Ci wstrętni bogaci, ci biedni wykluczeni. Koszykowy ból dupy. | JasonHunt

Ci wstrętni bogaci, ci biedni wykluczeni. Koszykowy ból dupy.

Dowiedziałem się, że w Warszawie otwarto jakieś „Koszyki”. Pomyślałem sobie, że news całkiem z dupy, bo niby cóż szczególnego jest w kolejnej galerii handlowej?

iPhone twoja mać!

Później dowiedziałem się, że w tych koszykach jest niestety drogo, niestety hipstersko i co najgorsze – ludzie, którzy tam chodzą, to właściciele iPhonów.
Dowiedziałem się, że te koszyki to taki miś na miarę naszych możliwości, one mają symbolizować warszawę i jeśli tak, to ten symbol wyklucza najbiedniejszych. Podziały się robią. Obywatele liżą szyby, bo głupio im wejść do środka, klienci „biedronek” pogardliwe patrzą na elity, zajadające się tym samym gównem co zawsze tylko inaczej nazwanym i drożej wycenionym.

Zamknijcie ich wszystkich

Doprawdy nie wiem, ile głupoty trzeba mieć pod czachą, aby twierdzić, że otwarcie sklepów dla osób bogatszych, wyklucza biedniejszych. Bo mi się wydaje, że każdy sklep kogoś wyklucza. Może zamknijmy salony samochodowe, bo wykluczają tych, których na nie nie stać? Albo kina. Wiele rodzin z 500+ nie stać na bilety i popcorn. Zamknijmy fast-foody. Też wykluczają. Wygońmy z Polski sieciówki. Przecież nie każdego Polaka stać.

Czytałem też zarzuty, że biedne babcie nie kupią już tam jajek. Jak dawniej. No to będą kupowały tam, gdzie robiły to dotychczas, bo przecież hala była przez lata zamknięta. Ale głupi lud krzyknął, że tak się zabija tradycję. To tak gwoli zachowania tradycji, powrotu do korzeni, proponuję wyburzyć całą Warszawę i zasiać las. Bo kiedyś tych wszystkich domów nie było.

Nie wykluczajcie bogatych. Tak niewielu ich mamy.

Nie obchodzą mnie „Koszyki”, bo dzielą mnie od tego miejsca tysiące kilometrów, ale jak zwykle nie mogę się nadziwić temu typowo polskiemu bólowi dupy, tej pogardy dla osób bardziej majętnych, pogardy dla konsumpcjonizmu. Tego dziwnego przekonania, że jeśli coś jest dla bogatych, to nie jest dla ludzi. Tej zakompleksionej postawy, która ani trochę nie wynika z biedy, mimo że biedą w Polsce tłumaczyć można i trzeba wszystko. Ona wynika z naszej polskiej mentalności, w której dobre jest to, co jest dla większości. Dobry jest ten, który się nie wyróżnia. Skromność jest cnotą. Jeśli nie masz pieniędzy, jesteś w porządku człowiekiem. Jeśli masz, to znaczy, że ukradłeś. Jeśli pijesz lurowatą kawę, to tylko dlatego, że „ktoś inny” nie dał ci możliwości zarobienia więcej kasy. Jeśli pijesz drogą kawę, to weź spierdalaj snobie.

Ubogi intelektualnie człowiek widzi problemy i czyni podziały wszędzie tam, gdzie szczęśliwi ludzie pragną wieść bezproblemowe życie. Niech otwierają sklepy z kawą za 100 zł. Niech otwierają restauracje z przystawkami za 500 zl. Niech wpuszczają tam tylko w krawatach, bo tacy się mniej awanturują. Nie wiem, ile musiałbym mieć zawiści w sobie, aby to wyśmiewać lub krytykować. Nie wiem, jak bardzo nieszczęśliwym człowiekiem musiałbym być, aby choć przez moment pomyśleć, że coś takiego by mi przeszkadzało. A niby dlaczego miałoby, skoro mam tysiąc innych miejsc, do których mogę pójść?

Ciekawie, ale inaczej opisała temat u siebie Magda Grzebyk. Zajrzyj także i do niej.

