Alfie Evans - czego nie widzisz i jak zagrano na Twoich emocjach? | JasonHunt

Alfie Evans – czego nie widzisz i jak zagrano na Twoich emocjach?

Wiesz co, ty chyba Boga w sercu nie masz, jeśli na widok małego, śpiącego uroczego Alfie’go Evansa przyszłoby Ci w ogóle na myśl, żeby dać mu umrzeć. 62% moich czytelników na fanpage stwierdziło, że racja jest po stronie rodziców i padli ofiarą bezdusznego sądu i zbrodniarzy-lekarzy.
Pytanie: ilu z nich padło ofiarą tyleż sprytnej co perfidnej medialnej narracji?

tak się zastanawiam czy pisać o tym angielskim dziecku, co to zostało decyzją sądu odłączone od aparatur podtrzymujących…

Opublikowany przez JasonHunt 26 kwietnia 2018

Zanim przeczytasz…

Niestety nie wszyscy umieją czytać ze zrozumieniem, więc muszę wyjaśnić: tematem dzisiejszej publikacji nie jest opowiedzenie się po którejś ze stron, ponieważ uważam, że żadna ze stron nie ma 100% racji.
Tematem publikacji jest pokazanie, w jaki sposób media kreują historię wzbudzając w tobie emocje.  

 

Odpowiedz sobie na pytanie: co wiesz?

Bo widzisz, przejrzałem dziś rano kilkadziesiąt artykułów dotyczących tej sprawy i ujrzałem w nich:

małe dziecko, któremu nikt nie daje szans na przeżycie
– heroicznych rodziców walczących z „systemem”.
– zły system, który chce uśmiercić dziecko
– publiczność kibicującą rodzicom
– wiarę, że jest jeszcze szansa. Bo papież, bo prezydent Duda, pani premier i ostatnia nadzieja białych – nawet detektyw Rutkowski robią wszystko, by dobro zwyciężyło.

A wiesz, czego nie widzisz? Wiesz, co polskie media dopiero od wczoraj zaczęły bardzo nieśmiało komunikować? Że to dziecko jest martwe. Nie widzi, nie słyszy, nie czuje, 70% części mózgu ma zniszczone. Jest w głębokiej śpiączce i generalnie w stanie wegetatywnym.
Od innych zdeformowanych, nieuleczalnych osób, które przecież wywołują w ludziach takie obrzydzenie (zwłaszcza przy temacie aborcji) i którym tak mocno się życzy aborcji/eutanazji (niepotrzebne skreślić) różni je tylko jeden drobny szczegół: tych innych dzieci nikt nie przytula.

Oto co zobaczysz, gdy wpiszesz w wyszukiwarki hasło „Alfie Evans”

Tu się odbyła przepiękna gra na emocjach,

bo jeśli tylko przejrzysz medialne doniesienia, to zobaczysz – poza punktami, które wymieniłem wcześniej – coś jeszcze.
Żywe dziecko. Z przeszłości, kiedy jeszcze nie było w takim stanie, w jakim jest teraz. Ale są też zdjęcia bardziej aktualne, tyle że zwróć uwagę JAK pokazuje się na nich chłopca.
Alfie przytulony do rodziców. Jakby spał.
Alfie trzymany za rączkę.
Alfie trzymający ojca za twarz.
Alfie z czymś w buzi, co przypomina smoczek.
Alfie z otwartymi oczkami. Świadomy! Żywy!
Alfie w otoczeniu maskotek.
Zupełnie jak my w dzieciństwie.
Zupełnie jak Twoje dziecko.

 

Była 4 lata temu odwrotna sytuacja.

Kobieta w ciąży. Wypadek. Śmierć mózgu. Lekarze nie chcieli odłączyć jej od aparatury. Chcieli, by urodziła dziecko. Z kolei rodzina chciała odłączenia od aparatury. Opinia publiczna również wtedy była podzielona, ale… bardziej przychylna rodzinie, która wolała pochować trupa i nie dać szansy życia temu dziecku.

I wtedy i teraz dyskusja w dużym stopniu opiera się na kwestii decydowania o zdrowiu, życiu i śmierci najbliższych. Dyskutującym brakuje w tym konsekwencji, bo jeśli ostatnie zdanie powinno należeć do rodziców, to idąc tym tokiem myślenia… dajcie spokój antyszczepionkowcom. Niech decydują sami. Zbiegiem okoliczności przed godziną przeczytałem artykuł opisujący najnowszy wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego, który ukarał rodziców (polskich) za brak pójścia z dzieckiem na szczepienie m.in. przeciwko Odrze (taka rzeka w Polsce, nie wiem za co się ją obwinia, ale też jestem zaszczepiony).
No zdecydujcie w końcu, co mogą rodzice, bo na razie to jest tak, że mogą urodzić lub nie, odłączyć od aparatur lub nie, szczepić lub nie, wychować lub nie. Mnie pasuje każda opcja, ja się dostosuję :)

W sprawie Alfie’go Evansa nie jest tak, że

tylko jedna strona ma 100% rację

i celem powyższego tekstu nie było przekonanie cię, że czasami po prostu trzeba pozwolić życiu zgasnąć, bo do tego zdania skłaniam się najbardziej. Może dlatego, że sam nie mam dzieci. Może dlatego, że nie chłonę medialnych doniesień. Odruchowo rozkładam na czynniki pierwsze, analizując techniki wpływania na odbiorcę, aby potem tego uczyć na szkoleniach. Mimo wszystko mam w sobie wiele zrozumienia dla osób, które stoją po stronie rodziców. Nie jestem im przeciwny, nie uważam ich za głupszych. Po prostu mam inne zdanie.

Zwróć tylko uwagę, w jakim stopniu sposób przekazu medialnego, zwłaszcza fotografii dziecka zestawionych z cierpieniem rodziny oraz znikomych, a początkowo żadnych informacji o stanie zdrowia Alfie’go wpłynął na twoje postrzeganie tej sprawy. Jaką historię opowiedziano, abyś nie mógł być po stronie lekarzy. I jaką jeszcze ci opowiedzą, bo gnoje do ostatniego nagłówka bedą ci pokazywać „żywe” dziecko i łzy rodziców. Przestań się na to nabierać, przecież wiesz, jak to wszystko się skończy.

 

 

 


Aktualizacja 2 godziny po publikacji: w prywatnych wiadomościach piszecie, że brakuje wam wyraźnego stanowiska i jestem zarówno za i jak i przeciw, co do mnie nie pasuje. To prawda.
Sorry brzdące, ja po prostu nie wiem jak bym się zachował. Teraz mogę se pisać, że bliżej mi do decyzji sądu, ale czuję, że gdybym miał dziecko w szpitalu, to rozpierdoliłbym tam wszystkich byle tylko je uratować. 

Nie będzie jasnego stanowiska, bo go nie mam. Nie muszę. To tekst wyłącznie o tym, jak media opowiadają ci tę historię. Tego się trzymajmy :)

Alfie Evans – czego nie widzisz i jak zagrano na Twoich emocjach?
2.7 (53.25%) 536 głos[ów]