100 dni na miłość | JasonHunt

100 dni na miłość

Statystycznie rzecz biorąc każdy nasz obecny i przyszły partner będzie naszym byłym partnerem.


Nie ma zmiłuj. Większość związków, w które wchodzimy, rozpada się i w zasadzie pozostaje tylko kwestia kiedy ma to nastąpić. Trzymając się statystyk – zwykle następuje zbyt późno. Przynajmniej dla jednej ze stron.

TRZY FAZY ZWIĄZKÓW

Uwielbiam tę początkową fazę związków, motylki w brzuszku, buziaczki, cmoczki, tęsknię za tobą, pragnę cię, zostanę z tobą na całe życie, jesteś najlepszy, jesteś najlepsza, a teraz chodź do łóżka, bo od godziny się nie kochaliśmy.

Całkiem przyjemna jest środkowa faza związku, kiedy emocje się stabilizują, już wiemy, na czym stoimy, kto nas puka od tyłu, znamy nie tylko zalety partnera, ale irytujemy się jego wadami, choć dalej jesteśmy zakochani, bo uczucia, jakimi go darzymy są silniejsze.

Nienawidzę tej ostatniej fazy, kiedy już masz dość. Już wiesz, że to nie ta, już wiesz, że on nie będzie ojcem twoich dzieci, nawet już wiesz, że seks z nim wcale nie jest taki fajny, a w ogóle to niech ten związek sobie jeszcze trwa, ale jak się zakończy to nic się nie stanie.
Poziom zaangażowania zawsze spada. Prędzej czy później. To wtedy najczęściej dochodzi do zdrad, to wtedy przestajemy mieć czas i ochotę na partnera, a po seksie z nim myślimy sobie „chciałbym, aby obok leżał ktoś inny”.

ZBYT PÓŹNO

Ja także nie zawsze kończyłem związki wtedy, kiedy powinienem był to zrobić.
Tyle że większość ludzi nie kończy, bo nie potrafią przyznać się do porażki, bo zbyt wiele zainwestowali w związek, mieli przecież tyle pięknych planów – wspólny dom, dzieci, rodzina, obiadki u rodziców i prezenty pod choinką.
Ja nie kończyłem z lenistwa, bo nigdy z żadną nie mieszkałem, a jak się spotykałem raz na jakiś czas to wcale mi tak bardzo ona nie przeszkadzała. No było fajnie, był seks, rano won. Żyć nie umierać. Można to ciągnąć dalej, a przy okazji bzykać sąsiadki.
Czasami powodem trwania w związku bez przyszłości był brak alternatywy. Kogo będę bzykał, jeśli nie ją? Znowu szukać, znowu poznawać, znowu uczyć wszystkiego od nowa? A daj pan spokój, komu by się chciało.

MOMENT KRYTYCZNY

Nadchodzi, bo nadejść musi i prawie zawsze jedna ze stron cierpi na tym. Bardziej ta, której wydaje się, że przecież wciąż jest super, wciąż zakochane, wciąż kocha.
To jest to, czego zawsze nienawidziłem. Wolałem wtedy czekać, aż kobieta dojrzeje i zrozumie, że trzeba związek zakończyć. Jest kilka metod. Przestajesz mówić o uczuciach, kończą się smski, telefony, coraz mniej spotkań, itd.. Ale czasami czekanie się przedłuża, bo partner się dostosowuje. Albo ma do nas pretensje, choć baran nie pomyśli, że trzeba odejść. No to wtedy trzeba walnąć prosto z mostu i zakończyć sprawę.
Ale i tak tego nienawidzę. Ja za dobre serce chyba mam.

TEORIA STU DNI NA MIŁOŚĆ

 

To jakieś trzy miesiące. Tyle najczęściej trwa pierwsza, najlepsza, najpiękniejsza faza związku. Ta pozbawiona wad, ta z pragnieniem dzielenia każdej chwili z partnerem.
Przypomnijcie sobie wasze związki, a przekonacie się sami, ile trwała ta najmocniejsza faza.

