Blogi parentingowe w 2015 r. – jest w nich wszystko, co najgorsze i najlepsze w blogosferze | JasonHunt

Blogi parentingowe w 2015 r. – jest w nich wszystko, co najgorsze i najlepsze w blogosferze

Jeśli jesteś nudna, nijaka, zawistna, zazdrosna, złośliwa, chamska i posiadasz co najmniej jedno dziecko, to idealnie pasujesz do profilu przeciętnej blogerki parentingowej.

Jako że za parę tygodni zaczynam prace nad kolejną edycją rankingu wpływowych blogerów, nie chciałbym wprowadzać w błąd lub sugerować faworytów. Moje opinie o blogerkach wymienionych w tekście są opiniami z przeszłości (2013 rok), które być może są zgodne z tym, co myślę o nich dziś, a być może już nie są :-)
Aktualizacja na 2015 rok jest na samym dole. 


Wiecie, jaki jest najpopularniejszy blog parentingowy w Polsce? Oczekujac.pl. A wiecie dlaczego? Bo jego autorzy tak twierdzą. A wiecie, dlaczego? Bo tak postanowili, na co ich komentatorzy odpowiedzieli drwiąco, że to moja szkoła.

To odważne stwierdzenie, ale jest w nim trochę prawdy. Od czasu do czasu coś tam szepnę blogerkom parentingowym, które według mnie rokują nadzieje, a z oczekujac.pl znamy się od ubiegłej jesieni, kiedy poznałem ich na swoim szkoleniu. Już wtedy stwierdziłem, że pewnego dnia będą milionerami, bynajmniej nie dlatego, że mają parcie na kasę.

Czy oczekujac.pl jest najpopularniejszym blogiem parentingowym? Pewnie nie. Czy są moim ulubionym? Pewnie nie. Czy są najlepsi w swoim gatunku? Pewnie nie, ale nie ma to najmniejszego znaczenia.
W blogosferze nie ma znaczenia, kim jesteś, ale jaki potrafisz być. Jeśli umiesz zachowywać się jak najlepszy, to nim będziesz, a stąd prosta droga, by słowa przełożyć na czyny. Uczynić z ich faktycznie najpopularniejszych, to przecież żaden problem. Kwestia odpowiedniego PR i dwóch, trzech mocnych kampanii z czołowymi blogerami. Schemat stary jak świat.

To nie jest temat na dziś, zwłaszcza, ze szczegółowo kwestie kreowania wizerunku opisuję w dwóch rozdziałach mojej drugiej książki, która trafi na rynek wczesną jesienią.

Dzisiejszy tekst skierowany jest do blogerek parentingowych, zarabiających lub pragnących zarabiać na blogu.

Terror matek

Autorka oczekujac.pl nie tylko podpisuje się jako „najnaj”, ale miała także czelność napisać swoim komentatorom, że przestaje tolerować komentarze zawierające zaproszenia do ich blogów.Moja szkoła? Niekoniecznie. Z tego co wiem wszyscy topowi blogerzy to robią od dawna. Nie tolerujemy spamerów.
W blogosferze parentingowej to jednak jest swoiste novum, bo jak tylko pokazała spamerom środkowy palec, to zaraz zebrała największy hejt w swojej „karierze”. Stał się on inspiracją do napisania tego tekstu, ponieważ w hejtujących ich komentarzach dostrzegłem blogosferę, jaka była kiedyś.

Oto kilka komentarzy:

  • „Usuwam się z listy waszych obserwatorów, bo nie cierpię zadufania i zbytniej pewności siebie”.
  • „Inne blogi są popularniejsze!!!”
  • „Udowodnij, że jesteście najlepsi, pokaż statystyki!”.
  • „Sodówka uderzyła ci do głowy”.
  • „Przestaję czytać. Tyle jest cudownych blogów skromnych rodziców!”.
  • „Teraz tutaj jest więcej komercji niż waszej rodziny”.
  • „Ostatnio mija mi ochota na zaglądanie…”.
  • „Jesteście chamscy i grubiańscy”.
  • „Kiedyś było tu lepiej”.
  • „Masz tak słodkie życie że aż do wyrzygania”.
  • „Blogi XXX i XXX są o wiele ciekawsze! Żegnam!”.

…i kilkadziesiąt innych. Na tę chwilę 99 komentarzy, w większości krytycznych. Wiecie, które komentarze czytałem w ostatnich latach u siebie? Wszystkie! No może poza tym o „skromnych rodzicach”.
Blogosfera jest zawsze taka sama. Nie tylko u nas w kraju. Wszędzie. Tacy sami blogerzy, takie same reakcje, ten sam efekt.
Czy oczekujac.pl popełnili jakiś błąd? Żaden. Każdy ma prawo mówić, że jego produkt jest „najlepszy”, a w ich przypadku „najpopularniejszy” nie musi oznaczać „najpoczytniejszy”. Każdy też ma prawo do kasowania spamerskich komentarzy.
O co więc poszło?

Wyjątkowe, bo takie same

Jak zwykle o to samo – świat dzieli się na postępowych i tych, którzy lubią stać w miejscu. Na tych, którzy ciągną wózek i tych, którzy są na nim ciągnięci. Ci drudzy nigdy nie zrozumieją tych pierwszych. Dla tych drugich „zmiany” są zawsze gorsze od stabilizacji, ale blogosfera parentingowa, jak żadna inna grupa blogów, cierpi na najpoważniejszą chorobę: nijakość.

Obserwuję blogi rodzinne. Nie ma co ukrywać – nie cieszą się mocnymi statystykami, w większości „żyją” z gratisów i barterów i nie mają żadnych perspektyw na lepszą przyszłość, mimo że jest na nie ogromne zapotrzebowanie. Ten brak perspektyw załatwili sobie na własne życzenie. Blog parentingowy to najdoskonalsza forma lifestylu, a możliwości komercjalizowania takiego miejsca są wręcz nieograniczone. To dlaczego reklamodawcy omijają szerokim łukiem tę grupę blogerek?
Przyczyn jest wiele, nie chcę się wyprztykać ze wszystkich, bo szerzej o tym piszę w książce, więc podam tylko kilka:

1. Poprawność polityczna.

Dziecko jest święte. Rodzina jest święta. Propaganda szczęścia i sukcesu jest dobrym sposobem na rozwój bloga, o ile wszyscy jej nie uprawiają. A tak jest na blogach parentingowych.
Oni stoczą niedługo bolesną walkę o prawo do stanowienia o przyszłości swoich dzieci. Obecnie nikt nie twierdzi, że w złym tonie jest wrzucanie zdjęć swoich pociech, jest na to społeczne przyzwolenie, ale to się zmienia. Będzie coraz więcej akcji promujących „bezpieczne dzieciństwo”, a tym samym rodziny będą szkalowane za zamieszczanie zdjęć dzieci. W tej walce będę trzymał stronę blogerek, zresztą zawsze trzymam ich stronę.