  • Idź być snobem gdzie indziej… oh, wait…

  • Michał Porzycki

    To jest właśnie ta mentalność. Coś, co sprawia że człowiek widząc coś, na co go nie stać pała do tego nienawiścią. Ja raczej odczuwam wtedy złość, że mnie na to nie stać i chęć do zmiany życia tak, żeby to zmienić. To symbol ludzi, którzy pracują od 20 lat za 2 tysiące zł i nigdy nie pomyśleli, że trzeba się rozwijać, a nie hamować wszystko dookoła.

  • Polskie doły – odcinek 2016.

  • Równiłowka to byla dawno temu, a i tak czysto teoretycznie. Nie wszystko jest i musi być dla wszystkich. Proste.

  • Pokłóciłem się o to kiedyś ze znajomymi – coś przy okazji podatków… Poszło chyba o liniowy. Właśnie wtedy powiedziałem coś w stylu, że nie wina bogatego, że mu się udało mieć więcej.

    Chociaż sam nie mam, czasami zazdroszczę, zgadzam się z Twoją opinią.

  • Najśmieszniejsze, że Koszyki wcale nie są jakoś ekstremalnie drogie. Chyba, że ktoś się spodziewał cen z sieciówek fastfoodowych.

  • „głupi lud krzyknął, że tak się zabija tradycję. To tak gwoli zachowania tradycji, powrotu do korzeni, proponuję wyburzyć całą Warszawę i zasiać las. Bo kiedyś tych wszystkich domów nie było.” za to Cię lowe. Podobne mam myśli, gdy słyszę o „polskich katolickich tradycjach” albo o „niekalaniu polskiego języka zagranicznymi słowami”.

  • Magda

    Co to w ogóle znaczy drogie? Nowy Jork też jest drogi, a ja nie jestem bogata, a odwiedziłam to miasto. Jeden może kupić coś już za 5 min, a drugi musi trochę odłożyć i kupi za rok. Wszystko jest dla ludzi, tylko czasem trzeba na coś trochę zapracować.

    • Hubi75

      Już odpowiadam co to znaczy drogo. Drogo jest wtedy kiedy towar z racji swojej ceny nie znajduje nabywcy. Jeśli nie znajduje to sprzedawca ma stratę bo nie zareagował na czas. Natomiast jeśli towar znalazł nabywcę to jego cena była odpowiednia.
      I tak samo będzie z Koszykami. To rynek konsumencki określi czy ceny tam są odpowiednie. Jeśli nie będą to najemcy powierzchni zamkną biznes a na ich miejsce przyjdą inni z lepszą ofertą. Jeśli i ci nie dadzą rady to inwestor padnie a na jego miejsce przyjdzie inny który zmieni charakter miejsca.
      Proste prawa rynku.

  • Joanna Nieradko

    Ludzie są jacyś dziwni. Niech sobie będą „Koszyki” drogie lub jakie chcą. Najwyżej tam nic nie kupię, a jajka przywiozę sobie ze wsi jak będę po Świętach wracać z rodzinnych stron :D

    • Jako rodowita warszawianka bez krewnych poza miastem szaleńczo Ci zazdroszczę łatwego dostępu do prawdziwych jajek, prawdziwej wędliny etc. Mnie zostają targowiska. Choć akurat do Koszyków mi tak nie po drodze, że cały ten spór w ogóle mnie nie tyczy ;)

      • Joanna Nieradko

        Mam dostęp do wszystkiego co pyszne i naturalne. Masło trzymane w wodzie w glinianym naczyniu, żółte jajka od kur biegających pod domem, ser biały, kiełbasa wiejska oraz Śliwowica Łącka :D. Do Warszawy na całe szczęście docierają takie produkty :)

  • „Nie wykluczajcie bogatych. Tak niewielu ich mamy”. I będziemy mieć jeszcze mniej, jak wszystkie zapowiedzi oraz czarne scenariusze się sprawdzą.
    I nie tylko „bogaci” uciekną. Wolnomyśliciele, otwarte głowy i ludzie przedsiębiorcy też.
    To już coraz bardziej nie jest kraj dla takich ludzi. Bo hołduje się zawiść, podziały i prostactwo. To są teraz cnoty.
    Jakby mnie tu teraz nie było, to milion razy bym się zastanowila, czy aby na pewno chcę tu wracać. Mój profil nie pasuje już do tej rzeczywistości, obawiam się.

