Blog, Facebook, Youtube, Instagram... gdzie zacząć pisać i prowadzić bloga? | JasonHunt

Blog, Facebook, Youtube, Instagram… gdzie zacząć pisać i prowadzić bloga?

Wbrew pozorom odpowiedź na to pytanie jest całkiem prosta, ale rozumiem dlaczego początkującym autorom ten problem spędza sen z powiek, dlatego dziś wyjaśnię, jak sobie z nim poradzić w najprostszy możliwy sposób.

Gdybyś dziś zaczynał, to jak byś zaczął?

To jedno z pytań, które zadajecie mi na naszych cotygodniowych spotkaniach z trudną młodzieżą. Jeśli jeszcze nie uczestniczyłeś w takim spotkaniu, zapisz się na nie kiedykolwiek, gdziekolwiek i z kimkolwiek, byle nie ze mną, bo nie mam dla ciebie czasu.
Gdybym dziś zaczynał, to pewnie doszedłbym do wniosku, że niczego nie potrafię, na niczym się nie znam, więc jestem całkiem niezłym materiałem na eksperta. A może nawet dobrego blogera.
Skoro chciałbym pisać bloga, to może najbardziej oczywiste rozwiązanie jest najlepsze i ponownie zacząłbym od pisania na jakiejś gotowej platformie blogowej. Tyle że od razu przypomniałbym sobie, jak to Onet parę tygodni temu pokazał środkowy palec swoim ostatnim żyjącym blogerom, ogłaszając, że platformę zamykają, a kto ma u nich bloga, niech się po prostu pierdoli i nie zawraca dupy. Oczywiście tak wulgarnie tego nie powiedzieli, ale tak właśnie twórcy mogli się poczuć. Wirtualna Polska też zamknęła swój serwis i z tych dużych platform została tylko Agora (blox.pl), do której mam ogromny sentyment, bo właśnie u nich traciłem dziewictwo.
No to może sam se WordPressa postawię, serwery wykupię, odpicuję wszystko na pierwszym lepszym darmowym szablonie? Tylko kurde, ja się na tym nie znam. Coś się sypnie i jestem w grobie. Poza tym – kto w ogóle dowie się o moim istnieniu? Nie, to chyba zbyt ryzykowne.
To może Youtube? Wszyscy mówią, że wideo to przyszłość i tam największa kasa i w ogółe ci youtuberzy tacy popularni są. Któż by nie chciał do tej przyszłości należeć? Tylko o czym te filmy robić…jak je robić…jakość…się wybić…”hejka wszystkim, cześć kochani”, „pamiętajcie o łapce w górę”, „proszę o subka”.
[przerwa na rzyganie] Ok, gdzieś tego bloga trzeba założyć. Twitter? Fanpage? Instagram?

Co się najbardziej opłaca?

I właśnie do tego sprowadza się problem początkujących autorów. Do tego jednego zagadnienia, na które odpowiadam od lat. Co warto? Co ma przyszłość? Gdzie szybciej się wybiję? Gdzie więcej zarobię?
To jest dokładnie ten sam błąd, jaki za parę miesięcy popełni tysiące tegorocznych maturzystów. Kierunek studiów wybiorą, patrząc, gdzie idą znajomi lub gdzie po studiach jest lepiej płatna praca. Głupota. To jest tak głupie, jak przystrajanie łóżka śniadaniem.

 


[to nie jest moje oficjalne konto]

Byłem kiedyś o krok od popełnienia tego błędu(wyboru studiów, nie łóżka) i jak mi przypomnicie w maju, żebym w końcu (po ilu latach, dziesięciu?) napisał drugą część tekstu „Tuż przed maturą kwitły kasztany”, to opowiem wam, jak nie zostałem kaowcem, psychologiem, aktorem, prawnikiem, celnikiem, spedytorem. A próbowałem. Oj bardzo próbowałem.

Myślenie o tym,

gdzie najszybciej osiągniemy cel

nie jest od początku do końca złym myśleniem. Jest utrudnianiem sobie życia. Teraz i później, bo najpierw marnujemy piękny i romantyczny czas pierwszych chwil budowania naszej marki. Zamiast cieszyć się nimi, uczymy się nowego medium, tej najbardziej opłacalnej formy, a po jakimś czasie (mniej więcej po roku) pojmujemy, że mimo posiadania czytelników/widzów oraz drobniaków na koncie, nie czujemy się szczęśliwi.