2. Terror matek.

Raz pisała do mnie zapłakana blogerka, na którą się rzuciły „matki”, bo pokazała zdjęcie dziecka zbyt lekko ubranego, a działo się to w porze zimowej. Zwyzywali ją, grozili, obrażali. Innym razem pisała do mnie matka, która wcześniej na blogu poinformowała, że dała lanie dziecku, bo coś tam źle zrobiło. Też ją za to zagryźli. Kilka dni ją reanimowałem. Bez sukcesu. Straciła zapał do pisania bloga, bojąc się, że cokolwiek napisze, spotka się z krytyką.

3. Strach.

Wynika z terroru. Blogerki parentingowe boją się krytyki, dlatego nigdy nie zamieszczą zdjęcia, na którym ich dziecko dostaje klapsa. Czy ja bym zamieścił? Owszem. A wszystkie terror-matki wyciąłbym w pień. Dopóki bloger boi się swojej społeczności, jest nikim.
W oczach wielu blogerów moja szkoła opiera się na kontrowersjach, ale ci, którzy znają mnie lepiej, wiedzą, że odradzam wzniecanie pożarów i preferuję inne metody rozwoju bloga.
Niemniej będąc blogerem parentingowym nie bałbym się wrzucić na bloga zdjęcia z papierosem obok dziecka. Nie bałbym się napisać, że moje dziecko mnie wkurza i najchętniej wrzuciłbym je do beczki. Nie bałbym się robić tego wszystkiego, za co politycznie poprawne mateczki mogłyby mnie zagryźć. I nie robiłbym tego tylko po to, by wywołać zamieszanie, lecz by pokazać, że na swoim blogu jestem panem. I posiadam wady jak każdy człowiek.

4. Koncentrują się na rodzinie, a nie stylu życia.

Opisują doświadczenia z wychowywania dziecka, co zainteresować może tylko inne blogerki (zazdrosne) lub inne matki (też zazdrosne). Nie przyciągają nikogo z zewnątrz.

5. Wszystkie są takie same.

Taka sama stylistyka, podobne zdjęcia, wnioski, anegdotki, sytuacje z życia wzięte. Dlaczego nie wyjdą poza schemat? Dlaczego nie publikują zabawnych rozmów z mężami, dziećmi? Świetnie robi to nishka.pl i dziwię się, że tak mało ludzi ją czyta, bo jej rozmówki z dziećmi, często ocierające się o dobry smak, są wspaniałe. Równie genialna jest mim.blox.pl.
Dlaczego blogerki parentingowe nie poruszają tematów relacji rodzinnych, także tych trudnych? Dlaczego nigdy nie nakarmią dziecka hamburgerem? Wódeczki nie poleją? W kocyk nie zwiną? Ok, to może zbyt skrajne przykłady, ale jako szczęśliwy ojciec wszystkich swoich nienarodzonych dzieci, nie wytworzyłem w sobie jeszcze tych instynktów, automatycznie, włączających przycisk „stop” w głowie, kiedy chcę powiedzieć coś niepoprawnego o dzieciach.
Wszystkie blogerki parentingowe żyją z przyciskiem stopu w głowie. Która się wychyli, obrywa. Oczekujac.pl trochę się wychylili. Oberwali. Na szczęście nie przeprosili i nie wycofali się. Tak się poznaje blogerów, którzy będą mocni. Gdyby takich jak oni, było więcej i działaliby od co najmniej dwóch lat, to czołówka wyciągałaby z reklam 100 tysięcy. Miesięcznie. Może trochę mniej, może trochę więcej. Trudno powiedzieć.

6. Bohaterem jest dziecko. Lub produkt.

To droga donikąd. Dziecko to najgorsza inwestycja w bloga, bo w końcu dorośnie i jest całkiem spora szansa na jego veto. To jedna z przyczyn, dla których nawet na zachodzie nie robi się „stałych” inwestycji w blogi parentingowe. Rodziny dorastają, starzeją się, brzydną albo zniechęcają do pisania.
Z kolei blog produktowy nie ma szans na sukces, bo nikt nie przychodzi na bloga czytać o nowym produkcie. Może być elementem tematyki, ale nie jego trzonem.
To mama i tata są najważniejsi. To co myślą, czują i robią, a tymczasem ja na blogach parentingowych ciągle widzę tylko te dzieci i uśmiechniętych rodziców.
Pomniejszą głupotą popełnianą przez blogi parentingowe są głupie nazwy blogów.

Lubię blogerki parentingowe

W nich naprawdę jest to, co najpiękniejsze w blogosferze. Są ostatnim bastionem blogerów piszących z miłości. Do bloga, do dziecka, do siebie, do męża. Owszem, chcą zarabiać, ale tych pieniędzy jest tak mało lub nie ma wcale, że ich codzienność wypełniana jest przez tworzenie z pasją. Są wrażliwe, zazwyczaj bardzo pogodne, często naiwne, ale też odpowiedzialne i konsekwentne. Kiedy jest pokój, kochają się, komplementują, wspierają. Kiedy jest wojna – rażą bezwzględnością. Najbardziej lubią to, co ceni się w rodzinie – bezpieczeństwo, przewidywalność, stabilizację i szczęście. Tego oczekują od siebie i innych blogerów.
To błąd.
Sukces osiągają blogerzy, którzy nikogo się nie boją. Nie straszna im krytyka, bo ją usuną, nie straszne im groźby odejścia czytelników, bo na ich miejsce przyjdą nowi.
Niekształtna blogosfera parentingowa do 2015 r. wykształci co najmniej kilkoro liderów. Już teraz mógłbym wskazać trzy, ale nie będę im ułatwiał zadania. One wiedzą, że czeka je jeszcze dużo pracy (Wojtku, zagoń żonę do roboty nad nowym szablonem!).