    • HenRyk

      Sad but true…

  • Jason, to o czym piszesz, to druga strona tego samego medalu. Dokładnie ta sama polska mentalność, tyle że w drugą stronę. A teraz poważnej. Naprawdę myślisz, że krytykom Koszyków chodzi tylko o zawiść i brak kasy na rozrywki? Np. varsavianistom, którzy boją się, że rozwój Warszawy odbywa się tylko w jednym kierunku? Pewnie, że stare się nie wróci i nie ma co płakać za lasem, lecz motywacja regionalistów jak i zwykłych mieszkańców może być inna, niż sugerujesz, nie tak banalnie prosta – że z jednej strony otwartość, a z drugiej kompleksy. W tej ocenie, z gruntu fałszywej, spóźniłeś się o jakąś dekadę. Poza tym nie dla każdego dychotomia ubóstwa i zamożności jest wyznacznikiem racji. Mam wrażenie i nie tylko po tym jednym wpisie, że przeceniasz materialny aspekt ludzkiego życia. Twój punkt widzenia nie jest jedynym słusznym. Bo są i tacy, których stać albo i nie stać na drogą kawiarnię (skąd niby to wiesz?), ale takie miejsca omijają szerokim łukiem z całkiem innych powodów. Konsumpcja czy konsumeryzm to równie dobrze może być dla kogoś kwestia estetyczna, a nawet etyczna, a nie ekonomiczna. Weź to rozróżnienie pod uwagę. W jednym masz bez wątpienia rację, jeśli chodzi o czysty behawioryzm – kto chce, pójdzie, kto nie chce, zostanie w domu albo pójdzie gdzie indziej. Ot, normalne działanie na rynku. Ale to żaden argument za lub przeciwko idei nowych Koszyków. To mówiłem ja, facet od misia.

  • karroryfer

    Pamiętam stare Koszyki ( dlaczego to oznacza że jestem stary ? )
    i było to miejsce z klimatem.
    Czy teraz jest tylko klimacik ?

  • Beka z tych wszystkich ludzi. Niedługo będę sobie do gardeł skakać przez durnoty.

  • Jestem jedną z osób nieco kręcących nosem na Koszyki.

    To super fajne miejsce, z tanią kawą i „nocnym marketem” pod dachem – w centrum miasta, a nie za jakąś bocznicą. Przyjemnie odrestaurowane, gwarne, w dodatku pod moim domem i nie muszę już wyłącznie jadać śniadań w Charlotte.

    I chociaż mi się tam podoba, to mam wrażenie, że zapomniano o najważniejszym: o targu. W Śródmieściu Południowym takiego nie ma, a do Mirowskiej jest daleko.

    Jedna smutna pani z krewetkami za 100 zł (no sorry, to już jednak przesada) i druga z ziołami (pięknymi), to jednak trochę za mało. Umówmy się „Piotra i Pawła” targiem nazwać się nie da… Myślę, że to jest główna kość niezgody. Stąd to całe gadanie o babuleńkach, które by sobie chciały serek i jajeczka kupić. Ja w każdym razie aż takiego bólu czterech liter i zazdrości ludziom z większą kasą nie wyczuwam.

    Jako rodowita (ekhm ekhm) mieszkanka Śródmieścia Południowego miałam nadzieję, że paplanie Griffina o idei przywrócenia Hali Warszawiakom nie będzie się ograniczało do mydlenia oczu prasie i konserwatorowi zabytków. I wiem, że to nie takie proste, że dochodzi kwestia czynszów (pana Stasia co ma sad i pani Zosi co ma kurki może nie być stać na jego opłacenie) i „opłacalności” takiego targu, ale właściciel wykosi przyzwoitą sumkę na tej inwestycji, więc już go tak nie żałujmy. PR-owo, jako spółka – inwestor myślę, że by zyskali, a cała hipsterka jarałaby się jajeczkami od pani Zosi.