Trzy miesiące to taki bardzo bezpieczny termin, bo w tym czasie w związkach, które nie są oparte tylko na seksie, partnerzy chcą siebie najbardziej i jeszcze nie są ze sobą na tyle długo, aby rozpoczęła się faza schyłkowa.
Oczywiście użycie słowa „miłość” jest tu przesadą, ale dobrze brzmi. To są trzy miesiące na związek/zakochanie/co_tam_chcecie.
Trzy miesiące. Tyle właśnie będą trwały wszystkie moje przyszłe związki. Nie jestem zainteresowany relacjami opartymi na stabilizacji uczuć, na byciu z kimś, bo się tę osobę tak zwyczajnie kocha lub toleruje. Nie chcę już nigdy znudzić się kobietą, nie chcę już słyszeć jęczenia, że się odsuwam, że dlaczego to, dlaczego tamto.
Nie chcę być też obiektem znudzenia, bo i tak może się zdarzyć.

JAK?

Umawiając się z partnerem na 100 dni serwujesz sobie i partnerowi najlepszy czas, gromadzisz najlepsze wspomnienia i po tym czasie oboje się rozstajecie.
Jak to powiedzieć partnerowi? Wprost. Że po prostu nie chcesz przeżywać trzeciej fazy związku, nie chcesz ryzykować jej zaistnienia i dlatego wolisz mieć niedosyt niż przesyt. To jest proste. A że nie dajesz sobie szansy na powstanie czegoś trwałego?
Cóż, 100 dni na miłość jest dla tych, którzy jeszcze nie szukają ojców i matek swoich dzieci. Czyli dla mężczyzn po trzydziestce i kobiet po 25 roku życia.

RYZYKO

Jeśli ktoś zapyta mnie – a co jeśli 100 dni to za mało? Odpowiem: o to właśnie chodzi! Ma być za mało!
Wolisz za mało czy może wolisz rozstawać się w niechęci, nienawiści, obrzydzeniu, kłótniach i pretensjach? Coś za coś. Ja już wiem, że poza trzema związkami, popełniałem błąd będąc z daną osobą dłużej niż 3 miesiące. A nigdy nie żałowałem ani jednego związku, który trwał 100 dni.
Bo wiedząc, że macie 100 dni, już sama świadomość nieuchronności końca związku będzie wyzwalała w was bunt i niechęć do rozstania z tą osobą. Nie myślisz wtedy o tym, że tej osoby masz za dużo. Cały czas za mało, a czas was goni. Takie związki są najbardziej intensywne uczuciowo. I nie ma się po nich wyrzutów sumienia, bo nie ma czasu ani na zdrady, ani na olewanie partnera. To jak ostatnie trzy miesiące życia – cieszysz się każdym dniem, każdą nocą z partnerem.

EFEKT

A kiedy przychodzi koniec, zapewniam was, że najpiękniej rozstawać się w zgodzie i niewypalonych uczuciach niż wtedy, kiedy przestajemy rozumieć, co mogliśmy w tej osobie widzieć i czujemy obrzydzenie do samego siebie. Sto dni to sposób na szczęśliwe życie.

 

 

  • Uwielbiam ten tekst, mimo, że się z nim nie zgadzam. I właściwie jestem zwolenniczką teorii, że teksty (książki, filmy, sztuki) rządzą się swoimi prawami, które nie zawsze są zgodne z tymi, którymi rządzi się życie.

    • A co Ci się w tym tekście spodobało?

      • Ja ogólnie lubię styl pisania Tomka (inaczej by mnie tu nie było). No i fakt, że z tezy „rozstańcie się, zanim skończy się uczucie” tworzy wizję związku, który ma ściśle ustalony początek, koniec i przebieg, a mimo to jest to wizja romantyczna.
        Ale moim faworytem wśród starszych tekstów i tak jest „Nie mów mi o konsekwencjach”.

