Czy blogi umierają? | JasonHunt

Czy blogi umierają?

To jedno z najczęstszych i najbardziej irytujących pytań, jakie dostaję, bynajmniej nie dlatego, że jest ono pozbawione sensu i blogi czeka świetlana przyszłość. Blogi, jakie znaliśmy jeszcze 10 lat temu, faktycznie umierają, czego kolejnym przykładem jest planowane na kwiecień zamknięcie platformy blox.pl.

Dla ciebie to informacja o zerowej atrakcyjności i znaczeniu, bo jak mniemam nawet nie bardzo wiesz co to jest blox.pl. To tam 14 lat temu zaczynałem na poważnie przygodę z blogowaniem. Tam się wybiłem i stamtąd uciekłem w połowie 2011 roku, aby tworzyć pod własną domeną. Dziś śmierć blox.pl mało kogo obchodzi, ale jeśli cofnęlibyśmy się o jakieś 10 lat, to byłaby to informacja na miarę zamknięcia Twittera. 10 lat temu cała blogosfera skupiona była na paru dominujących platformach. I cały czas powstawały nowe, ale nie wytrzymywały konkurencji ze strony wielkich portali internetowych i szybko padały. Dawniej onet.pl, gazeta.pl, wp.pl (i tak dalej) notowały miliony odsłon dzięki blogom. Można rzec, że trzymały władzę w takim stopniu, w jakim dziś robi to Facebook, Instagram i Youtube. Nie było cię na którejś z tych platform, to nie istniałeś, bo nie miałeś gdzie istnieć. Usenet dogorywał, fora internetowe dogorywały, Grono.net najlepsze lata miało za sobą, a FB dopiero raczkowało za oceanem. Dziś z dawnych wielkich platform ostał się tylko blogspot.com. Reszta umarła, ale byłoby przesadą twierdzić, że portale, zamykając serwisy, wyruchały blogerów. To blogerzy pierwsi zaczęli się odwracać od platform. Ci więksi przechodzili na swoje domeny, ci mniejsi chętniej pisali w serwisach społecznościowych, a portale nie tyle przespały rewolucję, co nie były w stanie skutecznie z nią walczyć.

 

Czy opłaca się prowadzić bloga?

 

Tak naprawdę to nigdy się nie opłacało, bo do 2009 roku nie było sponsorów, od 2010 roku dobrą kasę zarabiali nieliczni, a od mniej więcej 4 lat więcej złota można zarobić, mając mocne kanały w serwisach społecznościowych. Tyle że to takie blablanie, bo nikt nie zakłada bloga po to, aby egzystować w długim ogonie. Każdy chce się wybić i być wśród tych nielicznych. Tylko głupcy patrzą na swoje szanse przez pryzmat statystyk. A i samo wybicie się wciąż jest relatywnie proste do wykonania. Trochę wiedzy, trochę talentu, trochę szczęścia, przy czym „trochę wiedzy” nie oznacza, że wystarczy wiedzieć jak opublikować post, „trochę talentu” nie oznacza, że się wie, jak napisać zdanie złożone. A większości tak się wydaje i się potem dziwią, jak to jest, że innym się powiodło, a im za cholerę nic nie wychodzi. W każdym razie – jeszcze jest łatwo. Za kilka lat wybicie się bez inwestycji finansowych będzie bardzo trudne, prawdopodobnie niewykonalne.

Nie lubię pytań o umieranie blogów,

bo nie zadają ich zazwyczaj osoby zatroskane przyszłością social mediów, a raczej kombinujące, co im się opłaca prowadzić. To głupie. To jest ten sam błąd, jaki maturzyści popełniają przy wyborze studiów. W jakiej pracy będą najwyższe zarobki? To tak, jakby sportowcy decydowali się na uprawianie danej dyscypliny tylko wtedy, kiedy byłoby możliwe zdobycie złotego medalu.
Gdy zaczynałem pisanie bloga kompletnie nie opłacało się go prowadzić, bo nie tylko nie było żadnych pieniędzy, ale też wszyscy mieli blogi głęboko w dupie. Mogłem napisać sobie, że taki i owaki prezydent jest głupim chujem i nikogo to nie wzruszało. Ot ktoś se gdzieś tam coś pisze. Who cares? I wcale nie było tak, że w 2005 roku myślało się, jak to zajebiście będzie za kilka lat. Miało się taką nadzieję, owszem, ale niczym niepodpartą. Dziś można mieć nadzieję, że przyszłość influencerów jest w hełmach/okularach VR (bo jest), ale nie wydaje mi się, by ktokolwiek dziś cokolwiek robił, by się w tej przyszłości odnaleźć.