W blogosferze zawsze panowała niesprawiedliwa zasada, że wysoka jakość publikacji to zbyt mało, aby się wyróżnić.  Wielu doskonałych autorów jest nieczytanych, bo ludzie na blogi przychodzą po opinie i emocje. Jednego i drugiego na blogach parentingowych brakuje, bo do jasnej cholery – jakie opinie i emocje przekazujesz, publikując milionową fotkę swojego dziecka, gapiącego się w obiektyw?
Poza tym każda blogerka tak robi. W jaki sposób chcesz się wyróżnić? Co nowego masz do zaoferowania swoim czytelnikom?
Nie próbuj odpowiadać na to pytanie, bo dopóki nie będziesz miała 100 tysięcy czytelników, jedyną odpowiedzią będzie: nie masz nic, co byłoby interesujące. Zebrać parę tysięcy fanów to każdy potrafi.
Nie musisz być wulgarna, chamska, arogancka, kontrowersyjna. To sezonowe metody na popularność. Wystarczy, jeśli nie będziesz podążała zgodnie z wytycznymi „społeczności”, jeśli wyzbędziesz się strachu przed sądem czytelników i koleżanek hejterek. To na początek. Później przypomnij sobie, o czym bałaś się napisać. I napisz o tym. Ekhm, tylko może bez żadnych żartów z alkoholem i fajkami. Zarzuć coś lekkiego. Nie zapomnij też regularnie informować czytelników, że jesteś najlepsza.

Bo jesteś najlepsza

Cała blogosfera pełna jest zmarnowanych talentów. Blogerów, którym nikt nie powiedział, że są wyjątkowi. Blogerów, którzy sami nie wierzyli w swoją wyjątkowość. Na blogach parentingowych jest od groma wspaniałych rodzin. Ileż to razy łapałem się na myśli „byliby wielcy, gdyby nie…”.
Szkoda, że blogi, na których jest najwięcej miłości, są w Polsce tak mało popularne. Zasługują na dużo więcej, ale nie zdobędą tego wojnami między sobą oraz wiarą, że popularność zdobywa się linkami w komentarzach, skromnością i robieniem wszystkim dobrze.
Nie, większość na szczyt nigdy nie wejdzie, dlatego większość nie powinna być wzorem. Nie pisze się dla innych blogerów, bo obcy bloger jest jak obca osoba, która wie lepiej od ciebie, jak masz wychowywać dzieci. Nie można oglądać się na to, co twierdzi tłum i czego oczekują czytelnicy, bo oni zawsze oczekują tego samego, co już dostali i tych samych emocji, którymi już ich nakarmiłaś. Poza tym nie piszesz dla swoich czytelników, ale dla tych, którzy dopiero nimi się staną.
To jedyna pewna metoda na przetrwanie i rozwój, czego życzę wszystkim kilku blogerkom parentingowym, które mnie za ten tekst nie spalą na stosie. Ja wam naprawdę dobrze życzę, tylko kiepski jestem w owijaniu w bawełnę:)

Listopad 2015

W rzeczy samej „niekształtna blogosfera parentingowa” wykształciła kilkoro liderów, ale nie ma wśród nich kogoś, kto wyznaczałby nowe trendy. Podpatrują się, kopiują co nowsze rozwiązania, ale to są wszystko drobiazgi, które w żaden sposób nie wpływają na rozwój reszty blogosfery. Same dla siebie nie są wzorami, choć niektóre do tego aspirują. Dwa lata temu „lubiłem” blogerki parentingowe, dziś lubię je jeszcze bardziej, bo jakoś tak się dziwnie złożyło, że to wśród nich mam najwięcej znajomych, których towarzystwo mi odpowiada. Drodzy mężowie, to nie to co myślicie!
W dalszym ciągu wierzę, że czas blogerów parentingowych nadejdzie. Póki co pod względem popularności, wpływu oraz zarobków wciąż nie mogą się niczym szczególnym poszczycić, a pokusiłbym się o tezę, że pod wszystkimi tymi względami blogi parentingowe zostały wyprzedzone przez kulinarne. Myślę, że taki stan potrwa jeszcze dwa lata, a całkowicie jestem przekonany, że najlepszymi blogerkami parentingowymi będą te, wśród których dziecko jest dodatkiem do bloga, nie zaś głównym bohaterem. Pisałem o tym w pkt. 6 i pod tym względem już cholernie dużo się zmieniło. Na niedawnym Blog Forum Gdańsk miałem przyjemność rozmawiać z kilkoma blogerkami-mamami, na co dzień utrzymuję z kilkoma kontakt i daje się wyczuć zmianę w ich postrzeganiu rozwoju marki. Nawet te, które stawiają dziecko/dzieci w centrum uwagi, zastanawiają się, w jaki sposób odsuwać pociechę bez straty jakości bloga.
Z pewnością obecne początkujące blogerki są już bardzo świadome swojej wartości, nawet jeśli jeszcze są bezwartościowe. Parcie na barter jest ogromne, w zasadzie nie budzą już zdziwienia blogi, które nie mają nawet tysiąca fanów, a są obładowane reklamami różnych produktów. To wcale nie jest takie złe. Jasne, że psucie rynku wszystkim szkodzi, tyle że zawsze tak było. Wielu topowych blogerów zaczynało od barterów, a im więcej ktoś dostaje prezentów, tym szybciej nabiera przekonania, że może jednak lepiej zarabiać kasę. Zagraniczna blogosfera wcale nie jest inna. Tam jest taki sam układ – 90 proc. to długi ogon, 10 proc. to konie pociągowe. Jeśli chcesz należeć do tych 10 procent, to siądź któregoś wieczoru nad swoim blogiem i zastanów się, co jeszcze mogłabyś zrobić lepiej. Poświęć kilka godzin, aby przyjrzeć się rozwiązaniom stosowanych wśród popularniejszych blogerów, zwłaszcza zagranicznych. Prowadzenie bloga to nie jest sztuka pisania, bo akurat pisanie to w tym wszystkim jest najprostsza robota. Nawet zdobycie czytelników to nic trudnego, bo dziś można to zrobić rzucając kilka reklam na Fb. Coraz trudniej jednak sprawić, aby oni chcieli do nas wracać. Jestem w tym biznesie od prawie samego początku i ciągle mam przeczucie, że jeszcze więcej nie wiem niż wiem. Ale o tym to sobie innym razem pogadamy. Love parentingi!

 

white 450x450


.
Tekst powstał w 2013 roku w ramach przygotowań do wydania książki „Bloger i Social Media„, w której przeczytasz prawie wszystko, czego potrzebujesz, aby być zajebistym blogerem. .

.

  • Lubię zły dotyk. Bij!