        • Teraz rozumiem :)
          Ale ten tekst „Nie mów mi o konsekwencjach”. muszę przeczytać. Dzięki

  • Na pewno 100 pierwszych dni jest magiczne. Czytając ten tekst pomyślałam także o parach, którym się udało i spędzili ze sobą całego życie. Jakie było ich ostatnie 100 dni? Na pewno jedna osoba musi pożegnać się z drugą. Odwiedza ją w szpitalu, czy patrzy na umierającego w domu. Wtedy mogą wracać uczucia i wspomnienia z pierwszych 100 dni razem, czyli pierwsze i ostatnie 100 dni mogą być do siebie bardzo podobne.

    • Tylko jak rozpoznać dzień, w którym zaczyna się ostatnia setka…? ;)
      Może żałożyć, jakby to było dzisiaj? Zwłaszcza, gdy jest się z właściwym człowiekiem na właściwym miejscu, i gdy już bardzo mocno wie się, jak wygląda potencjalny 99 dzień.
      100 dni można spędzić z setką partnerów. To zaledwie 27 lat życia. Doliczając pierwsze 20 lat dojrzewania, zakładamy, że po wszystkim do śmierci jeszcze trochę zostanie. Jakie jest jednak prawdopodobieństwo, że gdy już się znudzi to ciągłe zakochiwanie, znajdzie się ktoś, kto zdecyduje się kochać dalej? Za samo bycie, życie, obecność. A właściwie pomimo wszystko. Kto wtedy będzie obok?

      • Faktycznie tego się nie wie. Tylko z drugiej strony nie mogę spędzać każdego dnia z drugą połówką tak, jak gdyby było to ostatnie 100 dni. Bo gdyby tak na serio serio miałoby to być ostatnie 100 dni, to olałabym wszystko, czym się teraz zajmuję, by cieszyć się tą ostatnią setką i spędzać czas tylko z nim. Trzeba znaleźć złoty środek. ;)

  • kel

    Michno wrócił z urlopu, ale tuż po nim to też dobry wynik.

    A sto dni to dużo rozsądniejszy okres czasu niż osiem lat. Wiem co mówię.

    • Ilość odsłon jest mylna, bo się odświeżają co kilkanaście, czasami co kilkadziesiąt minut. Aby być całkowicie pierwszym, trzeba wejść w drugiej sekundzie po publikacji, bo zwykle 5 minut później jest już pierwsze 500 osób.

  • Ładne, fajne, ciekawe, szkoda, że wcześniej nie znałam tej zasady, bo był taki okres w moim życiu, ze chętnie bym skorzystała. Dziś na to już za późno :)

  • Fajne :) Aż korci by spróbować :) Chociaż mam wrażenie, że po takich 100 przeżytych świadomie, z myślą z tyłu głowy, że się niedługo skończy, to tylko apetyt może się zaostrzyć, na kolejne 100 dni, a potem kolejne i następne.. Czy nie? :)

  • Odruchowo sięgnęłam po kalendarz. Daty są idiotyczne, ale policzyłam, na wszelki wypadek. To już za kilka dni. Zrywać? Nie zrywać? Oto jest pytanie. ;)

  • Lidka

    Żyli długo i szczęśliwie, tylko nikt nie powiedział, że razem. Związki są przereklamowane. To już nie są czasy naszych dziadków czy rodziców którzy mimo wielu lat razem świata poza sobą nie widzą. Co do 100 dni. To najlepszym kandydatem jest facet z odzysku. On już wie jakich błędów nie popełniać, jest wychowany przez tą pierwszą która odwala największy kawał często bardzo dobrej roboty. Tylko czy to ma jeszcze sens? Jeżeli chcę bzyknąć, to bzyknę, jeżeli chcę z kimś zjeść kolację to zjem. Ale żeby od razu do domu sprowadzać, szufladę dawać ? Bez kurcze sensu. Całonocne naparzanie w gry jest zdecydowanie lepsze z kumplem niż partnerem, ale ja to się mogę nie znać ;)

  • Anna Warchoł

    Zachęciłeś mnie do przypomnienia sobie moich 100 pierwszych dni z mężem, chwilo trwaj…

  • Nina Kurzyna

    mistrz!