Miałem to w 2008 roku, kiedy wszedłem na Youtube z pomysłem na komentowanie fragmentów gier komputerowych. To było mocne pierdolnięcie, żadnego mozolnego budowania zasięgu. Jeden film, drugi film, trzeci i jeb. 50 tysięcy widzów. Po miesiącu 100 tysięcy. A po mniej więcej 2 miesiącach poczułem, że zmuszam się do robienia tych filmów. Fajnie, że są fajne, fajnie, że mam od cholery widzów i fajnie, że znowu mi się coś w życiu udało. Niefajnie, że mnie to nie bawiło. Tak zwyczajnie nie czułem, że to jest coś, co chcę robić I rzuciłem to w cholerę, a dziś nieliczni, którzy pamiętają moje przygody z grami, dziwią się, że mając tak dobry „produkt”, po prostu z niego zrezygnowałem. Był jeszcze jeden powód rezygnacji, ale o nim opowiem przy innej okazji.

Nie tylko wtedy, gdy zaczynasz, ale zawsze, gdy zajmujesz się tworzeniem czegoś, powinieneś czuć radość z tworzenia. Niechże i pieniądze będą najważniejsze, niechże i będą celem. Pochwalam to, bo każdy autor ma prawo do realizowania swoich potrzeb i stawiam znak równości między tymi, którzy myślą, że swoją twórczością zmienią świat a tymi, którzy po prostu chcą

zarobić jak najwięcej

Tworząc, nie zapominajmy, że za 5 lat życie wciąż będzie trwało i choć brzmi to banalnie i niby wszyscy o tym wiemy, to chyba nie wszyscy naprawdę zdajemy sobie z tego sprawę. Wspominałem o tym przy okazji tegorocznego rankingu wpływowych blogerów. Chyba w ebooku o tym pisałem, że od pierwszej edycji rankingu (2009 rok) tylko jeden bloger się w nim utrzymał. Nie żeby pozostali z poprzednich pokoleń blogerów pomarli z głodu, ale nie udawajmy, że wszyscy spełnili swoje marzenia i wypoczywają sobie teraz w ciszy na bezludnych wyspach. Wielu z nich, bardzo wielu z nich przepierdoliło swoją szansę, bo albo nie traktowali blogowania poważnie (co nie jest wadą) albo się wypalili albo pokpili konieczność ciągłego uczenia się i dostosowywania się do zmian w social mediach. Czy tego żałują, czy nie, to już ich sprawa i w sumie nic mi do tego, tym bardziej, że znam osobiście kilka osób, które twierdzą, że bardziej spełniają się w pracy na etacie niż na blogu. Wierzę im.
Wybierając dziś tworzenie tam, gdzie ci się to najbardziej „opłaci”, gdzie szybciej zdobędziesz popularność, jest krótkowzroczne i wcale nie jest drogą na skróty.
Najlepsze rozwiązania są najprostsze. Nie oglądaj się na mnie, nie oglądaj się na popularnych blogerów, nie myśl przez pryzmat chęci uzyskania szybkiego efektu.

To zwykle doradzam początkującym twórcom, zadając im tylko dwa pytania:

1. Jaką historię chcesz opowiedzieć?

To podchwytliwe pytanie. Żaden początkujący autor nie myśli kategoriami storytellingu i zazwyczaj „opowiadanie historii” tłumaczą sobie zbyt dosłownie. Chodzi oczywiście o tematykę twórczości, wokół której historię można zbudować, nie zaś o wymyślanie wątków głównych, pobocznych, bohaterów, itd…

I drugie pytanie:
2. Wyobraź sobie, że musisz opowiedzieć mi, co jadłeś na śniadanie lub co cię dziś wkurzyło. Która forma jest ci najbliższa, która sprawiłaby ci najmniej problemu: tekst, foto czy wideo?