  • Parenting to nie zawsze tylko dziecko, to tak jak w moim przypadku sposób wychowania. Choć prowadzę blog parentingowy, to jednak czytelnicy nie mają zielonego pojęcia, co się dzieje u moich dzieci.

  • Z hejtem się nigdy nie spotkałam. Prowadzę bloga bardziej dla siebie niż dla innych. Reklamować się nie będę,szkoda kasy. A rankingi blogów parentingowych mam gdzieś ? cała prawda w tym tekście.

  • Wrzucanie do beczki – w roli prowokacji ;) Mocna sprawa!

  • I zapomniałeś o coraz mocniejszej grupie facetów w tym typie :-)
    I stety faceci potrafią polecać swoje blogi wzajemnie i nikt się na nikogo nie wkurwia :-)

    • Mężczyźni często albo nie mają go albo szybko radzą sobie z klasycznym „bólem d..py” :-) I to jest fajne.

    • Dokładnie :) Ale to kwestia charakteru samego blogera. Można być spoko gościem albo nie ;)

    • Niby można, ale ogólnie można być wielkim ciulem i nie mieć ścisku dupy na każde powodzenie konkurencji. Nie wiem jak jest w gronie tych, którzy mają x tysięcy lajków. Ale może jest tak jak z Jasonem – może kasuje wszystko, czuje się bogiem i wszystkich spuszcza na drzewo, bo jego podwórko, jego syf :-)
      Wszędzie, gdzie pojawi się kasa jest pewnie zmiana podejścia… bo dlaczego on ma zarobić, a nie ja… no niby dlaczego :)

      • @tatowe_pl:disqus masz rację. Zalążek ojców w sferze zdominowanej przez matki jest jeszcze bardzo niewielki, ale można zaobserwować większą (nie wiem, czy tak to można nazwać) współpracę.
        Czekam na aktualizację w 2017 roku – ojcowie będą na tyle zauważalni, że pojawimy się w aktualizacji.
        Zresztą, BlogOjciec urósł już do tego stopnia, że jest zaliczany do top3 parentingu. I dobrze :)

      • To chyba problem typowo męskości i kobiecości – kobiety pobiją się nawet o kolor lakieru do paznokci, a faceci gotowi są za ten kolor wypić razem piwo. Grupy facebookowe prowadzone przez facetów lub zwyczajnie mieszane o wiele lepiej razem współdziałają, jest odzew i porządek niż w grupach typowo damskich – tam współpraca wygląda raczej na wzajemnym chwaleniu się, bo jak nie to ban.

  • Parenting to niezłe bagienko, a jednak, bez notorycznego polecania, wchodzenia nikomu w tyłek, zachwytów, bez nachalnej walki o lajki, bez kupowania czytelników, w 9 mcy osiągnęłam zakładane na rok plany. Moim kluczem jest wiarygodność, którą polubili czytelnicy. Niestety, coraz bardziej brakuje jej na topie, który generuje UU głównie dzięki nagrodom w konkursach, na wielu kiedyś dobrych blogach nie ma już w ogóle treści, są same reklamy. Nie ma czasu pisać, trzeba sprzedawać i uprawiać „self-love”. Stąd też jest hejt, czytelnicy czują się oszukiwani. Rankingi są subiektywne. Na wielu popularnych blogach nie ma w ogóle żadnej dyskusji, posty z reklamami a pod nimi 2 komentarze. Gdzie ta popularność? Nishka i paru innych się w tym wyróżnia, niestety często są poza rankingiem.

  • Blog z dzieckiem w tle. To jest bardzo dobry kierunek, ale niestety niewielu blogerom parentingowym to się udaje, bo na inne tematy nie chce im się pisać.
    Ja też jakiś czas temu wycofałam lekko wizerunek dziecka. Nie żałuję.
    A Tobie, Tomku dziękuję!

    • Pamiętam jak odwiedzający zarzucali Marysi i Jakubowi, że na blogu jest tak mało ich córeczki. No bo jak to parenting bez dziecka w każdym poście?!
      A swoją drogą czułabym się lekko skonsternowana gdybym w pewnym wieku się dowiedziała, że moja matka prowadziła O MNIE bloga.
      Co innego jeżeli dziecko jest tylko w tle.
      Blogi prentingowe to nie są blogi o dzieciach/dziecku. To blogi (jak sugeruje nazwa) pisane przez rodziców, a tu wiele tematów można ugrać.

      • Aniu, właśnie przypomniałaś mi tę akcję! Teraz też dobrze pamiętam te oburzenia, kiedy postanowiliśmy pisać więcej o nas, a mniej o Gabi. Najbardziej zapamiętałam zdanie „Przecież to dzięki Gabi jesteście sławni, musicie o niej pisać”. Wtedy zrozumiałam, że chyba komuś coś się pomyliło – i nie chodziło tu o moją pomyłkę. Przecież od początku do końca to ja jestem autorem bloga, a że INSPIRACJĄ była ciąża i Gabi to oczywiście ma bardzo duże znaczenie, ale to nie jest najważniejsze. Na szczęście po fali hejtu i 5 odlubieniach na fejsie mamy teraz miłość, szczęście i kółko wzajemnej adoracji z czytelnikami – my uwielbiamy ich, oni nas. I nikt mam nadzieję, że tak już zostanie :)
        I w pełni zgadzam się z ostatnim akapitem. Każdy czytelnik powinien o tym pamiętać!

      • też się kiedyś zastanawiałam nad tym, co na to dzieci, które w pewnym momencie swojego życia odkrywają że są blogerami. czy tam dziećmi blogerów. trochę szok, idziesz do szkoły a wszyscy już Cię znają. pisałam kiedyś nawet o tym u siebie (choć z blogami parentingowymi ani rodzicielstwem jakimkolwiek nie mam nic wspólnego) i opinie były podzielone. ja nadal trzymam się swojego – to rodzice są autorami i głównymi fundamentami bloga, jeśli dziecko, to w tle.

      • Czyli, że jak pisze rodzic, to blog jest parentingowy? W takim razie 75% polskiej blogosfery to parenting ;)

  • To po lekturze tego tekstu, napisałem u siebie, że prowadzę najpopularniejszy blog rowerowy w Polsce.

    Będziesz organizował jeszcze szkolenia?