  • Pięć starczy.

  • czwarta

    nie pamiętam, ale bardzo możliwe, że kiedyś i ja napisałam do ciebie, że ten tekst to dno i straszne, że taki nieczuły jesteś :)
    teraz wiem, że sto dni to dla mnie za długo. znudzam się zwykle między 68 a 74

  • Kurcze, teraz wszystko ma sens

  • Z własnego doświadczenia wiem, że rozstanie po 100 dniach (+/-) na zawsze pozostawia w człowieku niedosyt drugiej osoby i sprawia, że staje się ona dla nas wyjątkowa. A chwile razem przeżyte – zachowane w pamięci na całe życie. Mamy w głowie obraz osoby dla nas wyjątkowej, bo nie jest zepsuty kłótniami i wzajemnymi pretensjami.

  • No dobra, żałuję, że nie przeczytałam tego 7 lat temu. i 11 lat temu. Miałabym same miłe wspomnienia. :)

  • To mi przypomina jeden ze starych odcinków „Star Treka”, w którym polecieli na planetę bez faktycznych wojen. Strony konfliktu organizowały bombardowania itd., ale one były tylko sygnałem, że do tego doszło, bo w rzeczywistości niczego nie niszczono. Ale ludzie którzy zamieszkali ten „zbombardowany” rejon, oddawali się dobrowolnie do zabicia. By ofiary wojny były, by wojna się toczyła aż do wygranej – jak każda inna wojna. Z tym, że nie chciano niszczyć w ten sposób cywilizacji, kultury… dlatego doszli do takiego porozumienia. Ty tylko udajesz, że zrzuciłeś atomówkę na moją wioskę, ja faktycznie idę się zabić, ale wioska żyje dalej.

  • Frysztyk

    To tekst tak a propos nowego rządu? :p

  • Pionierka

    Wszyscy moi byli to zbyt fajni mężczyźni, żeby nacieszyć się nimi w 100 dni.

  • Zupełnie się z tym nie zgadzam.
    Mój światopogląd jest całkiem inny. I mam zupełnie inne zdanie na ten temat. Co to jest 100 dni wobec całego życia?
    Nigdy nie wiesz co i kiedy na Ciebie spadnie i uważasz, że 100 dni wystarczy, żeby podjąć decyzję? Ludzie poznają się w różnych sytuacjach, Nie tylko podczas „magicznych 100 dni”.
    Zapomniałeś o uczucie. Gdzie tu mowa o przebaczaniu?
    To tylko zwykła teoria nic nie mająca wspólnego z życiem.
    Czy to Twoje osobiste podejście do życia :)
    Mam nadzieje, że nie :)

    • Zostaniesz tu trochę dłużej, to nabierzesz dystansu. Cierpliwości:)

      • Tak naprawdę, to myślę, ze to prowokacja :)

        • Maniek

          Nie musi, to blog Tomka i ma prawo pisać co mu się podoba a że tak myśli to jego sprawa :)
          Takie wpisy pozwalają poszukać gdzieś tam samego siebie i każdy jest jednostką. Dla mnie to zwykły i ciekawy wpis.

  • Boże, co za czasy. Wszyscy chcą szybko, lekko i przyjemnie. Miłość tak nie działa, drogi panie. Dobrze, że są jeszcze jakieś niedobitki facetów, którzy to jednak rozumieją i nie karmią się złudzeniami ;-)

  • A jeżeli po tych pierwszych 100 dniach z zasady przerwiesz historię, a po czasie poczujesz że to było coś na całe życie, bo przecież z zasady chcesz się rozstawać czując niedosyt związku, ale wtedy w kolejnym związku w zestawieniu z tym poprzednim i wlasciwym nawet te 100 dni wyda się mdłe?