Jeszcze nigdy nie usłyszałem „wideo”, mimo że o wideo coraz częściej jestem pytany przez tych, którzy jeszcze nie zaczęli.
Odradzam utrudnianie sobie życia już na początku. Są tylko dwie formy, które w dzisiejszych czasach jest w stanie tworzyć każdy. Nawet osoby nieposiadające żadnych umiejętności. To fotografia i krótkie formy tekstowe. I na dobrą sprawę jest tylko jedno miejsce, w którym można to robić najwygodniej, najtaniej i najszybciej budując swoją markę: Facebook. Co nie oznacza, że warto olać pozostałe miejsca, bo Instagram też jest świetnym serwisem dla początkujących.

I tym sposobem wracamy do początku tekstu. Gdybym zaczynał dziś od nowa i był takim leniem, jakim jestem obecnie, pierwsze kroki stawiałbym na Facebooku i Instagramie. Nie ma ani jednego sensownego powodu, by od razu wbijać na blog(na swojej lub cudzej platformie), ani tym bardziej od razu pakować się na Youtube, a już na pewno nie trzeba sobie zaprzątać głowy innymi serwisami. Warto zacząć tam, gdzie od samego początku możemy liczyć na wsparcie znajomych, którzy tworzyć będą zalążek naszej społeczności, a wszyscy nasi znajomi są przede wszystkim na Facebooku. Warto zacząć od prostych form, aby wyrobić w sobie to, co najważniejsze na początku:

nawyk regularnego tworzenia treści

To ważne, ponieważ najczęstszą przyczyną braku czytelników na blogu jest brak autora na blogu i wiem, jak trudno jest przekonać blogerów, aby w końcu zaczęli tworzyć regularnie. Jak już ktoś wejdzie w rytm „piszę se kiedy chcę” albo „piszę raz na tydzień”, to ciężko jest się przestawić, tym bardziej, że na efekty przyjdzie  czekać miesiącami. Tym bardziej, że w międzyczasie trzeba ogarnąć sztukę pisania, właściwego wyważenia tematów, zastawiania haków na czytelników, zatrzymywania ich i masę innych umiejętności, pomagających w budowie zasięgów.
Warto zacząć tam, gdzie najprościej, najtaniej, najwygodniej i najszybciej. Nie skakać na głęboką wodę. To jak z treningami. Gdy chcesz zacząć regularnie biegać i marzy ci się start w maratonie, nie próbujesz od razu przebiec 5 km, tylko zaczynasz od krótkiego dystansu, od marszobiegu, kupujesz odpowiednie buty, zmieniasz dietę, czytasz o bieganiu, rozmawiasz z osobami, które znają się na tym temacie lepiej, a przede wszystkim zaczynasz regularnie budować formę. Nie zbudujesz jej biegając raz w tygodniu i powielając te same błędy, które popełnia wielu początkujących biegaczy. I chyba właśnie o błędach, tyle że początkujących blogerów, opowiem za tydzień.

Jeśli chcesz, możesz poniżej anonimowo zasugerować mi, jakie tematy najchętniej byś przeczytała w kolejnych tygodniach. Jestem tu, aby rozwiązywać twoje problemy. Swoje też. 

 

 

***

PS Jeśli jesteś uczestnikiem szkoleń „MasterClass: Bloger” lub „MasterClass: Bloger & Biznes” to odbierz dziś po południu maila ode mnie. Jeśli nie otrzymasz maila, poszukaj go w spamie i innych dziwnych folderach. Jeśli tam nie znajdziesz, napisz do mnie na priv, bo się coś mogło zepsuć.
Chodzi o „eksperyment”, który zapowiedziałem w grudniu, ale to tylko dla tych, którzy już mają za sobą jedno szkolenie. Otwarte zapisy po promocyjnych cenach dla wszystkich chętnych będą najwcześniej w marcu lub kwietniu.

Blog, Facebook, Youtube, Instagram… gdzie zacząć pisać i prowadzić bloga?
2.2 (44.62%) 26 głos[ów]
  • Ja tworzę w zeszycie i potem rozrzucam kartki po osiedlu.

    • Jak w szkole. Opowiadania pisali, zostawiali gdzieś i to szło między uczniami.