    • Nad czymś innym kończę pracować :)

    • Będzie, będzie. Tomek jest mistrzem w temacie szkoleń! A ja z chęcią znowu zobaczę go w swoim żywiole :)

      • Ja też! Za późno zaczęłam blogować, więc teraz muszę cierpliwie poczekać ;)

  • Do jasnej Peppy! Chciałam tylko napisać, że to skandal, bo jako najmłodsza blogerka świata zostałam pominięta i mam focha ciężkiego, jak moja pielucha po dwóch dwójkach. Jesteś u taty! I u pani ze żłobka też! Helut (2 lata i 3 dni).

  • Parenting to pojecie ogólne. I dlatego sama doszłam do twoich wniosków, dziecko i wychowanie to czeste tematy ale i mąż i relacje między partnerami równiez. i o tym piszę, i wiesz co? Okazuje się, że to strzał w dziesiątkę, bo non stop przychodzą nowi czytelnicy, którzy chca więcej

    • Mnie zastanawia czy niektóre blogi są parentongowe czy lifestylowe. A może to jeszcze inaczej nazwać? Przykładowa Nishka. Nie widzę tam pieluch, zupek i zabawek (wiem, dzieci większe) – tam jest coś wiecej niż relacja z bycia rodziną. I to jest fajne.

  • Twój tekst potwierdził to, co wiedziałam zaczynając przygodę z blogowaniem (2 miesiące temu), więc nie jest ze mną źle :D Piszę, co uważam za słuszne, moderuję komentarze i dbam o moją przestrzeń. Jak się nie podoba, to jest wiele innych blogów.
    Teraz pozostaje tylko konsekwencja.

  • Mam świetne pióro, cięty język, głowę pełną pomysłów, profesjonalną stronę i zerowe pojęcie o tym jak to sprzedać. Nawet zainwestowałam w aparat za ponad 5 tysia i na ch… to wszystko. „Krew w piach”, cytując klasyka. Tupet, moi mili, tupet i twarda dupa, a u mnie ani pierwszego, ani drugiego, dlatego siedzę w laboratorium za średnią krajową (pracownik naukowy tylko dumnie brzmi),a bloga traktuję jak hobby i co roku myślę, „a może w tym roku”.

  • I teraz „parentingi” dumają jak ugryźć te wątki, które poruszył Jason ;-)
    Nie lubię prognoz, ale te Twoje są i moimi, także piona!

  • Coś w tym jest. 2 lata temu byłem na szkoleniu z parzenia kawy (espresso, latte itp.). Prowadząca obalała popularny mit, że najlepsza kawa to włoska kawa :-) Przez wiele lat cały świat tak uważał, bo Włosi tak powiedzieli. Dopiero w 1998 roku powstał Narodowy Instytut Espresso, którego głównym zadaniem stało się pilnowanie i dbanie, by włoskie espresso było jak hamburger z Macdonalda – wszędzie smakowało tak samo. I dlatego mamy teraz 7 zasad parzenia idealnego espresso. Może za jakiś czas powstanie 7 zasad poczytnego bloga parentingowego :-)

    • Swiat tak uważa, bo Włosi się z tym obnoszą :) Kto siedzi już trochę w świecie kawy, jako pierwszy obala właśnie ten mit. U mnie na osiedlu piję lepszą kawę, niż w najlepszych barach w Rzymie ;)

  • O! Ten tekst przeczytałam po raz pierwszy kiedy pomysł na blogowanie dopiero rodził się w mojej głowie. Miałam bardzo mocną wizję formy bloga rodzicielskiego, której w rodzimej blogosferze jeszcze nie było, tylko jako że wtedy wszystkie topowe parentingi miały słodkie dzieci za głównych bohaterów zastanawiałam się czy wikłać w jakiś sposób w moją blogowizję moje dziecko. Ten tekst trochę pomógł mi w podjęciu ostatecznej decyzji. Z perspektywy czasu wiem, że to była dobra decyzja. A co do zarabiania to dla mnie blog stał się fajną odskocznią do zarabiania – ale nie na blogu, tylko pośrednio przez markę jaka się wokół niego stworzyła i sympatię i zaufanie czytelników. Bardzo mi to pasuje – bo choć propozycje współpracy reklamowej są to z większości po prostu nie mam najmniejszej ochoty skorzystać. Swoją drogą nie wiem czy punkt 5 nie utracił na znaczeniu od 2013. Bo ja nie mam problemu z pisaniem o ciemnej stronie macierzyństwa i tym, że karmię dzieci cukrem, mimo że to niby tematy zakazane, co więcej nie mam też problemu z hejtem po poruszeniu takich tematów mimo że komentarzy generalnie nie usuwam. Niemniej jako że nie czytam wielu blogów i raczej trzymam się na uboczu blogosfery (choć miałam ambitny plan poznać ludzi na BFG, ale dziecka się pochorowały i wyjazd przepadł ;) ) to nie wiem czy wszystkie trudne tematy spowszedniały bo inni też o nich piszą czy po prostu mam specyficzne grono czytelników. Obrywa mi się jedynie przy poruszaniu kwestii szczepień, ale myślę, że to wina bojówek antyszczepionkowych, które zawsze są na posterunku.

  • Dla mnie blog rtodzicielski bardzo ogranicza tematycznie, dlatego ja zdecydowałam się na odrebną kategorię o wychowaniu. Jedyny blog parentingowy jaki czytam regularnie, to blog Nishki, bo jest w tej mneijszości, która nie zawala połowy tekstu zdjęciami swoich dzieci. Odechciewa mi się czytać, gdy co 3 zdania pojawia się zdjęcie dziecka.

  • Codziennie siadam i zastanawiam się co mogę zrobić lepiej myślę, że to jest właśnie rozwój. A jeśli chodzi o dzieci czy inne rzeczy o których się pisze to myślę że to kwestia dokładnie tego o czym pisałeś czy mówiłeś „emocje” każdy teks może je poruszyć.Można pisać o dziecięcej kupie w ciekawy sposób. Ja nie jestem perfekcyjną Panią domu bo moje białe rękawiczki są ciągle brudne od kurzu i w tym właśnie sęk. Nie udaje kogoś kim nie jestem. Nie piszę o najlepszym dziecku na świece skoro moje ma wady, nie piszę o porządku skoro w domu mam ciągły syf. Daje się poznawać w ciekawy sposób :)

  • W blogosferze parentingowej jak w każdej innej – trzeba umieć znaleźć swoje miejsce i albo zaakceptować albo się reformować ;)

  • Proponuję nowy dział blogosfery: blogi (dosłownie) parentingowe. Dorosłe gwiazdy/dzieci obecnej formy blogów piszą o tym jak żyje się z rodzicami „ex blogerami”. Będą reklamy pieluch dla dorosłych, maści na odciski i wpisy typu „plusy i minusy eutanazji” itp ;)

    • „plusy i minusy eutanazji” <3

  • diora.me

    Bloguję dość krótko (od marca), książki oczywiście czytałam. To co najbardziej drażni mnie w blogosferze to wymaganie wzajemności – lajkuj mnie, to ja ciebie też będę lajkować. A guzik. Kliknę tylko tam, gdzie mnie coś naprawdę zaciekawiło i polecę tylko to, co wyjątkowo mnie porwało. Tym bardziej, że już widzę dość wyraźny brak powiązania pomiędzy statystykami bloga, a ilością kciuków na fb. Google Analytics mówi: 21 000 UU, a na fb tylko 774 polubień strony. Zainstalowałam pop-up, może pomoże.