  • iw

    Ten tekst jest dla mnie tak smutny, że nic więcej nie napiszę.

  • Czasami te 100 dni się zapętla. Wiem po sobie, bo mam tak z mężem. Jak słoje na drzewie :)

  • Paulo

    A te 100 dni poświęcamy tylko jednej osobie czy można żyć w poligamii? :)

  • ka

    w ostatnią niedzielę siedziałam na sofie z poznanym niedawno mężczyzną, leczyłam skutki poprzedniej nocy kieliszkiem mocno schłodzonego wina i gadałam z nim o wszystkim i o niczym. jak to w leniwy, niedzielny wieczór, na lekkim kacu. opowiadałam o jednej z setek moich teorii na temat związków. przewinęło się więc sporo solidnych argumentów, które stoją murem za tym, że nie ma w związku nic tak świetnego jak te pierwsze sto dni. i ograniczenie każdego z nich do tych właśnie chwil jest pomysłem zasługującym na nobla. a ja tego idealnym przykładem (serio, nie spodziewałbyś się, jak bardzo adekwatną ilustracją tego tekstu mogłabym zostać). zapytał mnie wtedy skąd wytrzasnęłam taki pomysł i czemu w ogóle akurat sto dni. pamiętam bardzo dobrze jak śmiesznie było sobie uświadomić, że początek tej teorii pochodzi właśnie z twojego tekstu. obiecałam mu go wysłać. a potem sobie przypomniałam, że wielokrotnie go przecież szukałam i zawsze bezskutecznie. i aż ciężko uwierzyć, że w chwilę po tej sytuacji, ty wrzuciłeś ten tekst po raz drugi! cholernie uwielbiam takie przypadki! ;-)

    ps pamiętam też, za jak genialny ten tekst uważałam wtedy. dziś aż mi ciężko uwierzyć jak bardzo mi został w głowie i jak wiele po dziś dzień mam z nim wspólnego.

  • Kurde stary, ale z Ciebie dobry bajko pisarz ;)

  • paulin

    miłość to nie jest zakochanie, a ludzie są za leniwi na miłość, bo to ciężka praca nad sobą i związkiem

  • Idealne, naukowe podejście do miłości. To mi się podoba. </3

  • Maniek

    W tym wpisie widzę kilka sprzeczności. Po 100 dniach rozstawać się w zgodzie? Chyba wtedy jeśli jedna osoba tego chce. Też nie każdy chce żyć „w lepszym, mądrzejszym życiu”. Są ludzie, którzy chcą być nudni i im to właściwie wystarczy bo po prostu tacy są. I tak jak Magda Grzybowska. Zgodzę się z jej zdaniem, które według mnie jest mądre tak samo jak blog i autor. Podoba mi się ta forma. Po czasie uczy samodzielnego myślenia.

  • Cos w tym jest… Ciekawy tekst, ale w kazdym zwiazku jestem dlugodystansowcem…

  • Miałam takiego znajomego w moim akademiku, wieczny student, lat 30 lub nawet więcej (a przynajmniej tak staro wtedy dla nas wyglądał). Chwalił się tym, że jego najdłuższy związek w życiu trwał całe 4 miesiące.
    I kurna, to były czasy, gdy spojrzeliśmy na niego ze współczuciem, zamiast buchnąć gratulacjami ;)
    Naprawdę. To podejście każe mi podejrzewać, że nie tylko on nie chciał. Ale i go nie chciano. Nie nadawał się na coś głębszego i bardziej obiecującego. Nigdy by mi do głowy nie przyszło pokazywać wszystko, co najfajniejsze pierwszemu lepszemu w pierwszych kilku tygodniach. Związek jest jak wino. To pierwsze buzuje, strzela korkami i uderza go głowy, ale od razu widać, ze to tylko pozory. To które ma dobry rocznik, celebruje się i smakuje z każdym kolejnym rokiem. Takiego wina nie pije się z byle kim i „byle by było”.