  • Piotr Spalony

    Wypowiem się jako osoba, która pieniądze widzi raz na jakiś czas i na ogól nie są to znaczne pieniądze. Nie rozumiem zupełnie niechęci do drogich miejsc, do drogich produktów itd. Raz na jakiś czas kupuję rzeczy, na które zupełnie mnie nie stać. A jak nie mogę sobie na coś pozwolić, to lubię sobie chociaż popatrzeć, bo zwyczajnie motywuje mnie do tego żeby podnosić swój standard życia.

    Co do bólu tyłka o tradycję, to mnie zastanawia ile z tych osób, które obecnie publicznie się burzą, miało coś do powiedzenia kiedy poprzednia hala się zamykała. Podejrzewam, że mogło ich być odrobinę mniej. W końcu przecież ludzie kochają takie akcje, całe to wspólne bycie przeciwko czemuś, co w zasadzie niezbyt ich obchodzi, ale co tam możemy się na coś oburzyć, więc żyć nie umierać.

  • Bartłomiej Krzywania

    Dobry artykuł. Jak zawsze autentyczna szczerość i bezpośredniość :-)

    Chcę dodać, że jedno nie wyklucza drugiego. To znaczy można pójść jeszcze jedną ścieżką obok – powoli zmieniać swoje zwyczaje na lepsze po tyci tyci kroczkach. Ale konsekwentnie. A ja przecież wie, że te tyci tyci konsekwentne kroczki są wbrew pozorom bardzo trudne i chylę czoła każdemu kto je faktycznie robi.
    Pozdrawiam

  • Wszystkim tym, którzy tak narzekają na Polske proponuje pomieszkać trochę za granicą. Wszedzie są plusy i minusy a trawa zawsze jest bardziej zielona gdzie indziej.

    Ad meritum, niech sobie kto chce i co chce otwiera. Zawsze się znajdą malkontenci, którym to przeszkadza. Jakis czas temu w Wawie była awantura o to, że w centrum jest głośno, też komus przeszkadzali bawiący się ludzie.
    I anegdota: Kiedy w Luksemburgu szukano miejsca na Uniwersytet, zapytano mieszkańców co o tym myślą (bo to cywylizowany kraj) i ci odpowiedzieli zgodnie, że w centrum miasta uniwersytetu nie chcą, bo „studenci hałasują, a centum miasta powinno byc ciche”.

  • Tanio – źle, drogo – źle, ciepło – źle, zimno – źle. I tak można by wymieniać w nieskończoność, bo dla niektórych zawsze będzie źle, fuj i be. Cokolwiek by się nie działo, cokolwiek, by nie zostało otwarte, etc.

  • Często odnoszę wrażenie, że jest mnóstwo ludzi, którzy zamiast podziwiać osoby zamożne za ich przedsiębiorczość, kreatywność i niezłomność w dążeniu do celu (kilka razy upadali zanim osiągnęli sukces!), najchętniej wykopaliby głęboki rów, by ich tam wszystkich zakopać :/
    Tfu, ludzie nawet bogaczy podziwiać nie musicie! Po prostu dajcie im żyć, jak i wy chcecie żyć – czyli po swojemu.

  • Serio? Nie wiem, czy bardziej mnie tacy ludzie wkurzają, czy bardziej mi ich żal, bo te dwa uczucia się tak mocno ze sobą mieszają, że wypadałoby im nadać nową nazwę. I żenada w tym wypadku to zdecydowanie za mało. Ludziom jednak naprawdę musi się nudzić, by doszukiwać się złego ziarna – tfu! – w sklepach, w których jest drogo (tfu!)

  • Joanna Wu

    No cóż, ból dupy to taka nasza narodowa cecha, która niekiedy dosłownie wysysamy z mlekiem matki. I niestety wielu z nas musiało się jej oduczyć. A bron panie jeżu jak nie krytykujesz chóralnie razem z tłumem. Oj wtedy to dopiero boli, podwójnie.