  • Zacznę od tego eliminowania zapraszania do siebie…wielu czołowych blogerów parentingowych jest wielce oburzonych tym zjawiskiem. Niestety sami to robili kiedyś- spamowali aż się kurzyło. Nie pamiętają tego jednak i mając pozycję kilku tysięcy lajków uważają się za sławy, którym można wszystko. Mogłabym ich wymienić ale nie o to tu chodzi… Ok ja rozumiem, że to ich praca, za reklamy im płacą….ale po kilku akcjach kiedy obrażają czytelników nagle płaczą, że im staty spadają. Wojny między blogerkami- śmieszna sprawa. Nie mają żadnych konkretnych argumentów na swoją obronę to zaczynają wyzwiskami rzucać, pisać, że podrzędny bloger mający 300 lajków na fejsie śmiał zwrócić im uwagę- niestety prawda często boli a przekonani o swojej zajebistości nie widzą niczego poza czubkiem nosa. Oczywiście w takich sytuacjach znajdują się blogerki, które chcąc błysnąć, zaistnieć będą zawzięcie ich broniły- jak dla mnie paranoja. Jeżeli człowiek nie ma sobie nic do zarzucenia, uczciwą pracą doszedł na szczyt sam się obroni. I to nie tak, że my mali blogerzy im zazdrościmy- po prostu w większości przypadków nie możemy znieść chamstwa- ale oczywiście boli nas, że gadżetów nie mamy- jedyna obrona urażonych.
    Większość również zamiast iść swoją drogą ślepo podąża za trendami wyznaczanymi przez „górę” i wygląda to jak wygląda.

  • Adam Walczak

    Co do blogów parentingowych nie mam zdania, ale rady odnośnie poprawnego prowadzenia bloga są zawsze przydatne.

    Swoją drogą, świetnie napisane książki. Obie o blogowaniu mam już za sobą i wdrażam w życie.

  • Ven

    A ja mam wrażenie, że parenting dominuje lajfstajl. Mogę się mylić, ale jak już jakaś blogerka rodzi dzieciaka, to nie ma innych tematów, niż dzieciak. Mogę się mylić, ale skoro od pewnego czasu tak mnie to kłuje w oczy, to znaczy, że coś jest na rzeczy. Dlatego podziwiam blogerki, które mają dzieci, a potrafią pisać na inne tematy. Chapeau bas.

  • tatosteron.pl

    Miałem napisać, że zapomniałeś o ojcach blogujących, ale widzę, że tatowe mnie uprzeził. Tak to jest, jak się idzie z dzieckiem pierwszy raz do żłobka zamiast sprawdzać internety ;)
    Z tym niekonkurowaniem ze sobą blogów ojcowskich jest jak w dowcipie o kobietach i takich samych strojach. Kiedy dwóch facetów w takich samych koszulach spotka się na przyjęciu, to może być początek wspaniałej przyjaźni. Kiedy spotykają się dwie kobiety w identycznych sukienkach… ;)

    PS
    Ja o klapsach pisalem. Nie chwaliłem, ale też w czambuł nie potępiałem :)

  • Mój blog niestety nie ma szans na sukces, ale jest potrzebny, widzę to po wynikach wyszukiwań :-) prezenty często się dzieciom kupuje i tak samo często jest dylemat co kupić dziecku :-) Nastawiłam się taki kierunek bloga i nie mam zamiaru nic zmieniać trochę parentingu jest nie ukrywam, ale to wisienka do postu, po prostu nie lubię czytać „suchych” recenzji o produktach, więc pisze tak jak bym chciała czytać na innych blogach.
    Co do publikacji tematów relacji….trudnych. Często (trójka dzieci) w domu są takie sytuacje i nieraz nachodzi mnie myśl że byłby to ciekawy temat. Ale ja takich sytuacji mam kilka dziennie, brakło by mi czasu na rozwiązywaniu ich gdybym miała je relacjonować na blogu :-D

  • To są jeszcze inne blogi parentingowe? myślałem, że jestem jedyny…

  • Wydaje mi się, że punkt 3 już jest coraz mniej aktualny. Blogerki parentingowe przestają się bać. Zaczynają otwarcie mówić o tym, co je przygnębia, przyznają się do tego, że nie zawsze jest kolorowo. I mam wrażenie, iż ostatnio panuje moda na to, by pokazać jak bardzo „nieidealną” matką jesteś.
    Jeśli chodzi o odsuwanie pociechy od bloga to również i u mnie pojawiają się takie myśli. To jest chyba jedyny słuszny kierunek w przyszłości.

    • Dokladnie tak! Ja tez obserwuje to zjawisko – czesciej czytam o tym, jaki balagan ktos ma w domu, niz o tym, ze w macierzynstwie jest rozowo i da sie z nim pogodzic wszystko. Ale generalnie nie przeszkadza mi to, czytam po prostu te blogi, ktore mi odpowiadaja, jak wspomnial juz ktos wczesniej, kazdy moze znalezc w blogosferze swoje miejsce.
      Poza tym, juz tak uogolniajac, trudno nie wpasc w rodzicielskie pisanie, kiedy ma sie male dziecko, nawet jesli dotad blog mial szerszy zakres tematyczny. Dziecko staje sie najwazniejsza czescia naszego zycia, wiele spraw kreci sie wokol niego, a to przeklada sie na pisanie. Mozna z tym walczyc, mozna zaakceptowac, mozna tez chwilowo dac sie poniesc i poczekac az nam przejdzie;-)

  • A mnie nikt nie tłumaczy powodu wypisywania się z listy obserwatorów – Po prostu czasami liczba się zmniejsza i tyle. Choć tekstu o cudownych skromnych rodzicach raczej się nie spodziewam. :)

