Czy nadajesz się do pisania bloga? | JasonHunt

Czy nadajesz się do pisania bloga?

Nazywam to testem monety. Rozejrzyj się wokół siebie i skup się na trzech przedmiotach. Przede mną są szklanka, telefon i moneta. A teraz zamknij oczy i uczciwie odpowiedz sobie, czy dałbyś radę napisać o tych trzech rzeczach ciekawą historię, na co najmniej pięćdziesiąt stron maszynopisu.

Nie?

No cóż, jeśli nie jesteś w stanie zapełnić pięćdziesięciu stron opowieścią o przedmiotach, które towarzyszą ci niemal każdego dnia od urodzenia, to nie nadajesz się do tej roboty.Na szczęście tylko teoretycznie. Zapomnij o tym teście. Wymyśliłem go wyłącznie dla mediów, aby błyskotliwie odpowiadać dziennikarzom zadającym arcyciekawe pytania w rodzaju: Jaką masz radę dla początkujących blogerów?

Załóżmy, że nie potrafisz ładnie pisać. Robisz błędy ortograficzne. Masz słabą wyobraźnię. Gdy mówisz, ziewasz, bo usypiają cię własne słowa. Załóżmy, że nie masz żadnych zainteresowań, nie czytasz książek, nie oglądasz filmów, nikt cię nie lubi, sam nikogo nie lubisz, a rodzina chętnie wysłałaby cię na inną planetę. Załóżmy, że nie masz żadnych planów na życie, egzystujesz z dnia na dzień, nie wiesz, po co żyjesz, dla kogo i za jakie grzechy.

Cóż, mam dla ciebie jedną dobrą radę. Załóż bloga. Nadajesz się do tej roboty, ale nie dlatego, że blogerzy są beznadziejni. To też, ale przecież nie przyznam tego na początku książki, bo wpędzę w depresję całą intelektualną przyszłość narodu.

Punkt odniesienia nie istnieje. Nie ma wyznacznika wskazującego, kto powinien pisać bloga, a kto nie. Owszem, w kolejnych rozdziałach dowiesz się o pewnych cechach dyskwalifikujących blogerów, może nawet uda mi się zniechęcić cię do tej roboty. Ale mocno wierzę, że mi się nie dasz. Za każdym razem, kiedy będę próbował ci wmówić, że jesteś do kitu i niczego nie osiągniesz, powtarzaj sobie w myślach, że się mylę. Muszę tak gadać, bo jestem od tego, aby jasno określać, co jest dobre, a co złe. Na tym polega rola autora poradnika. Ty zaś jesteś od tego, aby używać mózgu i mieć własne zdanie. Delikatnie sugeruję, byś jednak nie miał go zbyt często, bo wiedzy, jaką ci przekażę, nie wziąłem z sufitu i każdy rozdział jest napisany na faktach. Ale nie zaszkodzi, jeśli od czasu do czasu pomyślisz, że gadam od rzeczy. I zrobisz po swojemu.

Punkt odniesienia nie istnieje. Historia uczy nas, że artysta – przyjmijmy, że bloger też jakimś tam artystą jest – może się wybić nawet wtedy, kiedy robi coś na przekór modzie, oczekiwaniom i utartym schematom.

Leonardo da Vinci stworzył Monę Lisę. Świat się nią zachwyca. Nim też.
Andy Warhol namalował puszki z zupkami Campbella. Świat się nimi zachwycił. Nim także, choć nie tak od razu.
Orson Welles nakręcił Obywatela Kane’a, lm uznawany przez wielu za najwybitniejsze dzieło kinematografii. Choć to Titanic miał większą widownię i zgarnął więcej Oskarów.
Całe pokolenia natchnionych pisały Biblię. Większość polskich rodzin ma ją w domach. Większość nie przeczytała jej w całości.
Kilka lat temu hitem okazała się książka „Wszystko, co faceci wiedzą o kobietach”. Pusta w środku. Wszystkie kartki białe. Taki żart. Wart milion dolarów.
Czasami jest tak, że nie trzeba wielkiego talentu, aby się wybić. Nie trzeba się na nikim wzorować ani tym bardziej dostosowywać do obowiązujących norm.
Kto powiedział, że bloger kulinarny musi umieć gotować? Doskonałego bloga można stworzyć, prezentując nieudane próby przygotowania doskonałego dania. Kto powiedział, że blogerka modowa powinna znać się na modzie? Zaryzykowałbym twierdzenie, że większość z nich się nie zna. I znakomicie prosperują. Czy bloger technologiczny musi znać się na technologiach? Ależ skąd! Dlaczego nie miałby zgłębiać tego świata razem ze swoimi czytelnikami?
Daleki jestem od namawiania cię do eksperymentów. One mają relatywnie krótki okres przydatności i szybko nudzą się czytelnikom. Ale ja też zacząłem od eksperymentowania, a później – wedle uznania i potrzeb
– zmieniałem tematykę. Proponuję, abyś nie słuchał ludzi, którzy odradzają ci prowadzenie bloga. Oni się mylą. Kimkolwiek jesteś i cokolwiek potrafisz, nadajesz się do tej roboty.