    • Ból dupy jest wszędzie, na całym świecie. Ważne, by umieć zachować proporcje i nie sprowadzać paru warczących procent do całej populacji.

      • Joanna Wu

        Oczywiście masz racje. Tylko czy nie masz czasem wrażenia, ze u nas, Polaków, jakoś to bardziej widać? Nie wiem może jestem przewrażliwiona, a może te parę warczących procent zagłusza cala resztę? Prawda jednak jest, to ze zawiscimy innym, i to bez względu na to czy warczymy czy nie. Czasem tak po cichu, w głębi duszy. Moze nie w każdym z nas się to odezwało, ale spora grupa miała w jakimś momencie swojego życia ten przysłowiowy ból dupy. Nie ma się czego wstydzić, tylko przemyśleć swoje zachowanie i nie zatruwać samemu sobie życia :-)

        • Ale też nie bardzo jest czemu się dziwić. Jeśli wykonujesz dobrze swoją pracę, która nie jest należycie wynagradzana, gdy twój szef okazuje się jakimś nieporozumieniem, a klasa polityczna jest po prostu koszmarna to nie oczekujmy, że nagle staniemy się lepsi, bardziej życzliwi tylko dlatego, że firma zrobi świąteczną wigilię na przykład. A w międzyczasie widzisz np. że ludzie za granicą, niekoniecznie bardziej bystrzy, robią to samo co ty, a jednak jakoś im wystarcza, jakoś mogą załatwić najprostsze sprawy w urzędach, nie są traktowani jak złodzieje itd itp. I myślę, że jak to wszystko złoży się do kupy, to w jakimś stopniu można odpowiedzieć sobie na pytanie o ludzką zawiść. Nie usprawiedliwiam jej, staram się zrozumieć.

  • Nie bardzo rozumiem w czym egzaltacja autora. Powstał jeden artykuł na krzyż równie egzaltowany jak Kominek. Nigdzie nie spotkałem się z jakąś jazdą na punkcie obiektów handlowych podobnych do „Koszyków”. No ale może to dlatego, że wolę brać udział w rzeczywistym świecie, niż kominkowym wirtualu.

  • W Hali Koszyki jeszcze nie byłam, ale z tego, co o niej słyszałam, pozostaje się tylko cieszyć, że w Polsce powstają takie miejsca. Kilka tygodni temu byłam w Londynie i przypadkiem trafiłam na miejsce w podobnym klimacie – dużo knajp na jednej przestrzeni + sklepy z dobrej jakości żywnością. Skomentowaliśmy wtedy z chłopakiem, że jaka szkoda, że u nas coś takiego nie powstało. A tu po powrocie dowiadujemy się, że i w naszym kraju coś się dzieje. Moim zdaniem sam zamysł fajny – wiadomo, może mało osób może sobie pozwolić, żeby robić w tym miejscu wszystkie zakupy, ale wypad raz na jakiś czas po dobre jakościowo towary + na kolację dla mnie brzmi super. W ogóle popieram każdy pomysł, który szerzy kulturę dobrego jedzenia, bo w mentalności naszych rodaków jest jeszcze z tym słabo.

  • softshell

    Przyznam, że nie wiedziałem o żadnym hejcie na Koszyki – ba o żadnych Koszykach też nie. Ostatnio jakieś poruszenie, pomruk niezadowolenia, gdzieniegdzie hejt. Potem tekst o jakiejś babci… Tak się zastanawiam czemu nie ma pikiet pod sklepami Hermesa, Diora, że jakim prawem one w ogóle są, lub pod salonami mercedesa, lub nie daj Buk ferrari – może manifestacje, pikiety, lub oblewanie farbą, bo w oczy tych mniej majętnych kłują… Jakoś w naszej naturze jest to, że najbardziej plujemy na to, czego pragniemy, bo zamiast do tego dążyć/mieć wolimy marnować swój czas na coraz zmyślniejsze uszczypliwości.

  • Patrz, a mi się skojarzyły/wydały podobne Wasze teksty, jeszcze przed podlinkowaniem, ach ta moja intuicja:D