  • Aga z www.makeonewish.pl

    dawno nie czytałam nic tak mądrego i szczerego. ja jestem z tych co pisza bo kochają :) typowo dla siebie, jak jest natchnienie i potrzeba, tak z serducha. taki pamiętnik w sieci. pewnie ze miło że są czytelnicy. to łechce moje ego. ale statystyki, zarobki, współpraca. to zawsze bedzie na drugim miejscu. bo pisac lubię o tym co w duszy gra, co meczy, co po głowie kołacze. a nie pod kogoś, dla kogoś, na termin, na liczbe słów. dla niektorych blog to praca, dla innych hobby, choć pewnie jedno drugiego nie wyklucza dla mnie chyba zawsze pozostanie pasją :) pozdrawiam

  • Blogi paretingowe kojarzą w pierwszej kolejności z dziećmi. Jak się później okazuje im dzieci mniej tym lepiej. Toż to paradoks ;p ;)

  • Bloga założyłam, bo i tak nie miałam nic lepszego do roboty. Szczerze mówiąc dopiero niedawno dowiedziałam się, że jest on blogiem parentingowym. Raczej pseudoparentingowym. Hejterów nie mam. Wyznawców też nie. Wszyscy tylko twierdzą zgodnie, że umiem pisać. Zajebiście umiem. Mój blog jest inny, może dlatego, że u mnie serio przyda się tłumik i chusteczka do nosa, po tym jak już zaczyna się rżeć ze śmiechu. Nawet mój mąż wykrztusza z siebie „hehe”, a to już cud boski. Nie umiem się reklamować, mój PR to coś na zasadzie „czeeeść. poczytaj mnie”. Ale umiem rozśmieszać ludzi, umiem śmiać się z siebie i poprawiać innym humor. Na sto procent. ;)

  • Uf całe szczęście nie jestem blogerka parentingowa, ale Tomku ja widzę tu jedno poważne zagrożenie dla zbyt kontrowersyjnych blogerek w tym kierunku, ciężko być potepianym rodzicem. Dlatego w blogosferze parentingowej nie ma miejsca na niepoprawnosc polityczną. Pozdrawiam serdecznie beata

  • I właśnie dlatego czytam jakieś dwa blogi o wychowaniu (najlepsze): „Dobra Relacja” oraz „Cała Reszta”, bo interesuje mnie coś, czego po kilku latach z dwójką dzieci jeszcze nie wiem + ich błoga autentyczność, a nie kupa pierdółek, recenzji, relacji, poleceń, 1000 sposobów na… itd.
    Moi czytelnicy wiedzą, że mam dzieci, raz na pół roku im o tym konstruktywnie przypomnę i tyle. Wiedzą, że to (poza mężem i Italią) najlepsze co mnie w życiu spotkało i niech się inspirują ;)
    A co do Nishki, ona ma już tak duże dzieci, że z jej tekstów mogą się uczyć całe pokolenia, a nie tylko mamuśki, więc powiedziałabym, że pisze społecznie, już nie tylko parentingowo.

  • U mnie jest trochę inaczej, bo współtwórcami bloga są moje dzieci. Nie widziałem nigdzie takiego bloga i mało mnie to zresztą obchodzi, bo i tak wiem, że podobny nigdy nie powstanie z prostej przyczyny: dziecko trzeba po prostu wychować na fajnego otwartego człowieka, który ma swoje zdanie, a nie tylko o tym pisać. Na Halloween wypuściłem z dziećmi 3 horrory i część ludzi odeszła. Czy się tym przejąłem. A gdzie tam. Napisałeś bardzo mądrą rzecz, o tym, żeby nie bać się własnych czytelników, już nie wspominając o innych blogerach. W końcu to twoje miejsce i ty tu rządzisz i masz czuć się dobrze. Jestem zawsze zdania, by być zawsze sobą, bo w nas jest wartość, a jak starasz się być taki jak inni, to nigdy nie będziesz najlepszy. Zresztą za dużo nie pisze, bo wiedza w końcu kosztuje ;-) Pozdrawiam. Ps. Za bardzo wszyscy spinają poślady :D

  • Czytałam wszystkie Twoje książki a po przeczytaniu „Bloger i Social Media” zmieniłam nawet layout całego mojego bloga. Książka ta uświadomiła mi, że jeszcze dużo muszę zmienić na swoim blogu mimo, iż prowadzę go od 2008r. Nie jestem blogerką (w sumie nie wiem czy mogę się tak nazwać) i zaręczam, że mój blog nie kwalifikuje się do żadnej kategorii ani parentingowej, lifestylowej czy innej a i tak porady zawarte w „Bloger Social Media” wspaniale mi pomogły i nadal pomagają. Jestem jedyną osobą w Polsce prowadzącą tak odmiennego bloga jak mój, aczkolwiek do tej pory nie miałam bladego pojęcia, że aż tak wiele rzeczy się liczy. Tomku czekam na więcej książek. Pozdrawiam

  • BTW. Jason zaczyna pisać o parentingu, bo pewnie zaciążył!

  • Waldeck_13

    Blogi rodzicielskie, ku….wa, R O D Z I C I E L S K I E ! ! !

  • Dla mnie blogi modowe to jakiś fenomen niezrozumiały.

  • Ja mam mały problem z moimi czytelnikami, bo nie czują mojej ironii. Napisałam kiedyś, że 3 latkom miksowało się schabowego i później wsuwały to z butli. Odezwały się same zatroskane mamy. Ale i tak najlepsza była mama, która poradziła mi, abym obierała ziemniaki siedząc na dywanie z moim dzieckiem. To była reakcja na to, jak napisałam, że puszczam dziecku bajki z youtuba, podczas gotowania obiadu. Była bardzo zmartwiona faktem, że moje dziecko miało już kontakt z komputerem.
    Ale tak poza tym jest całe mnóstwo fajnych babeczek, które dostają do głowy siedząc w domu ze swoimi dzieciakami i widzę, że czasami lepiej im się robi jak napiszę, że u mnie taka sama harówka.