No właśnie. Co ty w ogóle potrafisz?


Powyższy tekst jest pierwszym rozdziałem książki „Bloger i Social Media”, dostępnej wyłącznie na JasonHunt Store


Czy nadajesz się do pisania bloga?
Oceń ten post
  • Hubert Kurkiewicz

    Komentarz : tak, spierdoliłeś :)

  • I po przeczytaniu tekstu wiem że nie warto czytać książki :) Teraz na pewno ją przeczytam żeby dowiedzieć się dlaczego się nie nadaje do pisania bloga którego i tak będę pisać. Dobry tekst.

  • Moim skromnym zdaniem każdy nadaje się do pisania bloga. Jedyny problem w tym, że nie każdy na tym zarobi…

    • Mam podobne odczucia. Pisać każdy może, ale czy ktoś będzie to czytać i czy na tym zarobi. To już inna bajka.

  • i to by było na tyle

  • Idąc za Twoją radą z końca wpisu, będę pisała tego cholernego bloga! Mimo, że się do tego nie nadaje :P. Nie zamierzam wychodzić z tym poza hobby, więc to chyba ok.

  • Karina Bugajczyk

    bez sensu że piszesz takie dobre teksty bo teraz muszę napisać podanie do ministra finansów o wydanie stówy na książki… jak ja się wytłumaczę, że to „nie na kolejne paznokcie”

  • W sumie nie wiem jak mam się odnieść. Nie wiem czy na Pan, czy po prostu Tomku. W każdym razie nie lubiłem Pana/Twojej osoby. W Social Media START zjadłem już 2/3 treści i dalej mi mało. Książka jest TAK BARDZO w punkt i tak jakbym czytał w pewnym momentach o sobie. Nie żałuję wydanych 100 złociszy, serio.

    Zastanawiałem się czy napisać maila, bo utkwiła mi jedna formułka z książki, ale napiszę w komentarzu. Kiedyś miałem bloga, wypaliłem się, a dzięki Twojej wiedzy i doświadczeniu, a także tego czego się dowiedziałem – wiem jakie błędy popełniłem.

    Mam nadzieję, że kiedyś będę mógł ucisnąć Pana/Twoją dłoń i podziękować za to, że piszesz książki. :)

  • Bardzo szczery i profesjonalnie muszę przyznać napisany tekst. Wróciłem na bloga od kominka i nie zdawałem sobie sprawy, że to jego nowy blog. Kominek się ujawnił pierwsze pomyślałem i byłem mocno zdumiony.

    Dobra rada, którą już kiedyś słyszałem i nawet próbowałem ekhm… wprowadzić trochę ze skutkiem niepewnym i niepełnym. Gdyż raz tylko ją zastosowałem. Jak się nie ma o czym pisać – pisać o tym, że się nie ma o czym napisać. Ale tak na poważnie mówię.

    Kominek ma rację. Można pisać o wszystkim i na każdy sposób. Ciężko to jednak wprowadzić.

    Dopiero przeczytałem pierwszy artykuł i uświadomiłem sobie, że będę na tego bloga wracał. Zależy co tutaj ciekawego jeszcze znajdę. Byłem zmuszony do napisania komentarza, gdyż tekst jest mocno profesjonalny jak i blog. Z początku aż pozazdrościłem, gdyż sam od niedawna piszę bloga, kiedyś nawet miałem nieudaną próbę z kilkoma blogami i w pewnym sensie choć kominek jako osoba nieco mnie odpychał, nieco przyciągał to był dla mnie pewną inspiracją, że można pisać o wszystkim, byle szczerze.

    Widać lata praktyki.

    Dzisiaj Tomek pokazuje, że można to nawet pisać pod swoim nazwiskiem i się nie wstydzić poprzednich wpisów bo nie ma czego, no może trochę ;)
    Szczerości wstydzić się jednak nikt nie powinien.

    Prawdziwy postęp i szczerość. Gratulacje!