  • Ale po co? I co jak to 100 okaże się wstępem do czegoś lepszego?

  • Klaudia

    Kiedy mam sobie przypomnieć „pierwsze 100 dni” w swoim związku, mam trochę zakłócone poczucie czasu… Bo już znając się parę dni byliśmy przekonani, że znamy się całe życie i z ekscytacją liczyliśmy „wow znamy się już 2 tygodnie!!!” a teraz kiedy minęło już prawie 2 lata, gdy mam przypomnieć sobie „najszczęśliwszą fazę”, to ciężko mi wyodrębnić jakiś „lepszy” i „gorszy” okres, by móc je ze sobą porównywać. Oczywiście jest inaczej, ale dlatego że każdy dzień jest magiczny na inny sposób, a nie że uczucie przemija.

    Ale to że ja tak mam nijak ma się do tego, że większość związków (takie odnoszę wrażenie) pasuje do Twojej teorii o 100 dniach. Często widuję ludzi, którzy są ze sobą chociaż nawet nie mają o czym rozmawiać – tak jakby właśnie po 100 dniach nie zauważyli, że nie chcą być ze sobą całe życie i lepiej tego nie ciągnąć. To spostrzeżenie w sumie i tak nic nie zmienia, bo obawa przed samotnością i zmianami robi swoje.

  • Christine Finlay-Osóbka

    To był pierwszy tekst (wtedy) Kominka, który czytałam. Ile lat temu to było? Ech… te wspomnienia….

  • W większości przypadków związki kończą się tak jak piszesz – bo brakuje świadomości, która pozwala na zaakceptowanie faktów.
    Sam zresztą wiesz, że większość ludzi nie myśli wchodząc w nowy związek, tylko powielają kolejny schemat – i sądzę, że jako myślący i całkiem inteligentny gość zdajesz sobie z tego sprawę, ale celowo spłycasz przekaz ;)
    100 dni jest dla tych, którym się już nie chce. W sumie po iluś negatywnych doświadczeniach jest to zrozumiałe.
    Schematy są proste i takie wygodne… Kiedy ktoś powie „zmień sposób myślenia” – większość w pierwszej chwili po pierwsze nie rozumie, co tak naprawdę ma zrobić, po chwili mówi, że przecie to istne pranie mózgu…
    Fajnie napisał kiedyś chyba Eichelberger, że idealna sytuacja jest wtedy, kiedy dwoje ludzi w związku nie potrzebuje siebie nawzajem. Ale zamiast pracować nad sobą, znajdujemy sobie kogoś, dzięki komu rośnie poczucie naszej wartości. Zalepiamy kimś dziury, które w nas są. A gdy „przestaje nas kochać”, to nagle stajemy się beznadziejni… W takim wypadku pretensje są nieuniknione…

    Psychologiem nie jestem, ale wydaje mi się, że w powtarzanym do znudzenia „dbaj o związek” chodzi o poszerzanie świadomości. Jeśli człowiek jest świadomy siebie i świadomy procesów, które się dzieją w związku i generalnie wokół niego, równie świadomie się będzie rozstawał, więc wie, że pretensje byłyby bezpodstawne. Chociaż cierpienia na pewno nie da się uniknąć, w końcu jesteśmy tylko ludźmi… ale rozstanie po tych 100 dniach też przecież jest bolesne…?

  • mała

    Kilka ładnych lat temu to właśnie był ten pierwszy tekst, na który u Ciebie trafiłam…oj pamiętam jak skrajne emocje wtedy we mnie wywoływał, pewnie dlatego też zostałam na dłużej. A dzisiaj pojawia się uśmiech zrozumienia.