  • Spróbowałem sobie w duszy odpowiedzieć i nie zgadniesz co mi wyszło. Wideo :) Ale to może dlatego że na co dzień wykładam na uczelni i mówienie do ludzi mam przećwiczone. Zwłaszcza, gdy nie mam pewności, czy Ci ludzie cokolwiek rozumieją.
    A serio, to jak wszystko spróbuję to testować. Tzn plan mam taki że raz w tygodniu wpis na blogu, potem o tym gadam do kamery traktując wpis jako notatki do wykladu. Docelowo audio z tego gadania chciałbym jeszcze jako podcast, ale na razie i tak mi brakuje czasu na wszystko.
    A pisanie tylko na FB ma jedną wadę w dłuższym okresie: nie widać Cię w Google i nawet bardzo fajne treści będą widziane przez niezwykle wąski krąg. Tak mi się przynajmniej wydaje.
    Pozdrawiam
    Michał

    • A jak to właściwie działa? W sensie – warto duplikować treść na różnych mediach? Nie będzie tak, że „łe, już o tym czytałem/słuchałem/oglądałem, więc nie będę słuchał/oglądał/czytał tego samego w innej formie”?

      • Dobre pytanie. Szczerze, nie znam odpowiedzi. Próbowałem robić mały research w necie, ale co „autorytet” to inne wnioski. Jedni mówią, że wideo rządzi, inni że podcast. Zgłupieć można.
        Uważam, że jeżeli czegoś ważnego nie wiesz, to przede wszystkim to testuj przy zachowaniu rozsądnie niskiego kosztu.
        Ja różne media na raz traktuję jako testowanie, nie jako docelowy model. Za jakiś czas będę wiedział, który kanał bardziej żre i z którym mi jest najbardziej po drodze.

        • Moim zdaniem wszystko zależy od grupy odbiorców. Całkiem niedawno robiłam ankietę wśród czytelników i zdecydowana większość twierdziła, że woli czytać niż słuchać czy oglądać. Nie ukrywam, że trochę mnie to zdziwiło, bo zaczynałam mieć wrażenie, że słowo pisane powoli traci rację bytu w internecie.

          • Hm… Natalia, przeczytaj jeszcze raz co napisałaś: większość CZYTELNIKÓW woli CZYTAĆ. :) Jeżeli ankietę zrobiłaś wśród czytelników swojego bloga to jasne, że Ci tak wyszło.
            To nadal nie daje odpowiedzi, jakie miałabyś efekty, używając innych kanałów. Chyba że Cię nie całkiem zrozumiałem :)

          • Jak już zamieściłam ten komentarz, to też tak sobie pomyślałam, że w sumie nic nie wnosi do dyskusji, ale już poszło ;) Kanał na YT też mam, co prawda tylko z jogą. Jednym z pytań do CZYTELNIKÓW właśnie było to, czy chcieliby oglądać na YT coś poza jogą, albo może słuchać podcastów jako alternatywa dla wpisów, ale praktycznie jednogłośnie stwierdzili, że wolą czytać. Niby jasne, można było z góry stwierdzić, że jest to grupa czytający nie oglądających, ale przecież chyba jedno drugiego nie wyklucza? :)

      • Warto dublować i warto wypierniczać w kosmos każdego marudę, który nie potrafi użyć samodzielnie przycisku cofnięcia subskrypcji.
        Nie zmuszasz nikogo, by obserwował cię na wszystkich kanałach.

        • Dzięki. Mam treści, które fajnie mogłabym zaadaptować pod YT, ale to w sumie trochę tak, jak z promowaniem tekstów z bloga w różnych mediach społecznościowych – nie mamy tam tych samych odbiorców.