Nie mam nic przeciwko, ale też nie przepadam za początkującymi autorami, którym

obojętna jest forma twórczości,

byle tylko kasa się zgadzała. Gdybym tak myślał, od 11 lat siedziałbym (raczej – pozostałbym) na Youtube, a tymczasem wciąż całkiem skutecznie omijam ten kanał, bo jeszcze nie czuję, że chcę tam tworzyć. Zgoła inaczej jest na Instagramie, gdzie jestem codziennie i codziennie kręcę swoje tajskie pornograficzne filmiki na story. Chyba pod tym tekstem wciąż jest widget kierujący do mojego insta.
Czuję ten serwis, wiem jak tam funkcjonować, jaram się, że widzowie reagują na to, co robię. Jest fajnie.
Czy blogi opłaca się prowadzić? To bodajże mój czwarty tekst na blogu w ciągu ostatniego roku, więc chyba średnio mi się opłaca, ale nawet przez myśl mi nie przeszło, bo cokolwiek tu spalić i zaorać. Tym bardziej, że nie ma tygodnia, bym nie obiecywał sobie, że wrócę do pisania tekstów. Serio. Zawsze myślę, że zacznę od poniedziałku i tak mijają mi miesiące i lata. No może zacznę. Dziś zacząłem. Wielki powrót nudnym tekstem o blogowaniu. Dobry początek. Chuja tam zacznę.

Tak, blogi umierają.

Nic ich już nie uratuje. Świat influencerów już dawno przeniósł się do serwisów społecznościowych, ale co z tego? Potrzebujesz bloga, jeśli lubisz pisać i wkurza cię, że treść w social mediach żyje przez krótką chwilę. Potrzebujesz bloga, jeśli chcesz mieć własne miejsce w internecie. Potrzebujesz bloga, jeśli lubisz dłuższe treści. Potrzebujesz, jeśli chcesz szybciej zacząć zarabiać (a najszybciej i najwszechstronniej można wciąż dzięki blogom). Jest o wiele więcej powodów, by mieć bloga i gdybym dziś zaczynał od początku, to nie mam żadnych wątpliwości, że zacząłbym również od pisania bloga. No bez dwóch zdań. W życiu bym nie zaufał wyłącznie Instagramowi albo wyłącznie Youtube’owi, a zwłaszcza w czasach, kiedy na coraz mniejszą wolność twórczą można sobie tam pozwolić. Jedyne co bym zmienił, to założyłbym newsletter najpóźniej po pierwszym roku działalności.

Dla ciebie jako autora nie ma większego znaczenia, jaka przyszłość czeka blogi. Jeśli chcesz przetrwać dłużej niż one, to musisz tworzyć w formie, która jest tobie najwygodniejsza i nie możesz być tylko w jednym miejscu. Jeśli czujesz, że jako autor spełnisz się pisząc bloga, pisz cholernego bloga! Poza tym nie ma już tak, że ma się bloga i nic poza nim. Trzeba być w różnych miejscach, wszędzie tam, gdzie czekają na nas czytelnicy i widzowie. Możesz jedynie zmienić rozkład sił i większy nacisk położyć na serwisy, na których tworzy Ci się najszybciej, bo częstotliwość publikacji (przynajmniej dopóki nie osiągniesz dużej popularności) jest kluczowa dla rozwoju. I tu dochodzimy do innego irytującego pytania, które często słyszę, mianowicie, ile wystarczy pisać/fotografować/nagrywać w tygodniu, aby było dobrze. Zazwyczaj tego pytania nie zadają osoby, które cierpią na nadmiar materiałów, a po prostu chcą się jak najmniej narobić. Innym razem i ten temat poruszę.

PS Nie przejmuj się, jeśli przeskrolowałaś ten tekst czytając tylko pojedyncze zdania. Wszyscy tak robimy.

 

 

Mam dla Ciebie trzy prezenty, ale możesz wybrać tylko jeden.

Ja bym zapisał się na wykład. Większość wybiera srodkową opcję. Ciekawe, co Ty wybierzesz...