  • CallmeMom

    Witam!
    Chciałabym zaprosić wszystkich na swojego bloga. Opisuje w nim historie nastoletniej mamy, pokazuje z jakimi problemami musi się zmierzyć i jak wygląda świat z jej perspektywy. Chcę by inne młode osoby mogły czerpać inspiracje i sięgać po porady :) Zapraszam jeszcze raz :)
    socallmemombaby.blogspot.com :)

  • „Nawet zdobycie czytelników to nic trudnego, bo dziś można to zrobić rzucając kilka reklam na Fb.” Nie bardzo. Reklama na fb jest dużo mniej opłacalna niż jeszcze dwa lata temu. Przykładowo za 4zł fb szacuje, że będzie 4-17 lajków. W rzeczywistości (sami sprawdziliśmy i podpytaliśmy na forach) wychodzą jeden, dwa polubienia. W najlepszym przypadku komuś trafiło się 5. Słabo się to kalkuluje.

  • Magda Palkus

    przeczytam na pewno :) dzieki za „nie owijanie w bawelne”, prowadze „kameralnego” bloga, jak masz chęć wpadaj http://www.jestemmama.blogspot.com

  • Sylwia Ciszyńska

    Gdybym jeszcze pisząc blog musiała myśleć o swoich dzieciorach, zaraz bym wykitowała;) Książkę przeczytałam. Już jestem zarąbistą blogerką (na początku swojej drogi do chwały). http://mietawkapeluszu.blogspot.com/

  • Bardzo ciekawy tekst. Ja osobiście mam w dupie co ludzie powiedzą o moim blogu i blogowaniu, ale fakt, że pisząc starałem się być poprawny politycznie. Bywało, że nadmierna poprawność ssie. W pewnym momencie stwierdziłem, że mam dość. Piszę dla siebie, czyta moja rodzina i bliscy, którzy mnie znają i wiedzą jaki jestem. Piszę kiedy mam czas lub ochotę. Nie m ana moim blogu regularności, bo nie walczę o bloga roku.

    Pisałeś, że ludzie piszą różne komentarze. Hejty, które opisują to, że komuś się powodzi i zarabia na blogu w taki czy inny sposób. Trzeba też wziąć pod uwagę fakt, że jedni po prostu chcą zarabiać pieniądze, a inni czerpią z bloga swoją radość, mając wyjebane na statystyki, cyferki i popularność. Jeżeli jednak założył sobie, że chce również zarabiać na przykład na współpracy z firmami różnej maści, to spoko. To jego sprawa :) Mnie osobiście również miło jest, gdy ktoś napisze i powie, że chciałby to czy tamto lub zaproponuje współpracę, ale bez ciśnień :)

    Nikomu nie zazdroszczę i bardzo cieszę się, że jako jeden z ojców, prowadzę, jeżeli można to tak nazwać, bloga parentingowego. Cieszę się z sukcesów kolegów – ojców. Nie mam czasu czytać wszystkich blogów, ale zdarza mi się czytać chociażby Blog Ojciec albo Tata w pracy czy tatowe. Wszyscy ojcowie są jednak dla mnie bohaterami, bo wielu z facetów nie przyznaje się do swojej bliskości z dziećmi poza kręgiem domowych pieleszy.

    Prowadzę bloga bez reklamy, pozycjonowania et cetera. Nie czuję wewnętrznej potrzeby. Stronę zrobiłem sobie sam, logo klepnąłem na szybko, fanpage też i kto ma ochotę niech sobie czyta. Jeżeli chce i ma czas, nie widzę problemu :) a jeżeli ktoś się ze mną nie zgadza i chce ze mną podyskutować, to zapraszam :)

  • Bardzo ciekawe spojrzenie. Zmusiłeś mnie do refleksji, czy na moim blogu parentingowym idę dobrą drogą. Piszę o rozwoju córki co miesiąc (po 2. urodzinach tylko co pół roku lub rzadziej), planuję drugie dziecko, więc będę sporo pisać o ciąży , dodaję czasem zdjęcie Zuzi, ale jest ich niewiele. A na znanych mi blogach zdjęcia dzieci są pierwszoplanowe – do każdego postu nawet po kilka. Mam nadzieję, że Zuzia nie będzie miała do mnie pretensji w przyszłości, że opisywałam jej rozwój i dodawałam jej zdjęcia. Dzieci innych blogerek mogą być za to oburzone, że są tak popularne bez ich zgody… Mój blog parentingowy to nie tylko dziecko i zabawki, ale też np. to, jak rodzic zarabia, jakie ma spojrzenie na życie i inne ważne sprawy związane z rodzicielstwem.

  • Ostatnio widziałem w sieci ciekawy ranking blogów parentingowych, z których kojarzę jedynie hafija. A i ta znalazła się na końcu z niezbyt pochlebną opinią :) Ranking nie powala graficznie, ale może kogoś zainteresuje:
    http://blogparentingowy.pl/

    • O jezusie klilknęłam w to i wtedy sobie przypomniałam, że znam ten ranking. To spam-majstersztyk. Zapomniałeś wspomnieć, że na jego pierwszym miejscu umieściłeś własną zonę :D :D :D

  • zyciejakmuzykablog.wordpress.c

    Zastanawiałam se właśnie nad takim blogiem. Jednak życie jest dużo szersze i bogatsze niz tylko rodzicielstwo, choc musze przyznać że to zaraz po relacji z mężem najważniejszy obszar życia. :) sama czytam takie blogi choc znajduje na nich podobne wpisy. Nie trafiłam na nc oryginalnego – jeszcze ;)

  • Aleksandra Ćmachowska

    Witam serdecznie, artykuł daje do myślenia, muszę zainteresować się książką :). Od czegoś trzeba zacząć na początku swojej „kariery”. Tak , tak jestem mamą, jestem pielęgniarką i lubię tworzyć teksty z humorem, n nawet ironią. Lubie pisać, chyba zawsze lubiłam, a to myślę, już połowa sukcesu. Mam nadzieję, że czasy blogerek parentingowych nadejdą, a ja się załapię ;). Pozdrawiam!

  • Kurcze i odpowiedziałeś mi teraz na pytanie sobie dziś zadałam: dlaczego blogi rodzicielskie prowadzone przez kobiety mnie drażnią w taki sposób, że nie mam ochoty do nich zaglądać, wolę czytać te pisane przez ojców? Tak dla jasności – nie jestem matką, jestem dość młodym pedagogiem i czasem ciekawi mnie jak to od środka wygląda wychowywanie dzieci. Ale no po prostu nie mogę ich czytać. Więc dzięki.
    A drugie to – cwany z ciebie lis. Rzadko czytam te blogi „z górnej półki” na szczycie blogosfery, bo zbyt często wydają mi się za mało autentyczni, ale ciebie kurcze dobrze się czyta.