          • To samo chciałam powiedzieć. Kiedyś, chyba u Jasona, ale ręki nie dam sobie upierdzielić, przeczytałam o wielokrotnym wykorzystywaniu jednego tekstu (ponoć jakiś ziomek z Ameryki tak robił i zarobił na tym miliony monet) – nie wydawało mi się to prawdopodobne, dopóki nie opublikowałam po prawie roku tekstu o zorganizowaniu wyjazdu do Wenecji po raz kolejny. Lajków i wyświetleń dwa razy więcej niż za pierwszym razem i jakoś nikt się nie buntował, że już to kiedyś czytał. A to, że odbiorcy na wszystkich mediach całkiem różni, to już jakiś czas temu zauważyłam. A Jason Prawdę mówi, gdzie pisać częściej i regularniej jak nie na Facebooku? Tam i tak się pół życia spędza – tylko ten jeden malutki problem jest, jak facebookowi nie zapłacisz, to i tak tego tekstu nikt nie zauważy, no chyba, że będzie super hiper ekstra zajebisty, aż do granic, że znajomi będą go sobie przesyłać i wirusowo się rozejdzie. Jaka szansa jest, że się tak stanie? Jakby to zaśpiewał Jan Borysewicz „Mniej niże zeeeeerooooo” no ale Amerykanścy Naukowcy mówią, że niby jest to możliwe. No cóż, trzeba robić swoje, próbować różnych metod, a może kiedyś będzie chleb z tego pieca. Póki co nie jestem za dobrym piekarzem, ale ufam, żeZA ROK, MOŻE DWA, to się zmieni. Pozdrawiam jak najserdeczniej ze swojego zakręconego serca.

    • Pisanie na fb nie opłaca się również z tego względu, że nie można nic zrobić z wyglądem strony – przynajmniej dla mnie byłby to problem, bo lubię, gdy blog wyróżnia się ładnym szablonem.

  • Jak powiedział Jacek Walkiewicz, są takie rzeczy, które warto robić i są takie, które opłaca się robić. Jednak są też sytuacje, w których coś się zupełnie nie opłaca, ale i tak warto. Tak jest z blogowaniem. Na początku (a może nawet już na zawsze) nie zarobisz nic. To tylko inwestycja Twojego czasu i pieniędzy.

    Czy coś z tego będziesz miał? Ja nie wiem, ja jeszcze nic z tego nie mam, jeżeli chodzi o kasę. Na razie mam tylko satysfakcję, że błądziłem przez ponad 2 lata. Teraz błądzę, ale w inny sposób. Czy chciałbym zarabiać na blogu? Pewnie, że tak. Jednak chciałbym zarabiać pisząc o tym, o czym chcę pisać. Jak mam się do czegoś zmuszać, to mi się po prostu nie chce.

    Czy musiało to trwać dwa lata? Dla mnie musiało, może Ty jesteś mądrzejszy i nauczyłbyś się tego w tydzień. Chodzi o to, że teraz wiem do kogo piszę i daje mi to satysfakcję. A co z tego będzie? Nie wiem. Nikt tego nie wie.

  • Startowałbyś na Facebooku tworząc Fanpage czy na profilu prywatnym? Wybacz, ale przy obecnych zmianach na FB, tworzenie nowej strony jest zwykłą stratą czasu. To wizytówka z lajkami na której i tak większość fanów nie zobaczy twojej twórczości.

    Inna sprawa to profil prywatny. Osobiście bym stawiał na własny blog na wp, który będzie rosnąć powoli, ale w większości przypadków niezależnie od kolosa typu Facebook i bez strachu że znowu mi urwie zasięgi oraz na YouTube.

    • Nie ma już w blogowaniu niczego „niezależnie od kolosa”. Wszystko jest zależne od Facebooka. Powodzenie bloga na wp również.
      Zalecam profil prywatny na początek i szybkie przejście na fanpage lub od razu fanpage. Wyłącznie profilu prywatnego doradzać nie mogę, bo zostałbym zagięty już przy pierwszym pytaniu: a niby jakie są tam zasięgi?
      Nikt tego nie wie.

      • +na profilu prywatnym nie masz opcji płatnej promocji.

      • Wiem że profil na FB jest ważny, ale czy najważniejszy? Zmiany z zasięgami będą się pogłębiać i naprawdę zastanawiałbym się nad budowaniem blogów w oparciu tylko o Facebook.

      • Ja wiem, że łamanie zasad jest takie fajne wow wow, ale wykorzystywanie profilu prywatnego w celach komercyjnych jest niezgodne z regulaminem i polityką FB. Jeśli trafi się ktoś „życzliwy” to wszystko może pójść w cholerę.

