie mogę go znaleźć, a link nie działa?

  • Fragmenty tego tekstu zostały przeniesione do „Thorn”.

  • anna

    Kiepskie te twoje wywody, chyba twoim celem jest dobijanie tych najbardziej niedowartościowanych kobiet

  • złotowłosa

    bardzo dobrze napisane i wycisnąłeś mi łzy..ale takie dające oczyszczającą moc. Bardzo dziękuję za ten tekst.

  • Jestem podobnego zdania. Lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż całe życie zadręczać się myślami „co by było gdyby”! Ja musiałam co prawda, aż dwa razy wleźć do „tej samej rzeki” żeby odczarować ideał, ale się udało… i fajnie ( może nie na całej linii, ale się nie idę targnąć na linę z tego powodu).
    Pozdrowienia – kończę trzecią książkę.

  • Nasz związek też od samego początku nie miał przyszłości. Nawet my nie spodziewaliśmy się że się pobierzemy. A jednak.

    • Współczuję. Na pewno dacie radę. Musicie być dzielni.

      • Eh dziękuję. Postaramy się wytrwać w tej wierze… .

  • Zawsze marzyłam o tym, żeby zakochać się aż po hemoroidy, ale chyba nie jest mi to dane. Los ma dla mnie inny kierunek… nie dał mi hemoroidów.

  • Przedzięki za ten tekst prze Pana! :) :D

  • Też to zauważyłam, że niektórzy sami są najlepszym lekarstwem na to, żeby się z nich skutecznie wyleczyć – lekarstwa należy zażyć, by zadziałało…

  • „Bo wiecie, to jest tak, że jak ktoś mi mówi, że chce, ale się boi, to znaczy, że chce.”

  • Dorota Gołąbek

    Jak na katolicką młodzież oazowa przystoi-skomentuje to jedynym właściwym słowem „Amen”

  • HenRyk

    „Co ma zrobić osoba, która chce kogoś bzyknąć, a jednocześnie nie zakochać się, nie przywiązać, nie wzdychać i nie być tą pierwszą osobą, która po spotkaniu wyśle smsa?” – skorzystać z odpowiednich stron lub lokali oferujących takie „usługi seksualne”, zapłacić i mieć z głowy…no chyba, że znajdą się na świecie dwie osoby, które w relacji czysto seksualnej bez psychiki potrafią współistnieć, ale to raczej idealizowanie.

    • JusTina

      Popieram w 100%. Idealne wytłumaczenie. Seks bez uczuć… po co? Przyjemność – „usługi seksualne”. Dziękuję bardzo. :-)

  • Aleksandra J.

    Ciekawe spojrzenie ;) Takie zdecydowanie męskie… Chętnie przeczytałabym wpis o tym samym tytule ale autorstwa kobiety (bez szczególnego pierwiastka męskiego;-). Mogłaby być niezła polemika ;)

    • Pionierka

      Nie wpis, ale komentarz. Ze związkami bez przyszłości zwykle jest tak, że po prostu nie pasują do stereotypów. Bo on jest młodszy o 10 lat, albo ona o 10 cm wyższa, albo jeszcze inne bzdurne problemy. Prawda jest taka, że związek bez przyszłości to gra o wysoką stawkę. A mnie granie o niskie stawki nie interesuje. Jeden związek bez przyszłości zakończyłam z dużym hukiem, ale nie żałuję ani jednego orgazmu, ani jednego talerza rozbitego o ścianę. W kolejnym związku bez przyszłości przeżywam właśnie pełnię szczęścia.

  • Patrycja

    Pomagasz :)

  • jacek 8

    Kiedy zostaną ogłoszone wyniki o scyzoryku który nył do wygrania?

  • randkiswatki

    Ciekawy wpis i skutecznie zostałam zachęcona do zakupu książki. Obecnie czytam :Blog,Pisz,Kreuj Zarabiaj i tylko żałuję ,że dopiero teraz wpadła mi w ręce. Pozdrawiam serdecznie

  • Ciekawy artykuł :)