  • Tomek – a to zdjęcie na jh club to Ty incognito? 50000 w miesiąc – wiele osób (tu np mam na myśli siebie) nie wyciągnie tego nigdy w życiu – pełen szacun – ale takie wzrastające zasięgi to jest tez super motywacyjny kop – fakt ze radość tworzenia potrafi je zastąpić i pewnie rzeczywiście długofalowo – jest zasadnicza – choć można przepracować całe życie w nielubianym zawodzie – i przypuszczam ze istnieją ludzie zdolni klepać recenzje tego czy tamtego – nawet jeżeli tego nie nawiedza – byle hajs się zgadzał. Pozdrawiam serdecznie Beata

    Ps Ja chyba żadnego maila od Ciebie jak dotąd w to popołudnie nie dostałam

  • Ja gdybym teraz zaczynała pisać, to zrobiłabym to dokładnie tak samo, jak 2 lata temu. Dlaczego? Wartość merytoryczna moich tekstów (wiem, jak nieskromnie to brzmi). Dziś dostaję wiadomości od moich znajomych (kolegów po fachu), że korzystają z moich tekstów, przygotowując się do zajęć, inni z kolei dziękują za dzielenie się refleksjami dotyczącymi naszego zawodu, jeszcze inni – dziękują za konkretne rozwiązania. Ciekawe jest to, że w ciągu tych dwóch lat, zmieniły się nawyki moich Czytelników – częściej piszą na FB,że coś im pomogło i to samo jest z IG. Mnie zaskoczył fakt (chyba nie powinien), że IG skraca dystans między mną a Odbiorcą, bo ludzie np. po relacji z informacją, że na blogu jest nowy tekst, odpowiadają mi w wiadomościach na IG. Czy coś z tym robię? Nie. Ludzie się zmieniają, ich nawyki korzystania z mediów są inne i trzeba to zaakceptować. Dzięki skracaniu dystansu coś innego może się zrodzić i właśnie to obserwuję. Zauważyłam też, że zarówno na blogu,FB, jak i IG mam trochę innych odbiorców – tak zróżnicowane środowisko jest inspirujące.

    W ciągu dwóch lat blogowania zarobiłam w sumie 1100 zł 😂 Dlaczego o tym piszę? Bo zakładałam, że w życiu nie będę pisać za pieniądze, że na pewno na blogowaniu nie będę zarabiać, ale pojawiły się dwie marki, które od x lat podziwiam, które jak zaproponowały mi współpracę, to nie mogłam odmówić. Teraz odchodzę od wpisów sponsorowanych (mam ich tylko 2 na swoim blogu), bo inne firmy zaczęły pisać do mnie jako osoby, a nie bloga i chcą korzystać z mojej wiedzy a nie moich zasięgów. To bardzo ciekawe doświadczenie, bo gdybym nie blogowała – nikt by mnie nie odkrył, sama też nie napisałabym do redakcji tych wydawnictw, by wydrukowali mój artykuł czy inne wypociny.

    I tak już zupełnie na marginesie – pod koniec grudnia zrodził się w mojej głowie pomysł na kanał na YouTube, kupiłam nawet sprzęt do nagrywania, rozmyślam wciąż nad logistyką, ponieważ to, co chcę robić, wymaga zaangażowania większej liczby osób, wiąże się to również z wyjazdami, wcześniejszymi rozmowami z odpowiednimi ludźmi. I tak, do tego musiałam dojrzeć. Jeszcze 2 lata temu nie uwierzyłabym, że będę chciała gadać do kamery i puszczać to w świat. Nie wiem, kiedy zacznę to robić, ale sama chęć tego, wydawałaby mi się dziwna.

  • Ostatnio dowiedziałem się, że Blogspot jest dla „gimbusów”. Ostatecznie lubię tu pisać i dobrze się czuję bez domen, itd. Na chwilę obecną nikt na to nie narzeka, także jest w porządku.

  • Lidka Buk

    Ponoć nie ma głupich pytań. Co się stało z formatowaniem Twoich tekstów? Kiedyś było tak ślicznie, a teraz te samotne wilki na końcach wersów płaczą :(

  • A ja dalej zacząlbym od worspress, nie fb. Ale to ja. Choc trzeba wydać kasę na domenę i serwer. Dla mnie jakoś tak jak wydam kase to od razu traktuję to nieco poważniej.